Dobrze wykorzystać czas

Polecane

Chodzi o świętość

Czas ucieka, wieczność czeka. Dobry Bóg daje nam jeszcze szansę, byśmy dobrze wykorzystali czas. W związku z tym niezmiernie ważne wydają się nam dobre postanowienia i modlitwa o świętość.

Możemy wyobrazić sobie, jak postępowali święci, np. św. Ignacy Loyola. Św. Ignacy Loyola myślał sobie:

Skoro św. Dominik i św. Franciszek dokonali tak wielkich rzeczy dla Boga, dlaczego i ja nie miałbym podobnych dokonać?

I z Bożą pomocą tak się stało. Ale zanim dokonał wielkich rzeczy dla Boga, zanim został założycielem Towarzystwa Jezusowego i jednym z patronów Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, które w swej historii korzystało z duchowości ignacjańskiej, uczynił postanowienie całkowitej przynależności do Jezusa. Zerwał ze swoim grzesznym życiem. Swój rycerski strój dał żebrakowi i w jego zgrzebnej sukni pieszo poszedł do sanktuarium Matki Bożej w Montserrat, gdzie czuwał przez całą noc i otrzymał dozgonną łaskę całkowitej wolności od pokus cielesnych. Następnie udał się do Manresy, zamieszkał w szpitalu i posługiwał chorym a w wolnych chwilach oddawał się osobistej modlitwie.


Święta Siostra Faustyna w swym „Dzienniczku” dwa razy wspomina tego Świętego, gdy pisze o jego radach przy zachowaniu ślubu posłuszeństwa oraz o wizji, którą miała w 1935 roku:

„Dzień św. Ignacego. Modliłam się gorąco do tego Świętego, robiąc mu wyrzuty, jak może patrzeć na mnie, a nie przyjść mi z pomocą w tak ważnych sprawach, to jest w spełnieniu woli Bożej. Mówiłam do tego Świętego: Ty, Patronie nasz, któryś był zapalony żarem miłości i gorliwości o większą chwałę Bożą, proszę cię pokornie, dopomóż mi w spełnieniu zamiarów Bożych. Było to w czasie Mszy świętej. – Wtem ujrzałam, po lewej stronie ołtarza św. Ignacego z dużą księgą w ręku, który mi rzekł te słowa: «Córko moja, nie jestem obojętny na sprawę twoją, reguła ta da się zastosować i w tym Zgromadzeniu». Wskazując ręką na księgę, znikł. Ucieszyłam się niezmiernie tym, jak bardzo święci o nas myślą i jak ścisła łączność jest z nimi. O dobroci Boża, jak piękny jest świat wewnętrzny, że już tu na ziemi obcujemy ze świętymi. Cały dzień odczuwałam bliskość tego drogiego mi Patrona.

Także Święty Franciszek z Asyżu, zanim został świętym przeżył głębokie nawrócenie. Zapragnął żyć według Ewangelii i głosić nawrócenie i pokutę. Dla Świętego Franciszka z Asyżu Ewangelia była słowem skierowanym do niego przez Chrystusa. Jego odpowiedzią były starania, aby jak najlepiej realizować je w swoim życiu. Pisze o tym M. J. Cygan: „Franciszek naśladował Chrystusa w sposób najdoskonalszy w całym jego życiu i dzięki temu stał się Jego wiernym wizerunkiem. Odpowiadając, jak najwierniej na wezwanie Ewangelii, osiągnął stopień doskonałego oderwania się od świata i stał się miłośnikiem Zbawiciela Ukrzyżowanego. /…/ Postawa życiowa Franciszka to duch seraficki, obejmujący wszystkie cnoty ewangeliczne praktykowane w stopniu heroicznym” /cyt. za: M. Cygan, Św. Franciszek z Asyżu w pismach Honorata Koźmińskiego, w: SF t. 2, dz. cyt., s. 96/.

Święty Franciszek z Asyżu żył według Ewangelii. Ewangelia stała się formą jego życia. Odegrała decydującą rolę w procesie kształtowania oraz realizowania powołania.

Po swoim nawróceniu św. Franciszek przyciągnął innych do tej formy dążenia ku doskonałości ewangelicznej. Powstała więc reguła, którą Zakonodawca nazywał rdzeniem Ewangelii, drogą doskonałości.

Św. Franciszek poznawał teksty natchnione głównie z liturgii i ksiąg liturgicznych, które ze względu na fragmentaryczność przybierały formę nakazów. Traktował je jako konkretne polecenia, skierowane przez Boga do słuchających słów Pańskich. Takie miał podejście do Ewangelii, które przybierało niemalże formę systemu zasad postępowania, który należy dosłownie realizować swoim życiem.

O takim traktowaniu Ewangelii mogą świadczyć przykłady odczytywania woli Bożej z kart Pisma św. o stygmatyzacji, czy śmierci Franciszka.

Św. Franciszek naśladował Jezusa pokornego i ubogiego. Dla wielu jego naśladowców był to i jest program ich życia.

W związku ze skutecznością modlitw do świętych, np. do św. Ignacego Loyoli przytoczę poniżej przykład.
Ignacy Loyola znany jest również z tego, że jest patronem matek w błogosławionym stanie. Znany był również pewnej kobiecie, która nosiła pod swoim serduszkiem dzieciątko i codziennie przez dziewięć miesięcy modliła się do Niego o szczęśliwe rozwiązanie. I urodziła syna. Jakaż była zdziwiona, gdy po wielu latach przyjechała do syna w odwiedziny do zakonu i zobaczyła obraz wiszący na ścianie ukazujący postać św. Ignacego Loyoli. Zdziwiona zapytała go: Co robi tutaj ten święty patron od matek w błogosławionym stanie. Ja się do niego codziennie modliłam… Syn odpowiedział: To jest nasz założyciel.

Św. Franciszkiem zachwycona byłam już w młodości. Planowałam, ze jeśli będę matką to mój syn będzie miał na imię Franciszek.
Pewnego dnia otrzymałam od księdza obrazek ukazujacy św. Franciszka i odczułam więź ze św. Franciszkiem. Bardzo dużo mu zawdzięczam. Wymodlił dla mnie powołanie do trzeciego zakonu.

Myśląc o świętości nie mogę pominąć Najświętszej Maryji i św. Józefa. W związku z tym polecam modlitwę: Św. Maryjo i św. Józefie, kocham Was, ratujcie dusze.

Co się tyczy pokoju w ojczyźnie i na świecie polecam modlitwę Pod Twoją obronę. Zanim wybuchła druga wojna światowa, Elżbieta Sabina Strękowska jako kilkunastoletnie dziecko usłyszała od Maryji we śnie, żeby powiedzieć ludziom, że idzie wojna, i żeby ludzie odmawiali modlitwę Pod Twoją obronę.
Elżbieta powiadomiła ludzi, ale trudno im było uwierzyć. I nawet wówczas, gdy za kilka dni zaczęła się strzelanina, to mówili, że to manewry. A jednak rozpoczęła się druga wojna światowa. Elżbieta ją przeżyła. Za jakiś czas wyszła za mąż i urodziła pięcioro dzieci, a ja jestem czwartym jej dzieckiem, bardzo wdzięcznym Bogu za jej piękne życie.


Na zdjęciu: Elżbieta Sabina Wilkowojska(z domu Strękowska).

Być na cały etat

Polecane

„Nie mozemy być chrześcijanami na pół etatu. Jeśli Chrystus jest w centrum naszego życia, to będzie On obecny we wszystkim, co czynimy”. Papież Franciszek
Kiedy Bóg jest w naszym życiu na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym miejscu. W związku z tym potrzebna jest nam znajomość Pisma Świętego, aby Chrystus był w centrum naszego życia. Jeden ze świętych – św. Hieronim – powiedział, że nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomoscią Chrystusa.
Potrzebne są nam również katechezy, formacja duchowa we wspólnotach, korzystanie z sakramentów świętych, pełne uczestnictwo w Eucharystii. Eucharystia jest źródłem i szczytem życia chrześcijanskiego.

Nowy Rok

Nowy Rok to następna tajemnica naszego życia na tym świecie. Kolejny dar od Boga na realizację naszego powołania do świętości. I czas zrozumienia głębiej, kim jest drugi człowiek, człowiek potrzebujący- bliźni.
Drugi człowiek to dar miłości Chrystusa, wyzwanie dla naszej i wiary, i miłości, i powołania, i posłannictwa.
Drugi człowiek to mój brat, siostra- bliźni, z którym identyfikował się Chrystus, mówiąc: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko. co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”(Mt 25,40).

Drugi człowiek jest tym, którego powinniśmy kochać tak, jak Jezus nas ukochał ( por. Mt 22, 34-40).
Drugi człowiek jest sposobnością miłowania Boga.
Drugi człowiek to ten, który stoi przede mną; z jego powodu będziemy albo nagrodzeni albo oskarżeni(por. 25,31-46).
Drugi człowiek jest „przestrzenią życiową” naszej wiary, naszego życia albo też i śmierci, miłości lub nienawiści, służby lub panowania nad nim.
„Z perspektywy wiary, oświeceni przez Jezusa Chrystusa, napełnieni darami Ducha Świętego, możemy powiedzieć, że dla nas drugi człowiek to Jezus Chrystus! ( Matka Teresa, Lush GJERGII, s. 92).
Każdy człowiek ma swoją drogę w życiu i powinien nią iść. Wielu zastanawia się nad swoim powołaniem. Zastanawiała się także młoda Ganxhe Bojaxhiu, modliła się, pościła, szukała rady i pomocy u rodziców i przyjaciół. Pewnego dnia zapytała spowiednika: „Ojcze, jak mogę się dowiedzieć, czy Bóg mnie powołuje i do czego mnie powołuje?”. On jej odpowiedział: „Córko moja, z radości, ze szczęścia. Najlepszym sprawdzianem twojego powołania jest to, że jesteś szczęśliwa na myśl, że Bóg cię powołuje. Głęboka, prawdziwa radość jest jak busola, która wskazuje kierunek życia. Tak też trzeba się zachowywać, gdy droga nie jest jasna, a ścieżka jest trudna”.
Świadectwo Lorenca Antonio:”Ganxhe, przed podjęciej ostatecznej decyzji, czy zostać siostrą zakonną czy też nie, powiedziała do mnie: „Jadę do Letnicy na około dwa miesiące”. Był to rok 1927. Odprawiła tam rekolekcje, które powtórzyła tam jeszcze raz w roku 1928. Był tam także nasz chór i młodzież katolicka ze Skopje, jak również młodzież z innych parafii. Ganxhe czuła się tam bardzo dobrze, była spokojna, uśmiechnięta, powiedziałbym pełna entuzjazmu. W letnicy nic mi nie mówiła, ale zauważyłem, że coś się wydarzyło. Po powrocie do Skopje- o ile dobrze pamiętam, było to 20 sierpnia 1928 roku- zwierzyła mi się: Lorenc, albo jak mnie nazywała Lenci – wreszcie przed Matką Boską Czarnogórską podjęłam decyzję: pojadę na misje i poświęcę się całkowicie Bogu dla zbawienia dusz! W uroczystość Wniebowzięcia Maryi poprosiłam Matkę Boską Letnicką o Jej matczyne błogosławieństwo: Matko Boża, pomóż mi zrealizować plany i wolę Pana Boga, tak jak Ty to uczyniłaś. Towarzysz mi w czasie tej długiej i nieznanej podróży. Wyruszam z Tobą, moja Matko… Nie wiem, jakie będzie moje przyszłe życie, moja praca, moje posłannictwo. Bardzo pragnęłam poświęcić się muzyce… Wiesz dobrze, jak bardzo lubię muzykę, śpiew – i będę je nadal lubiła, śpiewając na cześć Pana. Lubiłam także literaturę, a szczególnie poezję…”.
Tutaj wyznała mi, że miała cały zeszyt zapisany wierszami…” Kto wie, czy będę mogła je nadal pisać czy czytać”- powiedziała mi. ” Chciałam być nauczycielką, mistrzynią, wychowywać młode pokolenia, poświęcić się pracy w szkole. Teraz, jak widzisz nie będę mogła zrealizować tych wszystkich pragnień… Jedno jest pewne i to mi wystarczy: wiem, że Pan mnie powołuje i to mi wystarczy: wiem, że Pan mnie powołuje, kocha mnie, prowadzi mnie ku powołaniu misyjnemu. Teraz jest to moją jedyną pewnością”. (Matka Teresa, Lush GJERGII, s.64-65) Kontynuuj czytanie

Jak rozpoznajemy Boga w naszym życiu?

Okres adwentu jest czasem uważności na znaki spotkania Boga w różnych codziennych sytuacjach. W ciszy, zwyczajności, przy stole, w trosce, w słowach, które bolą, ale są konieczną prawdą. Jak ten głos rozpoznać? Bóg mówi: chodź pokażę ci drogę, która cię ocali, prowadzi, podpowie. Każdy człowiek ma pomysły, ale Bóg przez słowo, przez człowieka, szepce: to jest ta droga. Pytanie, czy nie zagłuszamy tego głosu przez nasze ambicje i powody do niezadowolenia.

Znaczące w tej kwestii jest zdanie św. Ignacego Loyoli:
Narzekanie to jedno z ulubionych narzędzi złego ducha. Narzekanie zamyka serce na obecność Boga. Wtedy nie dostrzegamy dobra. Narzekanie bowiem jest jak mgła, która zasłania Boże działanie. Jana Chrzciciela i Jezusa odrzucono, bo nie pasował do ludzkich oczekiwań. Bywa, że prorokiem jest dziecko, ktoś zraniony, koleżanka z pracy, bezdomny. Bóg w tych, których łatwo można zlekceważyć. Jeśli patrzymy na to, co kiedyś ktoś powiedział, to wtedy wiara staje się zwyczajem, rytuałem, tradycją.
Czy potrafimy dać Bogu przestrzeń? Adwent jest jak rekolekcje. Byśmy zobaczyli Boga w ciszy, w drugim człowieku, w czyimś uśmiechu, w swojej codzienności, w różnych sytuacjach. Byśmy święcili Jego Imię. Byśmy Go poznawali i byli dobrym przykładem dla innych.

Pomocą w rozpoznawaniu Boga jest otwarte serce i współpraca z Bogiem, każdy gest miłości. Im jest ich więcej, tym bardziej zbliżamy się do Niego i dociera do nas fakt, jak wielką jesteśmy rodziną, jak wielki jest Bóg, który stworzył nas na swój obraz i podobieństwo.

Dobrze jest prosić Pana Boga o pamięć, abyśmy do końca życia żałowali za grzechy. Widać, jaki problem z brakiem pamięci mają ludzie, przebywający w Domach Opieki Społecznej. Problem, gdyż nie mogą się wyspowiadać.

Potrzebna jest pamięć i do tego, aby pomagać innym w rozpoznawaniu Boga. Nieustannie pamiętać, żeby się Bogu we wszystkim podobać. Sprzyja to rozmowom z innymi ludźmi. Mam tu na myśli i wczorajsze wydarzenie:

Zatrzymałam się także wczoraj, gdy zobaczyłam młodą dziewczynę z papierosem w towarzystwie kilku osób. Zapytałam, czy mogę ją o coś poprosić. Zdecydowanie odpowiedziała, że nie. Ale stojący naprzeciwko niej młodzieniec wyraził swoje zainteresowanie, co chciałam powiedzieć. Kiedy już o tym powiedziałam, żeby nie paliła papierosów, dostrzegłam zadowolenie u wspomnianej wyżej dziewczyny i podałam powody, z których jako najważniejszy wymieniłam, aby się Panu Bogu podobać.

Wspomniany przeze mnie młodzieniec powiedział, że jest niewierzący. Wskazałam więc na przyczynę jego niewiary, mówiąc: Trudno jest ci powiedzieć, że jesteś wierzącym, ponieważ nabroiłeś, a wierzący człowiek nie broi, bo ma zasady. Odezwał się na to: Ależ proszę pani, człowiek niewierzący też postępuje moralnie. Odpowiedziałam na to: Jakie może być moralne postępowanie, gdy ktoś nie uważa grzechów za grzechy, bo jest niewierzący. Gdyby przyszło mi zaufać człowiekowi, to wolałabym zaufać wierzącemu niż niewierzącemu. Człowiek wierzący współpracuje z Bogiem, cieszy się Jego pomocą, łaskami, a niewierzący odrzuca Boga i zamyka się na Jego pomoc, na Jego łaski. Ja też byłam w waszym wieku, ale była bardzo pobożna. Aż tak, że w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że Pan Jezus mi we wszystkim pomaga. I podałam przykład, jak to było w moim życiu przed maturą, kiedy to dzięki Bożej łasce poznałam temat, jaki miał być na maturze. Macie wybór: korzystać z Bożej pomocy lub polegać na sobie.

– To jest kwestia wychowania – odezwała się inna osoba z tejże grupy. – Różnie to bywa z wychowaniem – ludzie niewierzący wywołują wojny- odpowiedziałam. I usłyszałam od młodej dziewczyny: – Ależ odwrotnie proszę pani, to przez ludzi wierzących są wojny. Odpowiedziałam jej na to, że u wierzących -jeśli są wojny- to takie wewnętrzne: jakieś spory kłótnie, ale nie takie jak u niewierzących jak Putin. Lepiej jednak być wierzącym niż niewierzącym.

Zanim odeszłam doświadczyłam od nich wdzięczności, co sprawiło mi wiele wewnętrznej radości, że mogłam zrobić coś, co się Bogu podoba. Bogu dzięki i chwała.


ZDJĘCIE WYKONAŁAM WIELE LAT TEMU NA PODLASU, Z OKAZJI ODSŁONIĘCIA POMNIKA ŚW. JANA PAWŁA II.

Dbać o wiarę

„Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. ( Jan Paweł II, Inauguracja pontyfikatu, 1978 r.)

Można mieć wszystko, ale jeśli zabraknie wiary, to nie ma się niczego. „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych. Przez wiarę Abel złożył Bogu ofiarę cenniejszą od Kaina, za co otrzymał świadectwo, że jest sprawiedliwy. Bóg bowiem zaświadczył o jego darach, toteż choć umarł, przez nią jeszcze mówi. Przez wiarę Henoch został przeniesiony, aby nie oglądał śmierci. I nie znaleziono go, ponieważ Bóg go zabrał. Przed zabraniem bowiem otrzymał świadectwo, iż podobał się Bogu.

    Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że Bóg jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają” Hbr 11, 1-5

Znane są bohaterskie przykłady wiary. A jakie są przykłady niewiary: Adolf Hitler, Spinelli, Marks, Lenin i wszyscy twórcy bezbożnych ideologii, których jest bardzo dużo.

W czym gustują ateiści? W zbrodniach hitlerowców, w wyznawcach Marksa, Lenina….

Czy nie jest tak, że ludzie uważający się za ateistów są raczej nieukami niż ateistami. No bo jakże można przyłączać się swoją niewiarą do społeczności niewierzących, którzy zabijają ludzi. Gdyby mieli wiarę, to by się modlili, i nie byłoby tyle zła.

W czym gustują ateiści? A może nie gustują w niewierzących, tylko boją się wyśmiania i brakuje im odwagi, by powiedzieć, że są ludźmi wierzącymi.

Wiara niesie ze sobą same dobre rzeczy. Boże błogosławieństwo. „Jeżeli człowiek od początku zawsze idzie wiernie za głosem i natchnieniem łaski Bożej, to zostanie w swoim czasie, kiedy Bogu będzie się to podobało, podniesiony do kontemplacji mistycznej, co nie wyklucza, że człowiek z własnej winy, przez swe niewierności może to powołanie utracić, sprzeniewierzyć się Jemu. Stosują się tu słowa Chrystusa: Albowiem wielu jest wezwanych, ale mało wybranych”. (Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, XI-XII)
A co niesie ze sobą niewiara? Wojnę i wojnę bez końca. Nie ma pokoju bez Boga. Nie ma pokoju w niewierzących.

Wiara łączy się z pokorą .

Chodzi tu o pokorę duszy, w której żyje Jezus. Jaka jest ta pokora? Próbę jej opisania znajdujemy między innymi w dziełku „Jedno z Jezusem” autorstwa Ks. Pawła de Jaegher T.J., s.57-81).

Według Ks. Pawła de Jaegher „Prawdziwa pokora nie jest niczym innym jak tylko miłością Bożą, posuniętą aż do wzgardy siebie. Być niczym, aby Jezus był wszystkim w niej: oto ustawiczne, najistotniejsze jej pragnienie. Odkąd postanowiła utożsamić się z Chrystusem, nie zna ona innej dążności, innego ideału. Raz na zawsze pogrążyła się w pokorze. Być niczym i być mianą za nic, oto jej radość najsłodsza i najmniej pospolita”(Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, s. 71).

We wspomnianym wyżej dziełku znajdujemy odpowiedź na pytanie: W czym więc leży tajemnica prawdziwej pokory serca?
Bóg jest wszystkim, a wszystko inne niczym, poza Bogiem wszelkie stworzenie jest samą nicością. Bóg źródłem jej radości i uwielbienia. Wieczny triumf Boga nad nicością i złem, Boga, który jest samym Bytem i Dobrem najwyższym.

Wspomniany wyżej autor wyjaśnia, jak wiele zyskują dusze, wyrzekające się własnej chwały. Wyjaśnia, jak ogromnie się wzbogacają, co jest ich własną chwałą, czym się szczycą, co jest ciągłym przedmiotem ich upodobań: wzbogacenie się chwałą Najwyższego Pana. Nieskończoną chwała Trójcy Świętej i nieodłączną od jej istoty chwałą, jaką Chrystus Pan oddaje Bogu wraz z niezliczonym zastępów aniołów, świętych i sprawiedliwych na ziemi. I w tym świetle marne pochwały ku nim zwrócone, brzmią dla nich jak urąganie.

Ich pokora jest jakby naturalną; nikt bowiem lepiej od nich nie odczuwa swej nędzy i ubóstwa. Ich zamierzeniem jest dozwolić Jezusowi, by żył w nich w całej pełni przez ich głęboką pokorę, doskonałą miłość i całkowite zapomnienie o Sobie. Ciągła świadomość obecności w nich Jezusa wyświetla im natychmiast każdy odruch życia własnego i przyrodzonego, daje im dostrzec w sobie wszystko, co jest niedobre, co nie Jezusowe, co niezgodne z ich świętością.

Znaczący w tej kwestii jest długi rachunek sumienia. Bez niego dusze wyczuwają w sobie każde drgnienie nielicujące z życiem Chrystusowym; widzą w sobie każde poruszenie próżności, nieświadome prawie szukanie siebie, każdą drobną niecierpliwość, wywołaną może czysto fizjologiczną przyczyną. Każda z nich oddycha jednym tylko czystym pragnieniem być „Chrystusem”. „Bo dla mnie życiem jest Chrystus” (Fil.1,21) Wiedzą, że są narzędziami w ręku Jezusa, ciągłym hymnem Syna do Ojca, choć same, niestety rozdżwięk tylko w tę pieśń wprowadzają. Napełnia je ufność ku Ojcu Niebieskiemu, która wzmaga się tym bardziej, że mają świadomość swego niezmiennego ubóstwa.

Niczego nie spodziewają się po sobie, liczą jedynie na Boga. Ufność ich nie ma granic, doświadczyły bowiem głęboko nieskończonej dobroci Bożej, tak odmiennej od ludzkiej dobroci, tak miłosiernie wyrozumiałej względem tego, co najlichsze i najnędzniejsze. Ufają, zwłaszcza dlatego, że nie czują się samotne; nie zwracają się nigdy same do Ojca Niebieskiego, lecz zawsze w łączności z umiłowanym Chrystusem, wiedzą na pewno, że w Nim i ze względu na Niego Bóg ich przyjmie do Siebie i z miłością przytuli.

Choć same się czują biednymi żebraczkami odzianymi w łachmany, mniejsza o to! Z nieograniczoną ufnością stają wobec Króla nad Króle, przybrane w nieskończone zasługi Jezusa, w nich zanurzyły wszystkie nędze swoje i przewinienia; z całym spokojem składają u nóg Jego wdzięczny i wonny wieniec cnót swego Oblubieńca i wplatają w niego nieznacznie osty marnych cnót swoich. Przede wszystkim ofiarują Bogu Serce Jezusa nieskończenie miłujące i miłości godne, klejnot bezcenny, Serce, z którym zjednoczyły własne swe serce i czują, że tylko przez Jezusa zdołają spełnić swe pragnienie miłowania Ojca bezgranicznie. Pewne są, że o cokolwiek prosić będą Boga, prośba ich zostanie wysłuchaną, gdyż sam Pan Jezus powiedział:
„Jeśli o coś prosić będziecie Ojca w Imię moje, da wam. Dotychczas o nic nie prosiliście w Imię moje, proście a otrzymacie: aby radość wasza była pełna” ( J16,23.24). I dlaczegoż miałyby nie otrzymać tego, o co prosi, gdy sam Jezus, który jest celem ich wiecznych umiłowań, błaga za nimi Boga? Bóg nie odmówi ich prośbie, gdyż tym samym odmówiłby Synowi Swojemu. Wymówka Chrystusa , zwrócona do Apostołów, nie odnosi się do nich, one bowiem nie umieją inaczej prosić Ojca jak tylko przez Jezusa, gdyż obecnie modlą się i żyje w nich Jezus.

Dusze, która w ten sposób utożsamiły się z Jezusem, rozszerzyły niezmiernie swe widnokręgi i uszlachetniły swe życie. Odkąd zaczęły żyć w imieniu Jezusa, nowe rozległe światy odsłoniły się przed nimi. Dawniej, podobne do świętojańskich robaczków, obejmowały wzrokiem maleńką tylko przestrzeń, rozświetloną ich własnym, nikłym jarzeniem. Dziś żyją w blasku słońca, rzucającego snopy światła na rozległe przestworza; nowe światy odsłaniają się przed ich oczyma, opromienione niebiańską jasnością.

Na wszystko patrzą wzrokiem Jezusowym; ich drobne ciasne sprawy ustąpiły Jezusowym sprawom w ich sercach, szerokich jak wszechświat cały. Ich wpływ rozciąga się aż do krańców ziemi, tam gdzie sięga jedynie wpływ życia Jezusa; z Nim mogą współdziałać w sprawie uświęcenia dusz nawet w krainach najodleglejszych i najmniej znanych.

Zjednoczone z Jezusem i z całym ciałem Jego mistycznym odczuwają w sobie bicie nie tylko własnego serca, ale tysiąca serc; pragnienie, by wszystkie tętniły miłością Bożą, i składają Mu je w ofierze, by Bóg na własną modlę przetwarzać je raczył. O! jak wielkim jest dla nich szczęściem świadomość, że w tylu duszach może Boga kochać niejako stokrotnie i tym zaspokoić swoją żądzę miłości! Lecz myśl ta jest dla nich również źródłem cierpienia…” I dusza woła z Apostołem:” Synaczkowie moi! Oto na nowo w boleści was rodzę dopóki nie odtworzy się w was obraz Chrystusa”(Ga4,19).

Dusze zupełnie oddane Jezusowi są szczęśliwe. Już nie są skrępowane w pętach zbyt osobistych przeżyć, zamknięte w granicach duchowego wprawdzie życia, lecz ciasnego, zbyt subiektywnego. Żyją na wolności w słońcu Jezusowym, życiem samego Jezusa, oddychają jednym pragnieniem: podobania się Bogu. To szczęście będzie zawsze ich udziałem; odtąd są szczęśliwe, bo wiedzą, że mimo nędz swoich przez Jezusa mogą podobać się Bogu ( Zob. Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, s.79).

Zachowywać się roztropnie

Człowiek roztropny przemawia swoimi czynami, a jego decyzje mówią więcej niż słowa. Mam tu na myśli różne aspekty roztropności. Człowiek roztropny czyta Słowo Boże i umie rozeznawać w nim swoje życie. Nie ulega wątpliwości, że Józef znał Pisma i potrafił znaleźć w nich odpowiedzi na trudne pytania. W proroctwie „Oto Panna pocznie i porodzi Syna”( Iz 7,14), zobaczył życie Maryi, Jej powołanie i swoją własną misję: bycie jej opiekunem i obrońcą. Te słowa były dla niego światłem w ciemności. Pomogły mu podjąć właściwą decyzję: przyjąć Maryję do siebie i zaufać Bożemu planowi.

Aby stawać się roztropnymi, musimy być jak święci – ludzie Słowa Bożego, czyli takimi, którzy nie tylko czytają Biblię, znają ją, ale szukają w niej życiowych drogowskazów. Regularny kontakt ze Słowem Bożym to jeden z najważniejszych sposobów budowania w sobie roztropności. Bowiem w Słowie Bożym znajdujemy mądrość, światło i siłę, aby podejmować właściwe decyzje. Dlatego tak ważne jest czytanie i rozważanie Pisma świętego w naszych rodzinach, traktowanie jego jako duchowego fundamentu naszego życia. Powinniśmy jako rodzice i nauczyciele od najmłodszych mówić o tym swoim dzieciom, przyzwyczajać je do obcowania ze Słowem Bożym jako źródłem, wiedzy o Bogu oraz skarbnicą mądrości i roztropności. O tym powinni mówić uczniom nauczyciele języka polskiego. Wspomnę przy tym moją nauczycielkę ze szkoły podstawowej- młodą, ale mądrą- p. Barbarę Szymanowską, która powiedziała nam, swoim uczniom, jak ważne miejsce w jej życiu zajmuje Pismo święte jako najważniejsza dla niej księga. Księga, które zajmuje także specjalne miejsce w jej pokoju- na ołtarzu.
Trzeba więc najpierw robić to, co konieczne, potem, co możliwe, a zobaczymy, że to, co jest niemożliwe staje się możliwe.

Wyobrażmy sobie jeszcze inną sytuację o mądrości i roztropności w codziennym życiu jak również o przygotowaniu na spotkanie z Bogiem. Mam tu na myśli przypowieść Jezusa o pannach roztropnych i nierozsądnych (Mt25,1-13). Panny roztropne uosabiają mądrość, odpowiedzialność i duchową gotowość. Ich przeciwieństwem są panny nierozsądne. które mają inne podejście do życia: brak troski o to, co najważniejsze, zapomniały o celu i były nieprzygotowane. To właśnie roztropność przyczyniła się ostatecznie do tego, że panny mądre weszły na ucztę zbawionych.

Oliwa, o której mowa w przypowieści, to obraz duchowego bogactwa, które zdobywamy dzięki codziennemu czytaniu Słowa Bożego, karmieniu się nim. Jeśli czytamy Biblię, napełniamy swoją lampę „oliwą roztropności”, której nie zabraknie nam w trudnych chwilach życia. To Słowo Boże pozwala odnaleźć roztropne rozwiązania, zobaczyć wyjście z najtrudniejszych sytuacji, zaakceptować sens naszych bolesnych czy niezrozumiałych doświadczeń.

Czy wystarczy usłyszeć Słowo Boże tylko raz w tygodniu podczas Mszy świętej? Niestety, raz w tygodniu nie wystarczy usłyszeć Słowo Boże. Potrzeba nam stałego kontaktu z Panem Bogiem, aby utrzymać płomień naszej wiary. Potrzeba nam regularnie się karmić Słowem Bożym, aby nasza lampa życia pozostawała pełna oliwy, oświetlała mroki codzienności i pozwoliła cierpliwie czekać na przyjście Pana. Panny roztropne przez swoje życie przypominają nam o tym, co najważniejsze. Jak ważne jest każda inwestycja w duchową mądrość.

Ojcowie pustyni niosą nam bardzo ważną wskazówkę: „Jeśli masz serce, które szuka mądrości, znajdziesz rozwiązanie w każdej trudności”. W tych słowach przypominają nam, że roztropność to coś więcej niż praktyczna mądrość – To zdolność widzenia rzeczywistości w Bożym świetle. Roztropność karmiona Słowem Bożym, pozwala nam dostrzec Boży plan w każdej sytuacji i odnosić się do Słowa Bożego jako ostatecznego autorytetu; widzieć rzeczywistość wyraźnie, unikać błędów i prowadzić życie w harmonii z Wolą Bożą ( Zob. O. Paweł Silnik, Józef, s.50). Dlatego powinniśmy naśladować świętych, którzy w ciszy i wierności Słowu Bożemu potrafili znaleźć odpowiedź na życiowe wyzwanie.

Czy nie mamy w sobie zasobu naturalnej roztropności zdobywanej przez doświadczenia obserwacje, relacje a nawet cierpienie? Oczywiście, że mamy pewny zasób ludzkiej roztropności, ale ona rzadko jest wystarczająca. W takich sytuacjach Słowo Boże to dla nas niezastąpiony Przewodnik.

Święci przypominają nam, że roztropność jest zdolnością do porządkowania wszystkiego w świetle celu. Celu zarówno długofalowego jak i ostatecznego. Ważne jest, abyśmy wiedzieli, co jest celem naszego życia, ponieważ mając go stale na uwadze, łatwiej go osiągnąć.

Wagę roztropności podkreśla także Katechizm Kościoła Katolickiego: „Roztropność uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia”. (KKK 1835) Dla świętych ostatecznym celem życia było życie wieczne w niebie. Organizowali swoje życie, mając w pamięci ten cel i wg niego osądzali swoje poczynania. Tak właśnie żyli święci, którzy swoje decyzje podporządkowali Bożemu dziełu zbawienia ludzkości.

Jest wielu świętych, którym przyświecał cel ostateczny:
– Św. Józef, który wyróżniał się cnotliwym życiem do tego stopnia, że na kartach NT jako pierwszy z ludzi nazwany jest sprawiedliwym ( Zob. O. Paweł Silnik, Józef, s.59).
– Małgorzata Maria Alacoque, która miała tylko jedno pragnienie: upodobnić się do cierpiącego Chrystusa. Rzucając się na kolana u stóp swego krucyfiksu, mówiła: „O mój drogi Zbawicielu, jakże byłabym szczęśliwa, gdybyś chciał mnie naznaczyć stygmatami Twych cierpień!”. Tak było jeszcze przed wstąpieniem do zakonu kontemplacyjnego.
W zakonie Zbawiciel dał jej łaskę zrozumienia powołania, by przyczyniała się do zbawienia grzeszników. Co może dla tego celu uczynić? „Przebłagać Jego obrażoną sprawiedliwość przez złożenie ofiary”( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża,s. 118).

Małgorzata Maria Alacoque poznała, jaki jest cel jej życia: pokuta za grzeszników i upodobnienie się do Oblubieńca swej duszy.
„Moja córko, czy chcesz oddać mi twe serce, by w nim znalazła spoczynek ma miłość pełna cierpień, którą wszyscy gardzą?” A w innym momencie: „Spójrz, jak mnie traktuje dusza, do której zstąpiłem. Chcę…żebyś przypadła do moich stóp, skoro zejdę do ciebie, żebyś złożyła godne zadośćuczynienie memu Sercu, oddając w tym celu mojemu Ojcu krwawą ofiarę krzyża i całą swoją istotę…” ( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża, s. 118).

Przed jej profesją Zbawiciel dał jej łaskę, czego od niej oczekuje.
„Pamiętaj, że masz poślubić Boga Ukrzyżowanego, oto dlaczego powinnaś być do Niego podobna przez rozstanie się ze wszystkimi radościami życia, w każdej bowiem będzie dla ciebie ukryty krzyż”.

W czasie rekolekcji otrzymuje więcej światła i zachodzi w niej zmiana: Małgorzata nie może już przeżyć ani minuty bez cierpienia. Do tego stopnia wzmaga się w niej urok krzyża.
„Rana mojego Serca to twoje obecne i wieczne mieszkanie; bądź odtąd głucha, niema, niewidząca i nieczuła na wszystkie sprawy ziemskie”. ( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża, s. 119).

Formułę swojej profesji podpisała własną krwią: „Małgorzata Maria zmarła dla świata” i dodała poniżej: „Wszystko z Boga, nic ze mnie, wszystko do Boga, nic do mnie, wszystko dla Boga, nic dla mnie”.

Wkrótce Zbawiciel odkrywa jej swoją świętość: świętość sprawiedliwości i świętość miłości. Odtąd Małgorzata doświadcza rytmicznego falowania: to przygniata ją sprawiedliwość, to rozpala miłość; zdarza się, że unicestwia ją widok niezliczonych grzechów, to wpada w zachwyt na widok miłosierdzia.

Możemy sobie wyobrazić, jak bardzo zmagała się ze świętością sprawiedliwości.
Pewnego dnia pogrążona była w kontemplacji Chrystusa w ogrodzie Getsemani.
„Tu cierpiałem wewnętrznie więcej niż w ciągu całej mej męki, czułem się opuszczony przez wszystko, przez niebo i ziemię, obarczony grzechami całego społeczeństwa”.
Zbawiciel dodał:
„Moja sprawiedliwość jest obrażana i gotować zsyłać ciężkie kary, jeśli nie będą czynili pokuty”.
Co zrobić? Zbawiciel nakazuje Małgorzacie – ofiarować Ojcu siebie samą i ofiarować Jego, Jezusa, za odkupienie świata: „przedstawiając mnie zawsze Mojemu Ojcu jako ofiarę miłości za grzechy, czyniąc ze mnie szaniec między Jego sprawiedliwością i grzesznikami, by uprosić dla nich miłosierdzie”( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża, s. 120).

Tak więc zawsze najpierw powinniśmy robić to, co konieczne, potem to, co możliwie, a niemożliwe stanie się możliwe. Zawsze powinniśmy za punkt odniesienia przyjmować Słowo Boże. Ono pozwala nam patrzeć na życie przez pryzmat Bożych planów, a nie naszych ludzkich emocji. Święty Antoni powiedział: „Najdokładniejsza między cnotami jest roztropność. Ona jest tym okiem, o którym mówi Chrystus, i tym światłem wewnętrznym, co oświeca człowieka”( Por.Mt6, 22-23).

Zaplanuj swoje życie


„Podobnie jak kapłan wystawia w monstrancji Najświętszy Sakrament, możesz codziennie rano wystawić Jezusa w monstrancji swojej duszy i adorować Go w ciągu dnia, uwielbiać Go, dziękować Mu i prosić Go o wszystko, czego ci potrzeba”.
Wilfrid Stinissen OCD

Bóg nas nigdy nie zawiedzie, gdy podejmujemy się zaplanowania swojego życia. Na podstawie tego, co On nam objawił.

Mój plan skierowany do „Ty”:

Ty wiesz, że Cię kocham.

Ty jesteś ze Mną a ja z Tobą.

Ty podtrzymujesz mnie przy życiu na tym ziemskim padole, choć lepiej byłoby dla mnie odejść z tego świata do Ciebie, ale moje życie na ziemi jest korzystniejsze dla ludzi.

Ty dajesz mi zawsze więcej niż potrzebuję.

Ty uzdalniasz mnie do ofiarnej miłości, która sprawia, że nie ulegam pokusom zapatrzenia się w siebie.

Ty kierujesz mną, bym szukała we wszystkim Twojej chwały.

Ty sprawiasz, ze z miłości do Ciebie wynika kolejny krok:
miłość do samego siebie i drugiego człowieka.

Ty zawsze otwierasz na drugiego, na „Ty”.

Ty sprawiasz, bym szukała nieustannie nowych sposobów na to, aby pozwolić ogarnąć miłości całe moje wnętrze, abym oddziaływała w ten sposób na ludzką historię, uczestnicząc w powtórnym stwarzaniu świata, pisząc kolejne karty złotymi zgłoskami w księdze historii zbawienia.

Tak mi dopomóż Boże. Amen.

Zatrzymać się z Chrystusem

„Pięknie jest zatrzymać się z Nim i jak umiłowany Uczeń oprzeć głowę na Jego piersi (por. J13,25), poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego Serca. Jeżeli chrześcijaństwo ma się wyróżniać w naszych czasach przede wszystkim sztuką „sztuką modlitwy”, jak nie odczuwać odnowionej potrzeby dłuższego zatrzymania się przed Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie na duchowej rozmowie, na cichej adoracji w postawie pełnej miłości? Ileż to razy, moi Bracia i Siostry, przeżywałem to doświadczenie i otrzymałem dzięki niemu siłę, pociechę i wsparcie!” ( Jan Paweł II, „Encyklika de Eucharystia”)

Nie chcemy wojen na świecie, a wojny są bez końca. I nie unikniemy ich, jeśli będzie mordowanie poczętych dzieci. Każda zbrodnia woła o pomstę do nieba. Tymczasem można mieć wpływ na losy świata przez modlitwę, zatrzymanie się z Jezusem. To Jezus daje pokój, a nie światowcy, idący szeroką drogą prowadzącą do piekła. Widzimy więc jak wiele potrzeba zatrzymania się z Jezusem i pokuty.

„Polska będzie trzeźwa albo jej wcale nie będzie.”
Potrzeba dobrowolnej abstynencji o dusze, zdrowie, godność człowieka. Byłoby dobrze, aby dar modlitwy i pokuty przedłużyć jako zadośćuczynienie za grzechy i pomoc innym w przezwyciężaniu zła. Potrzeba więc nie tylko nawrócenia, ale i zadośćuczynienia. Pięknie jest żyć Ewangelią, by ludzi przyciągać do Jezusa, któremu najmilsza jest dusza wierząca mocno w dobroć Jego i zaufała Mu zupełnie. Jezus obdarza ją swoim zaufaniem i daje jej wszystko, o co prosi ( Por. Dzienniczek św. Siostry Kowalskiej, 453).

Warto całego siebie Bogu dać, jak piosenkę czy bukiet kwiatów. I zawsze w Nim trwać, pomoc darować światu. Bóg nas nigdy nie zawiedzie. Wyobraźmy sobie, jak wielkie rzeczy czekają na nas w niebie, mając na uwadze zapewnienie:

„Ręczę i zapewniam: Zobaczycie otwarte niebo, a wokół Syna Człowieczego wstępujących i zstępujących aniołów Boga” (Por. J 1, 51).

Wejść do Boga

  • „Na dnie ludzkiej duszy przebywa Pan Bóg” (Teresa z Avila).
  • Bóg mówi do nas także przez różne wydarzenia i świętych, np. św. Ignacego Loyolę, który zwraca uwagę na to, co zadawala i nasyca duszę, a mianowicie wewnętrzne odczuwanie i smakowanie rzeczy, a nie obfitość wiedzy.
    Najbardziej możemy odczuć obecność Pana Jezusa, gdy przyjmujemy Go w Komunii świętej w stanie łaski uświęcającej i jesteśmy świadkami, czyli męczennikami.

    Aby usłyszeć Jego głos, potrzebne są:
    – cisza;
    – odpoczynek przeżywany z Bogiem;
    – umiejętność przerwania pracy;
    – umiejętność rezygnacji z czegoś dobrego, żeby zrobić przestrzeń dla Pana Boga.

    Ci, którzy zaczynali od szukania Boga, znajdowali Go. Inni zaś, dążący do przyjemności, byli nieszczęśliwi, że przyjemność mogła zniszczyć ich życie.

    Jedynie Bóg jest Szczęściem.


    O tym, że to nie przyjemność daje szczęście, dobrze wiedzą święci: .
    – Maryja- nasza Mama i Królowa nieba i ziemi, która jest dla nas przykładem nieustannego rozważania i zachowywania słowa Bożego w swoim sercu. Przykładem, jak mamy się zachować w różnych sytuacjach, by podobać się Panu Bogu i innych przyciągnąć do Niego.
    – św. Ignacy Loyola, założyciel zakonu Towarzystwa Jezusowego, którego maksymą było stwierdzenie: „Wszystko na większą chwałę Boga”. Św. Ignacy Loyola wyobrażał sobie, że dokona takich samych wielkich czynów, jak święci, o których czytał, i że uczyni dla Boga jeszcze więcej.
    – Św. Franciszek z Asyżu, założyciel trzech zakonów franciszkańskich, który jest przykładem miłości do Boga, do stworzenia i do bliźnich.


    Mojżesz nie mógł wejść do Namiotu Spotkania, bo spoczywał na nim obłok i chwała Pana wypełniała przybytek. My możemy wejść do Boga, którego mamy w swoim wnętrzu. I zdawać sobie sprawę z tego, że przyjmując Pana Jezusa w Komunii świętej, przyjmujemy Go żywego.
    Kontynuuj czytanie

    Plan życia

    Jak niewiele potrzeba, by dobrze przeżywać każdy dzień. Możemy zaplanować naszą drogę do doskonałości, która rodzi się z lektury Ewangelii i kontemplacji. I podobnie jak święci: codziennie od Chrystusa wychodzić, do Chrystusa iść, i do Chrystusa wracać. Oddać się Chrystusowi, Mądrości Wcielonej wg wskazań świętych, np. św. Ludwika Grignion de Montfort. Powtarzać często: Totus Tuus. Prosić, by Maryja była dla nas protektorką, pośredniczką, wspomożycielką, mistrzynią w przemawianiu do innych, doradczynią przy spowiedzi, obronicielką czystości, pocieszycielką, wynagrodzicielką i dziękczycielką. Odczytywać znaki czasu. Trwać po Bożemu i działać w naszych trudnych czasach. Uczyć, jak w duchu Ewangelii rozwiązywać trudne sprawy i zaradzać ludzkim potrzebom. Pokładać ufność w Bogu samym- jako słudzy Chrystusa, wzrastając duchowo. I dziękując Mu za wszystko.

    Wybory

      „JEZU Z WARSZAWSKIEJ KATEDRY,
      ROKU NADZIEI NIGDY SIĘ NIE KOŃCZĄCY,
      BOŻE BEZBRONNY I WSZECHMOGĄCY,
      W POWSTANIU UKRYWANY I W SWYCH RANACH NAS UKRYWAJĄCY,
      RATOWANY I RATUJĄCY,
      ŚMIERCIĄ ŚMIERĆ ZWYCIĘŻAJĄCY.
      JEZU POKRYTY RANAMI- ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI”.(BP MICHAŁ JANOCHA)

      Tak się składa, że 1 czerwca 2025 przypada uroczystość wniebowstąpienia pańskiego. Święto, które przypomina nam, ze na ziemi jesteśmy pielgrzymami do życia w niebie. Ale na niebo trzeba sobie zasłużyć, o czym zapominają ludzie odrzucający Pana Boga, co nie pozostaje bez wpływu na ich życie, problemy z odróżnianiem dobra od zła. Sprzyja temu ideologia, która nigdy nie zastąpi wiary w Boga i katechezy. Ideologia, która jest ułudą. Wspomnę przy tym mężczyznę, który zamieścił na Facebooku informację o sobie, że żyje w związku partnerskim i zdjęcie w tle, z którego wynikało, że jest człowiekiem pobożnym.

      Zareagowałam na to, korzystając z jego numeru na Facebooku, otrzymując od niego odpowiedzi:
      – Jak mam to rozumieć: Twój opis na Facebooku, że jesteś w związku partnerskim?
      – „Byłem z chłopakiem trzy lata”- usłyszałam w odpowiedzi.
      – Co mam rozumieć przez to twoje bycie z chłopakiem? Coś się przyczyniło do tego, że z nim byłeś? On cię uwięził na trzy lata i gwałcił?
      – „Tak, z chłopakiem, można tak powiedzieć, że gwałcił”- rzekł po namyśle.
      -Znałeś go wcześniej czy nieznajomy?
      -„Przypadkowy”- jakby z trudem odpowiedział.
      – Jak do tego doszło?
      – „Przez neta”- rzekł.
      – Uwięził cię, dawał narkotyki?
      – „Nie”- jakby ledwie wydobył z siebie głos.
      – Chciałeś tego związku?
      -„Na początku chciałem, potem już nie…” – rzekł.
      – Czemu chciałeś na początku? Jak sobie wyobrażałeś taki związek, zanim w nim byłeś?
      – „Przyjemność, a to jest złuda”- odpowiedział.
      Potem widziałam go w kościele z obandażowaną częścią głowy.

      Mogę sobie wyobrazić, jak Pan Jezus bardzo cierpi, gdy ktoś szuka takich przyjaźni poza Nim. Każdy grzech nie pozostaje bez konsekwencji. W czasie drugiej wojny światowej zginęło tyle ludzi, ile zostało pomordowanych dzieci poczętych w procedurze aborcji.
      NIE MA SZCZĘŚCIA POZA BOGIEM. BÓG JEST SZCZĘŚCIEM I ŻRÓDŁEM WSZELKIEGO DOBRA. JEGO MIŁOŚĆ JEST NIESKOŃCZONA. W SWEJ MIŁOŚCI PRAGNIE NAWIĄZAĆ Z NAMI POUFNĄ PRZYJAŻŃ, I ABY TO OSIĄGNĄĆ, UDZIELA SIĘ NAM W GŁĘBI NASZEJ DUSZY, A ZAKŁADAJĄC W NIEJ SWOJĄ ŻYWĄ ŚWIĄTYNIĘ, W NIEBO JĄ PRZEMIENIA. Można dowoli przebywać z Chrystusem obecnym na naszych ołtarzach. Pomyślmy jednak, że dane nam jest obcować nieustannie z Bogiem utajonym w sercu. Żadna myśl nie zdoła żywiej pobudzić nas do życia w stanie łaski uświęcającej – ciągłej modlitwie i w ustawicznym obcowaniu z Bogiem.

      Miłując Jezusa Eucharystycznego, miłujemy też słowo Boże, które mieszka w duszy. I troszczymy się o dobro wspólne.

    Przejdź do paska narzędzi