​Współczesny świat błędnie uczy, że granicą wolności jest wyłącznie nasza wyobraźnia, a najwyższą cnotą stało się zaspokajanie własnego ego. Jednym z najbardziej jaskrawych i niepokojących owoców tej ideologii jest sologamia – zjawisko polegające na symbolicznym zawieraniu małżeństwa z samym sobą. Choć oficjalne instytucje naukowe i laicka psychiatria umywają od tego ręce, traktując to jako „ekscentryczny wybór życiowy”, rzeczywistość jest o wiele bardziej ponura. Sologamia to nic innego jak głębokie zniekształcenie rzeczywistości, pozbawione logicznego myślenia i sensu.

​Wielu ludzi zadaje sobie pytanie: jak to możliwe, że systemy medyczne nie widzą w tym zachowaniu ewidentnego odchylenia od normy? Współczesna psychiatria, unikając trudnych pytań o istotę ludzkiej natury, stworzyła bardzo wąskie, techniczne definicje. O ile bada ona mechaniczne uszkodzenia mózgu, o tyle w przypadku sologamii całkowicie ignoruje stan umysłu, w którym – w mojej ocenie – mamy do czynienia z klinicznym wyparciem rzeczywistości, a nie tylko z ekscentrycznym wyborem. Dla laickich urzędników medycznych człowiek ma prawo trwać w tym iluzorycznym stanie, dopóki sprawnie posługuje się językiem i płaci podatki.

​Jednak udawanie, że sologamia to norma, jest błędem. Z perspektywy integralności człowieka, gdzie ciało i dusza powinny być zjednoczone z umysłem, sologamia reprezentuje specyficzny rodzaj egzystencjalnego rozszczepienia. To zniekształcenie rzeczywistości posunięte do tego stopnia, że człowiek organizuje całą mistyfikację ślubną, stojąc przed lustrem w samotności. To zanieczyszczenie umysłu, które bywa groźniejsze niż biologiczne urojenie – chory na schizofrenię nie wybiera bowiem swojej choroby, podczas gdy osoba celebrująca sologamię dobrowolnie i świadomie wkracza w świat iluzji.

​Nawet najprostsze stworzenia na Ziemi bezkompromisowo weryfikują ten ludzki wymysł. W świecie przyrody nie spotkamy zwierzęcia, które marnowałoby energię na rytuały skupione wyłącznie wokół siebie. Zwierzęta łączą się w pary, współpracują, dbają o przetrwanie gatunku i realizują odwieczny porządek biologiczny.

​Człowiek – jako korona stworzenia, obdarzony rozumem i wolną wolą – nie powinien być gorszy od zwierząt. Został powołany do czegoś znacznie wyższego niż ślepy instynkt, tymczasem sologamia sprowadza go poniżej poziomu naturalnego porządku. Pokazuje to tragiczny paradoks: ludzka inteligencja oderwana od prawdy potrafi wygenerować absurd, jakiego próżno szukać w całym uniwersum przyrody.

​Najważniejsza prawda o człowieku przypomina, że  człowiek otrzymał tchnienie od Boga. Bóg powołał  go do życia na swój obraz i podobieństwo, a ostatecznym celem jego ziemskiej wędrówki jest niebo. Droga do tego celu nigdy nie wiedzie poprzez życie w pojedynkę, w izolacji, ale w grupie, we wspólnocie Kościoła, ponieważ Zmartwychwstały Chrystus uobecnia się pośród uczniów zgromadzonych w Jego imię.

Gdy wierzymy, można to dostrzec. Szczęście chrześcijanina świadczy o Jego spotkaniu z Chrystusem, który wspiera go w jego misji i posłudze.

Nie ma jednak życia na ziemi  bez cierpienia, które choć samo w sobie jest złem – może zostać przepełnione sensem, jeśli zostanie zjednoczone z miłością i ofiarą Chrystusa, a ucieczka przed wyzwaniami, jakie niesie związek z drugim człowiekiem, wprowadza do ludzkiej egzystencji głęboką dezorganizację i wywołuje zgorszenie.

​U podstaw sologamii leży mechanizm duchowy – to stan umysłu będący pod wpływem demona kłamstwa. To uleganie pokusie pychy, która wmawia człowiekowi, że jest całkowicie samowystarczalny. W tym jednoosobowym rytuale dochodzi do wywrócenia Bożego porządku: pierwsze przykazanie zostaje podeptane, bliźni staje się zbędny, a własne „ja” zostaje postawione na ołtarzu jako bożek, któremu składa się przysięgi.

​Sologamia jest ostatecznym dowodem na to, do jak wielkiej pustki prowadzi kultura skupienia na sobie zamiast na Bogu, który jest źródłem wszelkiego dobra, bez którego nic nie możemy uczynić. Prawdziwy sens  życia – jak wyraził się papież Leon XIV- „polega na  odwzajemnieniu  bezwarunkowej  miłości Boga oraz otwarciu  się  całym sercem  na Jego wezwanie.  Sens  i pełnię życia odnajduje się w wierze – poprzez życie zgodne z Ewangelią, angażowanie się w budowanie dobra i odpowiadanie na Bożą miłość”.

 Zamknięcie się we własnym egoizmie to ślepa uliczka, która oddala od prawdy, natury i zbawienia.