„Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. ( Jan Paweł II, Inauguracja pontyfikatu, 1978 r.)
Można mieć wszystko, ale jeśli zabraknie wiary, to nie ma się niczego. „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych. Przez wiarę Abel złożył Bogu ofiarę cenniejszą od Kaina, za co otrzymał świadectwo, że jest sprawiedliwy. Bóg bowiem zaświadczył o jego darach, toteż choć umarł, przez nią jeszcze mówi. Przez wiarę Henoch został przeniesiony, aby nie oglądał śmierci. I nie znaleziono go, ponieważ Bóg go zabrał. Przed zabraniem bowiem otrzymał świadectwo, iż podobał się Bogu.
Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że Bóg jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają” Hbr 11, 1-5
Znane są bohaterskie przykłady wiary. A jakie są przykłady niewiary: Adolf Hitler, Spinelli, Marks, Lenin i wszyscy twórcy bezbożnych ideologii, których jest bardzo dużo.
W czym gustują ateiści? W zbrodniach hitlerowców, w wyznawcach Marksa, Lenina….
Czy nie jest tak, że ludzie uważający się za ateistów są raczej nieukami niż ateistami. No bo jakże można przyłączać się swoją niewiarą do społeczności niewierzących, którzy zabijają ludzi. Gdyby mieli wiarę, to by się modlili, i nie byłoby tyle zła.
W czym gustują ateiści? A może nie gustują w niewierzących, tylko boją się wyśmiania i brakuje im odwagi, by powiedzieć, że są ludźmi wierzącymi.
Wiara niesie ze sobą same dobre rzeczy. Boże błogosławieństwo. „Jeżeli człowiek od początku zawsze idzie wiernie za głosem i natchnieniem łaski Bożej, to zostanie w swoim czasie, kiedy Bogu będzie się to podobało, podniesiony do kontemplacji mistycznej, co nie wyklucza, że człowiek z własnej winy, przez swe niewierności może to powołanie utracić, sprzeniewierzyć się Jemu. Stosują się tu słowa Chrystusa: Albowiem wielu jest wezwanych, ale mało wybranych”. (Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, XI-XII)
A co niesie ze sobą niewiara? Wojnę i wojnę bez końca. Nie ma pokoju bez Boga. Nie ma pokoju w niewierzących.
Wiara łączy się z pokorą .
Chodzi tu o pokorę duszy, w której żyje Jezus. Jaka jest ta pokora? Próbę jej opisania znajdujemy między innymi w dziełku „Jedno z Jezusem” autorstwa Ks. Pawła de Jaegher T.J., s.57-81).
Według Ks. Pawła de Jaegher „Prawdziwa pokora nie jest niczym innym jak tylko miłością Bożą, posuniętą aż do wzgardy siebie. Być niczym, aby Jezus był wszystkim w niej: oto ustawiczne, najistotniejsze jej pragnienie. Odkąd postanowiła utożsamić się z Chrystusem, nie zna ona innej dążności, innego ideału. Raz na zawsze pogrążyła się w pokorze. Być niczym i być mianą za nic, oto jej radość najsłodsza i najmniej pospolita”(Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, s. 71).
We wspomnianym wyżej dziełku znajdujemy odpowiedź na pytanie: W czym więc leży tajemnica prawdziwej pokory serca?
Bóg jest wszystkim, a wszystko inne niczym, poza Bogiem wszelkie stworzenie jest samą nicością. Bóg źródłem jej radości i uwielbienia. Wieczny triumf Boga nad nicością i złem, Boga, który jest samym Bytem i Dobrem najwyższym.
Wspomniany wyżej autor wyjaśnia, jak wiele zyskują dusze, wyrzekające się własnej chwały. Wyjaśnia, jak ogromnie się wzbogacają, co jest ich własną chwałą, czym się szczycą, co jest ciągłym przedmiotem ich upodobań: wzbogacenie się chwałą Najwyższego Pana. Nieskończoną chwała Trójcy Świętej i nieodłączną od jej istoty chwałą, jaką Chrystus Pan oddaje Bogu wraz z niezliczonym zastępów aniołów, świętych i sprawiedliwych na ziemi. I w tym świetle marne pochwały ku nim zwrócone, brzmią dla nich jak urąganie.
Ich pokora jest jakby naturalną; nikt bowiem lepiej od nich nie odczuwa swej nędzy i ubóstwa. Ich zamierzeniem jest dozwolić Jezusowi, by żył w nich w całej pełni przez ich głęboką pokorę, doskonałą miłość i całkowite zapomnienie o Sobie. Ciągła świadomość obecności w nich Jezusa wyświetla im natychmiast każdy odruch życia własnego i przyrodzonego, daje im dostrzec w sobie wszystko, co jest niedobre, co nie Jezusowe, co niezgodne z ich świętością.
Znaczący w tej kwestii jest długi rachunek sumienia. Bez niego dusze wyczuwają w sobie każde drgnienie nielicujące z życiem Chrystusowym; widzą w sobie każde poruszenie próżności, nieświadome prawie szukanie siebie, każdą drobną niecierpliwość, wywołaną może czysto fizjologiczną przyczyną. Każda z nich oddycha jednym tylko czystym pragnieniem być „Chrystusem”. „Bo dla mnie życiem jest Chrystus” (Fil.1,21) Wiedzą, że są narzędziami w ręku Jezusa, ciągłym hymnem Syna do Ojca, choć same, niestety rozdżwięk tylko w tę pieśń wprowadzają. Napełnia je ufność ku Ojcu Niebieskiemu, która wzmaga się tym bardziej, że mają świadomość swego niezmiennego ubóstwa.
Niczego nie spodziewają się po sobie, liczą jedynie na Boga. Ufność ich nie ma granic, doświadczyły bowiem głęboko nieskończonej dobroci Bożej, tak odmiennej od ludzkiej dobroci, tak miłosiernie wyrozumiałej względem tego, co najlichsze i najnędzniejsze. Ufają, zwłaszcza dlatego, że nie czują się samotne; nie zwracają się nigdy same do Ojca Niebieskiego, lecz zawsze w łączności z umiłowanym Chrystusem, wiedzą na pewno, że w Nim i ze względu na Niego Bóg ich przyjmie do Siebie i z miłością przytuli.
Choć same się czują biednymi żebraczkami odzianymi w łachmany, mniejsza o to! Z nieograniczoną ufnością stają wobec Króla nad Króle, przybrane w nieskończone zasługi Jezusa, w nich zanurzyły wszystkie nędze swoje i przewinienia; z całym spokojem składają u nóg Jego wdzięczny i wonny wieniec cnót swego Oblubieńca i wplatają w niego nieznacznie osty marnych cnót swoich. Przede wszystkim ofiarują Bogu Serce Jezusa nieskończenie miłujące i miłości godne, klejnot bezcenny, Serce, z którym zjednoczyły własne swe serce i czują, że tylko przez Jezusa zdołają spełnić swe pragnienie miłowania Ojca bezgranicznie. Pewne są, że o cokolwiek prosić będą Boga, prośba ich zostanie wysłuchaną, gdyż sam Pan Jezus powiedział:
„Jeśli o coś prosić będziecie Ojca w Imię moje, da wam. Dotychczas o nic nie prosiliście w Imię moje, proście a otrzymacie: aby radość wasza była pełna” ( J16,23.24). I dlaczegoż miałyby nie otrzymać tego, o co prosi, gdy sam Jezus, który jest celem ich wiecznych umiłowań, błaga za nimi Boga? Bóg nie odmówi ich prośbie, gdyż tym samym odmówiłby Synowi Swojemu. Wymówka Chrystusa , zwrócona do Apostołów, nie odnosi się do nich, one bowiem nie umieją inaczej prosić Ojca jak tylko przez Jezusa, gdyż obecnie modlą się i żyje w nich Jezus.
Dusze, która w ten sposób utożsamiły się z Jezusem, rozszerzyły niezmiernie swe widnokręgi i uszlachetniły swe życie. Odkąd zaczęły żyć w imieniu Jezusa, nowe rozległe światy odsłoniły się przed nimi. Dawniej, podobne do świętojańskich robaczków, obejmowały wzrokiem maleńką tylko przestrzeń, rozświetloną ich własnym, nikłym jarzeniem. Dziś żyją w blasku słońca, rzucającego snopy światła na rozległe przestworza; nowe światy odsłaniają się przed ich oczyma, opromienione niebiańską jasnością.
Na wszystko patrzą wzrokiem Jezusowym; ich drobne ciasne sprawy ustąpiły Jezusowym sprawom w ich sercach, szerokich jak wszechświat cały. Ich wpływ rozciąga się aż do krańców ziemi, tam gdzie sięga jedynie wpływ życia Jezusa; z Nim mogą współdziałać w sprawie uświęcenia dusz nawet w krainach najodleglejszych i najmniej znanych.
Zjednoczone z Jezusem i z całym ciałem Jego mistycznym odczuwają w sobie bicie nie tylko własnego serca, ale tysiąca serc; pragnienie, by wszystkie tętniły miłością Bożą, i składają Mu je w ofierze, by Bóg na własną modlę przetwarzać je raczył. O! jak wielkim jest dla nich szczęściem świadomość, że w tylu duszach może Boga kochać niejako stokrotnie i tym zaspokoić swoją żądzę miłości! Lecz myśl ta jest dla nich również źródłem cierpienia…” I dusza woła z Apostołem:” Synaczkowie moi! Oto na nowo w boleści was rodzę dopóki nie odtworzy się w was obraz Chrystusa”(Ga4,19).
Dusze zupełnie oddane Jezusowi są szczęśliwe. Już nie są skrępowane w pętach zbyt osobistych przeżyć, zamknięte w granicach duchowego wprawdzie życia, lecz ciasnego, zbyt subiektywnego. Żyją na wolności w słońcu Jezusowym, życiem samego Jezusa, oddychają jednym pragnieniem: podobania się Bogu. To szczęście będzie zawsze ich udziałem; odtąd są szczęśliwe, bo wiedzą, że mimo nędz swoich przez Jezusa mogą podobać się Bogu ( Zob. Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, s.79).