Kiedy w codziennym pędzie gubi się wdzięczność wobec Boga, przestaje się dostrzegać trud i wysiłek innych ludzi. O tym, jak odzyskać właściwą miarę i odkryć, że wszystko jest łaską.
Życiowe lekcje pokory
Nikt nie jest tak pokorny jak Bóg. Sztuką jest uczyć się pokory – nie na własnych błędach, lecz poprzez naśladowanie Pana Jezusa lub czyichś błędach.
Jak Pan Jezus zachowałby się w następujących sytuacjach? Pewnego razu p. Wojciech upomniał o wiele starszego od siebie, około dziewięćdziesięcioletniego staruszka p. Floriana, że ten przestał przychodzić na spotkania grupy modlitewnej. W pobliżu nich stała p. Maria, która popatrzyła na p. Floriana i wyczuła, jak mu ciężko odpowiadać p. Wojciechowi, więc zareagowała, mówiąc: „Czy ty nie widzisz, ile on ma lat? Daj mu spokój, jego czas formuje”. Za jakiś czas ten, który tak bezwzględnie zwracał uwagę drugiemu, sam zachorował i nie ma go na spotkaniach grupy modlitewnej.
Podobnej sytuacji doświadczyła Marietta, gdy z ważnych powodów nie było jej na spotkaniach grupy modlitewnej. P. Kasia, prowadząca grupę, zapytała ją przejmującym głosem: dlaczego jej nie było. Marietta, unikając zbędnych tłumaczeń, odpowiedziała: „Zamiast się cieszyć, że żyję, to ty pytasz, czemu mnie nie było?”.
Te konkretne, życiowe zdarzenia są dla jednych lekcją, a dla drugich nagrodą. Jednym pokazują, jak łatwo wątpić w dobro w drugim człowieku i wymagać od niego więcej niż od siebie. Innym pokazują, jak ważne są gesty miłości wobec takich osób jak Florian, które ledwo przyszły na spotkanie. Takie gesty prosto z serca niosą pokój i uśmiech, innymi słowy działają budująco na drugiego człowieka.
W Piśmie Świętym mamy bardzo dużo sytuacji, co Pan Jezus czynił tym, którzy się do Niego garnęli. I obecnie czyni w naszych sercach.
Co na to wątpiący, uważający, że nie da się na tym świecie nie popełniać grzechów? Jeśli ktoś ma wiarę na całego, to wierzy także w to, że nie ma u Boga rzeczy niemożliwych. Jeśli Bóg zechce, to na przykład Marietta nie będzie popełniać żadnych grzechów.
Przypowieść o duchowych narodzinach
W literaturze duchowej od lat krąży niezwykła, poruszająca przypowieść o dwóch bliźniakach rozmawiających w bezpiecznym mroku łona matki. Jeden z nich pyta drugiego, czy wierzy w życie po porodzie. Drugi brat nie wyobraża sobie takiego scenariusza – uważa, że pępowina zabezpiecza im wszystko, chodzenie na własnych nogach jest niemożliwe, a opowieści o świetle to bzdura. Kiedy brat z ufnością odpowiada, że po narodzinach zobaczą Mamę, która się nimi zaopiekuje, tamten pyta z niedowierzaniem: „Mama? Ty wierzysz w Mamę? Przecież jej nie widać!”. Drugi bliźniak odpowiada cicho, że Mama jest wszędzie wokół nich, otacza ich, a gdy się wyciszą, można usłyszeć jej pełen miłości głos.
Ta prosta opowieść wspaniale porusza ludzką wyobraźnię – na tyle, na ile człowiek ma ją rozwiniętą. Samo przejście od mroku łona do życia po porodzie jest tu symbolicznym odpowiednikiem narodzin do wieczności. Bez rozwiniętej wyobraźni trudno jest bowiem wyobrazić sobie coś więcej, niż się widzi, a każdy z nas ma przecież wyobraźnię taką, jaką ma. Jeśli komuś jej brakuje, nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji swoich myśli i uczynków. U jednych może ona posłużyć do nawiązania głębszej więzi z Bogiem, który jest najwyższym dobrem i źródłem wszelkich łask – a to, co jest dobre, to już samo w sobie jest nagrodą.
Komentując tę tajemnicę duchowych narodzin, św. Jan Paweł II w encyklice Dominum et Vivificantem przypomniał, że to właśnie przez nowe narodzenie z Ducha Trójjedyny Bóg „udziela się ludziom, zaszczepiając w nich zadatek życia wiecznego”. Przejście do wieczności nie jest więc końcem, ale pełnią.
Przemijalność i dar czasu
Wszystko, co doczesne, przemija. Rzeczy materialne odejdą, spakowane w niewidzialne walizki czasu, z którymi nikt z nas jeszcze stąd nie odszedł. Odrzucenie przywiązania do materii otwiera umysł i serce na Bożą łaskę. Bóg każdego dnia udziela nam obficie swoich łask.
Trzeba jak najlepiej wykorzystać dany nam czas, będąc bardziej zaangażowanym w troskę o Królestwo Niebieskie na całym świecie – zgodnie ze słowami Ewangelii:
„Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33).
Potrzeba modlitwy i troski, aby ludzie poznali Boga i umiłowali Go, żyjąc zgodnie z przykazaniami Bożymi i Ewangelią. Ucząc nas, jak się modlić, Pan Jezus zostawił nam modlitwę „Ojcze nasz”, a w niej wezwanie „Święć się imię Twoje”. Prowadzi nas ono do prawdziwego poznawania Boga, bo kiedy ludziom dane jest naprawdę Go poznać, będą Go z zachwytem uwielbiać w swojej codzienności, czyniąc pokutę także z troski o zbawienie dusz.
Różnorodne naczynia w rękach Garncarza
W tym kontekście powracają do mnie niezwykłe słowa, które usłyszałam we śnie: „Która z sióstr we wspólnocie jest najświętsza?”.
Często po ludzku myślimy, że we wspólnocie wszyscy jesteśmy równi w obdarowaniu, ale tak nie jest. Pismo Święte przypomina przecież o naczyniach do użytku zaszczytnego i tych drugich, skromniejszych. Jednemu z nas z woli Boskiego Garncarza dano więcej, drugiemu mniej. Jednak pychą byłoby ocenianie i licytowanie się na ludzkie miary świętości – bo bez względu na to, czy jesteśmy naczyniem złotym, czy glinianym, ostatecznie i tak każde z nas napełnia ta sama, niezasłużona Boża łaska.
Jakże często zapominamy, że chwila, która jest nam dana w relacji z drugim człowiekiem, to czysty podarunek. Bóg jest miłością i wielkie rzeczy czyni w nas, ucząc nas pokory wobec przemijania. Kiedy z perspektywy lat patrzymy wstecz na naszą drogę, ogarnia nas ciche zdumienie. Wydaje nam się czasem, że jesteśmy już wysoko, a tu nagle okazało się, że można wstąpić na kolejny, jeszcze wyższy poziom – bliżej Stwórcy, który ogarnia wszystko swoją mądrością.
Wtedy w sercu zostaje tylko jedna, najprostsza prawda: wszystko jest łaską.
Miłość, która zostaje na wieki
Najpiękniejszym, co możemy zostawić po sobie w tym przemijającym świecie i czym możemy nieustannie uwielbiać Boga, jest najzwyklejszy, dobry przykład życia – pełen dobrych owoców.
Wyobraźmy sobie najpierw wóz pełen pięknych dokonań, który cicho i z wdzięcznością ciągnie pokora – taki owoc ma prawdziwą wartość w oczach Boga. Obok drugi wóz, na którym znajduje się przypisywanie samemu sobie dobra, podejmowanie trudów – takich jak studia dla ludzi czy praca wyłącznie dla pieniędzy – a także wszelka stronniczość w pełnieniu funkcji społecznych, zamiast służby Bogu. Wszystko to, co rodzi się z ludzkich kalkulacji, a z nadetą miną i hałasem ciągnie pycha z demonem kłamstwa – i zapytajmy: ile warte są wtedy takie dzieła? Odpowiedź jest prosta: nie są warte nic.
Kiedy wszystko wokół cichnie i przemija, miłość – ta jedna jedyna – zostaje na wieki.
Błędem jest także zamykanie się wyłącznie w tym, co doczesne. Kardynał Stefan Wyszyński przypomniał nam, że czas to miłość.
Nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że mocno stoimy na naszej drodze, trzeba uważać, aby nie upaść. Bo ludzką rzeczą jest upadać, ale diabelską – trwać w grzechu. Dopóki jednak człowiek żyje, zawsze ma szansę powstać i iść dalej. Wielu ludzi doświadcza wyrzutów sumienia i się nawraca, odnajdując tę życiową mądrość właśnie przez żarliwą i regularną lekturę Pisma Świętego.
Wspaniałym dopełnieniem tej prawdy są słowa św. Franciszka z Asyżu, który w swoim Wykładzie, rozważając to wezwanie, pisał:
„Święć się imię Twoje: niech błyśnie w nas znajomość Ciebie, abyśmy poznali, jaka jest szerokość Twoich dobrodziejstw, długość Twoich obietnic, wysokość majestatu i głębokość sądów”.

