Człowiek roztropny przemawia swoimi czynami, a jego decyzje mówią więcej niż słowa. Mam tu na myśli różne aspekty roztropności. Człowiek roztropny czyta Słowo Boże i umie rozeznawać w nim swoje życie. Nie ulega wątpliwości, że Józef znał Pisma i potrafił znaleźć w nich odpowiedzi na trudne pytania. W proroctwie „Oto Panna pocznie i porodzi Syna”( Iz 7,14), zobaczył życie Maryi, Jej powołanie i swoją własną misję: bycie jej opiekunem i obrońcą. Te słowa były dla niego światłem w ciemności. Pomogły mu podjąć właściwą decyzję: przyjąć Maryję do siebie i zaufać Bożemu planowi.
Aby stawać się roztropnymi, musimy być jak święci – ludzie Słowa Bożego, czyli takimi, którzy nie tylko czytają Biblię, znają ją, ale szukają w niej życiowych drogowskazów. Regularny kontakt ze Słowem Bożym to jeden z najważniejszych sposobów budowania w sobie roztropności. Bowiem w Słowie Bożym znajdujemy mądrość, światło i siłę, aby podejmować właściwe decyzje. Dlatego tak ważne jest czytanie i rozważanie Pisma świętego w naszych rodzinach, traktowanie jego jako duchowego fundamentu naszego życia. Powinniśmy jako rodzice i nauczyciele od najmłodszych mówić o tym swoim dzieciom, przyzwyczajać je do obcowania ze Słowem Bożym jako źródłem, wiedzy o Bogu oraz skarbnicą mądrości i roztropności. O tym powinni mówić uczniom nauczyciele języka polskiego. Wspomnę przy tym moją nauczycielkę ze szkoły podstawowej- młodą, ale mądrą- p. Barbarę Szymanowską, która powiedziała nam, swoim uczniom, jak ważne miejsce w jej życiu zajmuje Pismo święte jako najważniejsza dla niej księga. Księga, które zajmuje także specjalne miejsce w jej pokoju- na ołtarzu.
Trzeba więc najpierw robić to, co konieczne, potem, co możliwe, a zobaczymy, że to, co jest niemożliwe staje się możliwe.
Wyobrażmy sobie jeszcze inną sytuację o mądrości i roztropności w codziennym życiu jak również o przygotowaniu na spotkanie z Bogiem. Mam tu na myśli przypowieść Jezusa o pannach roztropnych i nierozsądnych (Mt25,1-13). Panny roztropne uosabiają mądrość, odpowiedzialność i duchową gotowość. Ich przeciwieństwem są panny nierozsądne. które mają inne podejście do życia: brak troski o to, co najważniejsze, zapomniały o celu i były nieprzygotowane. To właśnie roztropność przyczyniła się ostatecznie do tego, że panny mądre weszły na ucztę zbawionych.
Oliwa, o której mowa w przypowieści, to obraz duchowego bogactwa, które zdobywamy dzięki codziennemu czytaniu Słowa Bożego, karmieniu się nim. Jeśli czytamy Biblię, napełniamy swoją lampę „oliwą roztropności”, której nie zabraknie nam w trudnych chwilach życia. To Słowo Boże pozwala odnaleźć roztropne rozwiązania, zobaczyć wyjście z najtrudniejszych sytuacji, zaakceptować sens naszych bolesnych czy niezrozumiałych doświadczeń.
Czy wystarczy usłyszeć Słowo Boże tylko raz w tygodniu podczas Mszy świętej? Niestety, raz w tygodniu nie wystarczy usłyszeć Słowo Boże. Potrzeba nam stałego kontaktu z Panem Bogiem, aby utrzymać płomień naszej wiary. Potrzeba nam regularnie się karmić Słowem Bożym, aby nasza lampa życia pozostawała pełna oliwy, oświetlała mroki codzienności i pozwoliła cierpliwie czekać na przyjście Pana. Panny roztropne przez swoje życie przypominają nam o tym, co najważniejsze. Jak ważne jest każda inwestycja w duchową mądrość.
Ojcowie pustyni niosą nam bardzo ważną wskazówkę: „Jeśli masz serce, które szuka mądrości, znajdziesz rozwiązanie w każdej trudności”. W tych słowach przypominają nam, że roztropność to coś więcej niż praktyczna mądrość – To zdolność widzenia rzeczywistości w Bożym świetle. Roztropność karmiona Słowem Bożym, pozwala nam dostrzec Boży plan w każdej sytuacji i odnosić się do Słowa Bożego jako ostatecznego autorytetu; widzieć rzeczywistość wyraźnie, unikać błędów i prowadzić życie w harmonii z Wolą Bożą ( Zob. O. Paweł Silnik, Józef, s.50). Dlatego powinniśmy naśladować świętych, którzy w ciszy i wierności Słowu Bożemu potrafili znaleźć odpowiedź na życiowe wyzwanie.
Czy nie mamy w sobie zasobu naturalnej roztropności zdobywanej przez doświadczenia obserwacje, relacje a nawet cierpienie? Oczywiście, że mamy pewny zasób ludzkiej roztropności, ale ona rzadko jest wystarczająca. W takich sytuacjach Słowo Boże to dla nas niezastąpiony Przewodnik.
Święci przypominają nam, że roztropność jest zdolnością do porządkowania wszystkiego w świetle celu. Celu zarówno długofalowego jak i ostatecznego. Ważne jest, abyśmy wiedzieli, co jest celem naszego życia, ponieważ mając go stale na uwadze, łatwiej go osiągnąć.
Wagę roztropności podkreśla także Katechizm Kościoła Katolickiego: „Roztropność uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia”. (KKK 1835) Dla świętych ostatecznym celem życia było życie wieczne w niebie. Organizowali swoje życie, mając w pamięci ten cel i wg niego osądzali swoje poczynania. Tak właśnie żyli święci, którzy swoje decyzje podporządkowali Bożemu dziełu zbawienia ludzkości.
Jest wielu świętych, którym przyświecał cel ostateczny:
– Św. Józef, który wyróżniał się cnotliwym życiem do tego stopnia, że na kartach NT jako pierwszy z ludzi nazwany jest sprawiedliwym ( Zob. O. Paweł Silnik, Józef, s.59).
– Małgorzata Maria Alacoque, która miała tylko jedno pragnienie: upodobnić się do cierpiącego Chrystusa. Rzucając się na kolana u stóp swego krucyfiksu, mówiła: „O mój drogi Zbawicielu, jakże byłabym szczęśliwa, gdybyś chciał mnie naznaczyć stygmatami Twych cierpień!”. Tak było jeszcze przed wstąpieniem do zakonu kontemplacyjnego.
W zakonie Zbawiciel dał jej łaskę zrozumienia powołania, by przyczyniała się do zbawienia grzeszników. Co może dla tego celu uczynić? „Przebłagać Jego obrażoną sprawiedliwość przez złożenie ofiary”( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża,s. 118).
Małgorzata Maria Alacoque poznała, jaki jest cel jej życia: pokuta za grzeszników i upodobnienie się do Oblubieńca swej duszy.
„Moja córko, czy chcesz oddać mi twe serce, by w nim znalazła spoczynek ma miłość pełna cierpień, którą wszyscy gardzą?” A w innym momencie: „Spójrz, jak mnie traktuje dusza, do której zstąpiłem. Chcę…żebyś przypadła do moich stóp, skoro zejdę do ciebie, żebyś złożyła godne zadośćuczynienie memu Sercu, oddając w tym celu mojemu Ojcu krwawą ofiarę krzyża i całą swoją istotę…” ( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża, s. 118).
Przed jej profesją Zbawiciel dał jej łaskę, czego od niej oczekuje.
„Pamiętaj, że masz poślubić Boga Ukrzyżowanego, oto dlaczego powinnaś być do Niego podobna przez rozstanie się ze wszystkimi radościami życia, w każdej bowiem będzie dla ciebie ukryty krzyż”.
W czasie rekolekcji otrzymuje więcej światła i zachodzi w niej zmiana: Małgorzata nie może już przeżyć ani minuty bez cierpienia. Do tego stopnia wzmaga się w niej urok krzyża.
„Rana mojego Serca to twoje obecne i wieczne mieszkanie; bądź odtąd głucha, niema, niewidząca i nieczuła na wszystkie sprawy ziemskie”. ( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża, s. 119).
Formułę swojej profesji podpisała własną krwią: „Małgorzata Maria zmarła dla świata” i dodała poniżej: „Wszystko z Boga, nic ze mnie, wszystko do Boga, nic do mnie, wszystko dla Boga, nic dla mnie”.
Wkrótce Zbawiciel odkrywa jej swoją świętość: świętość sprawiedliwości i świętość miłości. Odtąd Małgorzata doświadcza rytmicznego falowania: to przygniata ją sprawiedliwość, to rozpala miłość; zdarza się, że unicestwia ją widok niezliczonych grzechów, to wpada w zachwyt na widok miłosierdzia.
Możemy sobie wyobrazić, jak bardzo zmagała się ze świętością sprawiedliwości.
Pewnego dnia pogrążona była w kontemplacji Chrystusa w ogrodzie Getsemani.
„Tu cierpiałem wewnętrznie więcej niż w ciągu całej mej męki, czułem się opuszczony przez wszystko, przez niebo i ziemię, obarczony grzechami całego społeczeństwa”.
Zbawiciel dodał:
„Moja sprawiedliwość jest obrażana i gotować zsyłać ciężkie kary, jeśli nie będą czynili pokuty”.
Co zrobić? Zbawiciel nakazuje Małgorzacie – ofiarować Ojcu siebie samą i ofiarować Jego, Jezusa, za odkupienie świata: „przedstawiając mnie zawsze Mojemu Ojcu jako ofiarę miłości za grzechy, czyniąc ze mnie szaniec między Jego sprawiedliwością i grzesznikami, by uprosić dla nich miłosierdzie”( Ks. Raoul Plus SJ, Szaleństwo krzyża, s. 120).
Tak więc zawsze najpierw powinniśmy robić to, co konieczne, potem to, co możliwie, a niemożliwe stanie się możliwe. Zawsze powinniśmy za punkt odniesienia przyjmować Słowo Boże. Ono pozwala nam patrzeć na życie przez pryzmat Bożych planów, a nie naszych ludzkich emocji. Święty Antoni powiedział: „Najdokładniejsza między cnotami jest roztropność. Ona jest tym okiem, o którym mówi Chrystus, i tym światłem wewnętrznym, co oświeca człowieka”( Por.Mt6, 22-23).

