Dobrze wykorzystać czas

Polecane

Chodzi o świętość

Czas ucieka, wieczność czeka. Dobry Bóg daje nam jeszcze szansę, byśmy dobrze wykorzystali czas. W związku z tym niezmiernie ważne wydają się nam dobre postanowienia i modlitwa o świętość.

Możemy wyobrazić sobie, jak postępowali święci, np. św. Ignacy Loyola. Św. Ignacy Loyola myślał sobie:

Skoro św. Dominik i św. Franciszek dokonali tak wielkich rzeczy dla Boga, dlaczego i ja nie miałbym podobnych dokonać?

I z Bożą pomocą tak się stało. Ale zanim dokonał wielkich rzeczy dla Boga, zanim został założycielem Towarzystwa Jezusowego i jednym z patronów Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, które w swej historii korzystało z duchowości ignacjańskiej, uczynił postanowienie całkowitej przynależności do Jezusa. Zerwał ze swoim grzesznym życiem. Swój rycerski strój dał żebrakowi i w jego zgrzebnej sukni pieszo poszedł do sanktuarium Matki Bożej w Montserrat, gdzie czuwał przez całą noc i otrzymał dozgonną łaskę całkowitej wolności od pokus cielesnych. Następnie udał się do Manresy, zamieszkał w szpitalu i posługiwał chorym a w wolnych chwilach oddawał się osobistej modlitwie.


Święta Siostra Faustyna w swym „Dzienniczku” dwa razy wspomina tego Świętego, gdy pisze o jego radach przy zachowaniu ślubu posłuszeństwa oraz o wizji, którą miała w 1935 roku:

„Dzień św. Ignacego. Modliłam się gorąco do tego Świętego, robiąc mu wyrzuty, jak może patrzeć na mnie, a nie przyjść mi z pomocą w tak ważnych sprawach, to jest w spełnieniu woli Bożej. Mówiłam do tego Świętego: Ty, Patronie nasz, któryś był zapalony żarem miłości i gorliwości o większą chwałę Bożą, proszę cię pokornie, dopomóż mi w spełnieniu zamiarów Bożych. Było to w czasie Mszy świętej. – Wtem ujrzałam, po lewej stronie ołtarza św. Ignacego z dużą księgą w ręku, który mi rzekł te słowa: «Córko moja, nie jestem obojętny na sprawę twoją, reguła ta da się zastosować i w tym Zgromadzeniu». Wskazując ręką na księgę, znikł. Ucieszyłam się niezmiernie tym, jak bardzo święci o nas myślą i jak ścisła łączność jest z nimi. O dobroci Boża, jak piękny jest świat wewnętrzny, że już tu na ziemi obcujemy ze świętymi. Cały dzień odczuwałam bliskość tego drogiego mi Patrona.

Także Święty Franciszek z Asyżu, zanim został świętym przeżył głębokie nawrócenie. Zapragnął żyć według Ewangelii i głosić nawrócenie i pokutę. Dla Świętego Franciszka z Asyżu Ewangelia była słowem skierowanym do niego przez Chrystusa. Jego odpowiedzią były starania, aby jak najlepiej realizować je w swoim życiu. Pisze o tym M. J. Cygan: „Franciszek naśladował Chrystusa w sposób najdoskonalszy w całym jego życiu i dzięki temu stał się Jego wiernym wizerunkiem. Odpowiadając, jak najwierniej na wezwanie Ewangelii, osiągnął stopień doskonałego oderwania się od świata i stał się miłośnikiem Zbawiciela Ukrzyżowanego. /…/ Postawa życiowa Franciszka to duch seraficki, obejmujący wszystkie cnoty ewangeliczne praktykowane w stopniu heroicznym” /cyt. za: M. Cygan, Św. Franciszek z Asyżu w pismach Honorata Koźmińskiego, w: SF t. 2, dz. cyt., s. 96/.

Święty Franciszek z Asyżu żył według Ewangelii. Ewangelia stała się formą jego życia. Odegrała decydującą rolę w procesie kształtowania oraz realizowania powołania.

Po swoim nawróceniu św. Franciszek przyciągnął innych do tej formy dążenia ku doskonałości ewangelicznej. Powstała więc reguła, którą Zakonodawca nazywał rdzeniem Ewangelii, drogą doskonałości.

Św. Franciszek poznawał teksty natchnione głównie z liturgii i ksiąg liturgicznych, które ze względu na fragmentaryczność przybierały formę nakazów. Traktował je jako konkretne polecenia, skierowane przez Boga do słuchających słów Pańskich. Takie miał podejście do Ewangelii, które przybierało niemalże formę systemu zasad postępowania, który należy dosłownie realizować swoim życiem.

O takim traktowaniu Ewangelii mogą świadczyć przykłady odczytywania woli Bożej z kart Pisma św. o stygmatyzacji, czy śmierci Franciszka.

Św. Franciszek naśladował Jezusa pokornego i ubogiego. Dla wielu jego naśladowców był to i jest program ich życia.

W związku ze skutecznością modlitw do świętych, np. do św. Ignacego Loyoli przytoczę poniżej przykład.
Ignacy Loyola znany jest również z tego, że jest patronem matek w błogosławionym stanie. Znany był również pewnej kobiecie, która nosiła pod swoim serduszkiem dzieciątko i codziennie przez dziewięć miesięcy modliła się do Niego o szczęśliwe rozwiązanie. I urodziła syna. Jakaż była zdziwiona, gdy po wielu latach przyjechała do syna w odwiedziny do zakonu i zobaczyła obraz wiszący na ścianie ukazujący postać św. Ignacego Loyoli. Zdziwiona zapytała go: Co robi tutaj ten święty patron od matek w błogosławionym stanie. Ja się do niego codziennie modliłam… Syn odpowiedział: To jest nasz założyciel.

Św. Franciszkiem zachwycona byłam już w młodości. Planowałam, ze jeśli będę matką to mój syn będzie miał na imię Franciszek.
Pewnego dnia otrzymałam od księdza obrazek ukazujacy św. Franciszka i odczułam więź ze św. Franciszkiem. Bardzo dużo mu zawdzięczam. Wymodlił dla mnie powołanie do trzeciego zakonu.

Myśląc o świętości nie mogę pominąć Najświętszej Maryji i św. Józefa. W związku z tym polecam modlitwę: Św. Maryjo i św. Józefie, kocham Was, ratujcie dusze.

Co się tyczy pokoju w ojczyźnie i na świecie polecam modlitwę Pod Twoją obronę. Zanim wybuchła druga wojna światowa, Elżbieta Sabina Strękowska jako kilkunastoletnie dziecko usłyszała od Maryji we śnie, żeby powiedzieć ludziom, że idzie wojna, i żeby ludzie odmawiali modlitwę Pod Twoją obronę.
Elżbieta powiadomiła ludzi, ale trudno im było uwierzyć. I nawet wówczas, gdy za kilka dni zaczęła się strzelanina, to mówili, że to manewry. A jednak rozpoczęła się druga wojna światowa. Elżbieta ją przeżyła. Za jakiś czas wyszła za mąż i urodziła pięcioro dzieci, a ja jestem czwartym jej dzieckiem, bardzo wdzięcznym Bogu za jej piękne życie.


Na zdjęciu: Elżbieta Sabina Wilkowojska(z domu Strękowska).

Być na cały etat

Polecane

„Nie mozemy być chrześcijanami na pół etatu. Jeśli Chrystus jest w centrum naszego życia, to będzie On obecny we wszystkim, co czynimy”. Papież Franciszek
Kiedy Bóg jest w naszym życiu na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym miejscu. W związku z tym potrzebna jest nam znajomość Pisma Świętego, aby Chrystus był w centrum naszego życia. Jeden ze świętych – św. Hieronim – powiedział, że nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomoscią Chrystusa.
Potrzebne są nam również katechezy, formacja duchowa we wspólnotach, korzystanie z sakramentów świętych, pełne uczestnictwo w Eucharystii. Eucharystia jest źródłem i szczytem życia chrześcijanskiego.

Iluzja samowystarczalności. Dlaczego sologamia to rozszczepienie ludzkiej natury

 

​Współczesny świat błędnie uczy, że granicą wolności jest wyłącznie nasza wyobraźnia, a najwyższą cnotą stało się zaspokajanie własnego ego. Jednym z najbardziej jaskrawych i niepokojących owoców tej ideologii jest sologamia – zjawisko polegające na symbolicznym zawieraniu małżeństwa z samym sobą. Choć oficjalne instytucje naukowe i laicka psychiatria umywają od tego ręce, traktując to jako „ekscentryczny wybór życiowy”, rzeczywistość jest o wiele bardziej ponura. Sologamia to nic innego jak głębokie zniekształcenie rzeczywistości, pozbawione logicznego myślenia i sensu.

​Wielu ludzi zadaje sobie pytanie: jak to możliwe, że systemy medyczne nie widzą w tym zachowaniu ewidentnego odchylenia od normy? Współczesna psychiatria, unikając trudnych pytań o istotę ludzkiej natury, stworzyła bardzo wąskie, techniczne definicje. O ile bada ona mechaniczne uszkodzenia mózgu, o tyle w przypadku sologamii całkowicie ignoruje stan umysłu, w którym – w mojej ocenie – mamy do czynienia z klinicznym wyparciem rzeczywistości, a nie tylko z ekscentrycznym wyborem. Dla laickich urzędników medycznych człowiek ma prawo trwać w tym iluzorycznym stanie, dopóki sprawnie posługuje się językiem i płaci podatki.

​Jednak udawanie, że sologamia to norma, jest błędem. Z perspektywy integralności człowieka, gdzie ciało i dusza powinny być zjednoczone z umysłem, sologamia reprezentuje specyficzny rodzaj egzystencjalnego rozszczepienia. To zniekształcenie rzeczywistości posunięte do tego stopnia, że człowiek organizuje całą mistyfikację ślubną, stojąc przed lustrem w samotności. To zanieczyszczenie umysłu, które bywa groźniejsze niż biologiczne urojenie – chory na schizofrenię nie wybiera bowiem swojej choroby, podczas gdy osoba celebrująca sologamię dobrowolnie i świadomie wkracza w świat iluzji.

​Nawet najprostsze stworzenia na Ziemi bezkompromisowo weryfikują ten ludzki wymysł. W świecie przyrody nie spotkamy zwierzęcia, które marnowałoby energię na rytuały skupione wyłącznie wokół siebie. Zwierzęta łączą się w pary, współpracują, dbają o przetrwanie gatunku i realizują odwieczny porządek biologiczny.

​Człowiek – jako korona stworzenia, obdarzony rozumem i wolną wolą – nie powinien być gorszy od zwierząt. Został powołany do czegoś znacznie wyższego niż ślepy instynkt, tymczasem sologamia sprowadza go poniżej poziomu naturalnego porządku. Pokazuje to tragiczny paradoks: ludzka inteligencja oderwana od prawdy potrafi wygenerować absurd, jakiego próżno szukać w całym uniwersum przyrody.

​Najważniejsza prawda o człowieku przypomina, że  człowiek otrzymał tchnienie od Boga. Bóg powołał  go do życia na swój obraz i podobieństwo, a ostatecznym celem jego ziemskiej wędrówki jest niebo. Droga do tego celu nigdy nie wiedzie poprzez życie w pojedynkę, w izolacji, ale w grupie, we wspólnocie Kościoła, ponieważ Zmartwychwstały Chrystus uobecnia się pośród uczniów zgromadzonych w Jego imię.

Gdy wierzymy, można to dostrzec. Szczęście chrześcijanina świadczy o Jego spotkaniu z Chrystusem, który wspiera go w jego misji i posłudze.

Nie ma jednak życia na ziemi  bez cierpienia, które choć samo w sobie jest złem – może zostać przepełnione sensem, jeśli zostanie zjednoczone z miłością i ofiarą Chrystusa, a ucieczka przed wyzwaniami, jakie niesie związek z drugim człowiekiem, wprowadza do ludzkiej egzystencji głęboką dezorganizację i wywołuje zgorszenie.

​U podstaw sologamii leży mechanizm duchowy – to stan umysłu będący pod wpływem demona kłamstwa. To uleganie pokusie pychy, która wmawia człowiekowi, że jest całkowicie samowystarczalny. W tym jednoosobowym rytuale dochodzi do wywrócenia Bożego porządku: pierwsze przykazanie zostaje podeptane, bliźni staje się zbędny, a własne „ja” zostaje postawione na ołtarzu jako bożek, któremu składa się przysięgi.

​Sologamia jest ostatecznym dowodem na to, do jak wielkiej pustki prowadzi kultura skupienia na sobie zamiast na Bogu, który jest źródłem wszelkiego dobra, bez którego nic nie możemy uczynić. Prawdziwy sens  życia – jak wyraził się papież Leon XIV- „polega na  odwzajemnieniu  bezwarunkowej  miłości Boga oraz otwarciu  się  całym sercem  na Jego wezwanie.  Sens  i pełnię życia odnajduje się w wierze – poprzez życie zgodne z Ewangelią, angażowanie się w budowanie dobra i odpowiadanie na Bożą miłość”.

 Zamknięcie się we własnym egoizmie to ślepa uliczka, która oddala od prawdy, natury i zbawienia.

Zdrowie jako dar, nie towar: powrót do Bożego porządku i naturalnego ładu

​Współczesny świat próbuje narzucić przekonanie, że zdrowie jest efektem zaawansowanych procedur medycznych i nieustannych interwencji farmaceutycznych. Pamiętam, jak będąc jeszcze w piątej klasie, dowiedziałam się, że do szkoły ma przyjść osoba, która będzie szczepić dzieci. Nie było w tym żadnego wahania – poczułam stanowczą niechęć do przyjęcia tego preparatu, co skłoniło mnie do opuszczenia szkoły i wcześniejszego powrotu do domu. I pamiętam to wyraźnie: mimo że nie przyjęłam tego, co narzucał system, nie zachorowałam. Dzisiaj, patrząc na to z perspektywy czasu, zadaję fundamentalne pytanie: czy to, co nazywamy postępem, rzeczywiście służy człowiekowi, który otrzymał tchnienie od Boga, czy też żyjemy w rzeczywistości, w której życie traktuje się jak towar? Warto zapytać: który z producentów, zanim wprowadził na rynek swoje preparaty, przemodlił ten proces? Gdzie szukać śladów troski o Boży porządek w laboratoriach, które zamiast chronić życie, coraz częściej je uprzedmiotawiają?

​Prawdziwa troska o zdrowie dzieci powinna zaczynać się nie w hurtowniach farmaceutycznych, lecz u podstaw – w uznaniu, że życie jest Bożym darem, a człowiek posiada moc od Boga, która czyni go zdolnym do zachowania pełni zdrowia w zgodzie z Jego planem. Wiara nie tylko porządkuje nasze myślenie i daje umysłowi jasność, ale jest potężnym źródłem siły, która chroni nas przed lękiem i manipulacją. Tymczasem system narusza ten Boży porząddek, faszerując organizmy chemicznymi substancjami. Często słyszymy zapewnienia o rzadkości skutków ubocznych, jednak statystyka ta wygląda tak, jakby była wykreowana tylko po to, by uciszyć sumienia. W rzeczywistości, biorąc pod uwagę, że niemal wszystko, co przeżywamy, ma wpływ na nasze zdrowie, skutki tych interwencji są wszechobecne, a nie sporadyczne. Widzimy dziś, jak drastycznie spada stan zdrowia dzieci i młodzieży – obserwujemy plagę alergii, zaburzeń odporności, osłabienie układu nerwowego, trudności w koncentracji czy nieodwracalne zmiany w funkcjonowaniu psychofizycznym. To bolesny dowód na to, że systemowe interwencje nie służą ich dobru, lecz traktują je przedmiotowo, ignorując ich naturalny, Boży potencjał.

Klucz do zmiany leży w odważnym powrocie do wiary w Boga i szacunku do Jego dzieła. Zamiast ogromnych nakładów finansowych na systemy, które budzą tak wiele uzasadnionych wątpliwości, należałoby zainwestować w realne wsparcie dla rodzin, które pozwoli im pielęgnować życie w zdrowiu i spokoju ducha. System, który nie walczy z prawdą, ale walczy o prawdę, byłby prawdziwym wyrazem troski o ludzkość. Każde życie ma godność, która nie powinna być traktowana jako surowiec dla przemysłowych interesów. Prawdziwa wolność to nie samowola pod wpływem bezbożnej ideologii prowadzącej do piekła, ale życie zgodnie z Bożymi przykazaniami, w relacji z Bogiem, który jest źródłem wszelkiego dobra. Innymi słowy – kroczenie drogami zbawienia prowadzącymi do Nieba, które jest celem naszego życia. Czas najwyższy zaufać Stwórcy, w którego mocy odnajdujemy prawdziwe zdrowie i ochronę.

Tatusiu, święć się Imię Twoje.

Dzisiaj  zacznę od zdania zawartego w Modlitwie Pańskiej: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imię Twoje. To zdanie jest dla mnie ogromnie ważne, gdyż dotyczy mojego powołania, po co jestem na tym świecie.

Dobry Bóg przemówił do mnie we śnie i powiedział najpierw kim jest, że jest Bogiem Abrahama, Mojżesza, Izaaka Jakuba, a potem,  że   wie, że nie chcę tu być, ale On chce, abym tu była i mówiła ludziom: Tatusiu święć się Imię Twoje.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że Abba znaczy w języku aramejskim Tatuś, ale znałam np. piosenkę Abba Ojcze, a po wielu latach, już we Franciszkańskim Zakonie Świeckich  poznałam Wykład Modlitwy Ojcze nasz św. Franciszka z Asyżu, a w tym wykładzie słowa: Święć się Imię Twoje (por. Mt 6,9): niech zajaśnieje w nas poznanie Ciebie, abyśmy poznali, jaka jest szerokość Twoich dobrodziejstw, długość Twoich obietnic, wysokość majestatu i głębokość sądów ( Por Ef 3,18).

Jak wynika z tego wykładu Św. Franciszek nie nazywa  Boga  Tatusiem, ale  nazywa Go np. błogosławiona Aniela Salawa w swoim Dzienniczku, o czym dowiedziałam się już będąc we Franciszkańskim Zakonie Świeckich.

Święć się Imię Twoje! Co oznacza to w praktyce? Aby być dobrym przykładem.

Niewdzięczni i ślepi nie widzą dobrodziejstw Ducha Świętego! Ludzie na poziomie  cielesnym i światowym ani nie poznają Ducha Świętego, ani nie wiedzą o Nim, ponieważ zaślepiła ich złość. Znają Go natomiast Ci, którzy wyznają: 'O, jak dobry i słodki  jest, Panie, Duch Twój we wszystkim’ ( Wg Wulgaty Mdr 12,1).

Jacy ludzie stają się godnymi otrzymania siedmiu darów, czyli promieni, którzy hojnie są udzielane wiernym. Dionizy w dziele „De fivinis minibus”, tak wyjaśnia: ” Bóstwo jest niewypowiedzianie dobre i rozlewa swą dobroć na wszystkie stworzenia. Pod tym względem pewne podobieństwo widoczne jest w działaniu słońca, które bez uprzedniego wyboru. samo przez się, pod wpływem zasadniczej własności swojej natury oświetla wokoło wszystkie rzeczy, zdolne do odbioru jego światła i zwrócone ku niemu. a czyni to stosownie do możliwości każdej z nich. Podobnie również, chociaż nieporównanie hojniej, dobroć Boża rozlewa wewnętrzną siłą swojej natury blaski swojej niewyczerpanej dobroci na słońce, jak i na człowieka, jako swój obraz.Czyni to nie mniej hojnie w stosunku do obrazu ciemnego niż jasnego, w stosunku do człowieka niewidzącego, niż do widzącego, jak to gdzie indziej zostanie objaśnione. Dzięki tej niewyczerpanej dobroci istnieje, żyje i działa każde stworzenie stosownie do swojego miejsca w świecie. Dlatego też Duchu Święty, pod wpływem swej niewypowiedzianej hojności, obficie zlewa na wszystkich promienie swych darów, które wprawdzie pochodzą z jednego źródła, ale okazują się różnymi w poszczególnych przypadkach, stosownie do zdolności przyjęcia przez poszczególnego człowieka (Dionysius, De fivinis nominibus.c.4.)”.

Światowcom – ludziom na poziomie cielesnym brakuje duchowej zdolności koniecznej do widzenia. Powód jest w tym, że „człowiek zmysłowy nie podejmuje tego, co jest z Bożego Ducha” (Zob.1 Które,14), swe oczy skierował ku ziemi (Zob.wg Wulgaty Od 16,11), Święty Duch karności ujdzie przed obłudą, usunie się od niemądrych myśli” (Mdr1, 5). Dlatego tacy ludzie są ludżmi ślepymi i przewodnikami ślepych.

Jak pisze św. Grzegorz, „Ducha Świętego świat nie może przyjąć, ponieważ nie może się wznieść do rzeczywistości niewidzialnych”(S Gregorius, Moralia, V,c.19).

Światowcy im więcej wylewają się na zewnątrz w swoich pragnieniach. tym bardziej przymykają bramę swego serca przed Duchem Świętym, a zdarza się, że całkiem się zamykają- jak mówi święty Paweł apostoł – Ci bowiem, którzy zyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; zaś ci, którzy żyją według Ducha -do tego, czego chce Duchu”(Rz 8,5).Duch Święty nie mieszka w ciele poddanym grzechowi, gdyż czuje wstręt do brudu grzechu, a jedynie w duszach czystych.

„Dobro, które sprawia w nas dobry Duch z uwagi na swoje działanie  przestrzega pamięć, poucza rozum i porusza wolę. Z tych trzech władz bowiem składa się nasza dusza, jako obraz Boży. Pamięci podsuwa dobro w jej myślach, a także przezwycięża lenistwo i gnuśność”- jak to zauważa św. Bernard- i wyjaśnia dalej: ” dlatego ilekroć poczujesz tego rodzaju poruszenia dobra poczujesz w swoim sercu, oddaj chwałę Bogu i złóż cześć Duchowi Świętemu, którego głos rozbrzmiewa w twoich uszach. W związku z tym Psalmista mówi: „Chciałbym słuchać tego, co mówi Pan Bóg” (Ps zadanie 85,9). Poucza też rozum. Łaska Ducha Świętego z jednej strony wzbudza myśl, a z drugiej uczy jak ją wprowadzać w czyn, by działała stosownie do natchnień i nakazów rozumu. 'Kto  umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy’ (Jk4,17). Dlatego są potrzebne oprócz napomnień i wskazań zachęty i pobudzenie do dobrego działania. W tenże sposób Duch Święty doprowadza do oczyszczenia nas z grzechów; wzbudza troskę o przestawianie z Bogiem, przenika zakamarki naszego wnętrza; wyjawia myśli i intencje naszego serca. Duch Święty nie chce nawet najmniejszej plewy w naszym sercu, które obrał sobie za mieszkanie, natychmiast wypala ją ogniem swego wnikającego do głębi spojrzenia, pobudza naszą wolę i kieruje ją ku swojej woli, byśmy mogli ją poznać, umiłować i skutecznie wypełnić ( Zob.S. Bernardus, In festo Pentevostes, Sermo II; Antol mist,s. 178).

Duch Święty jest darem zawierającym wszystkie dary  dla nas.  Przychodzi do nas, pobudza nasze serce,  zamieszkuje w nim, napełnia je i obdarza chwałą. Przychodzi do ludzi, przeznacza ich do zbawienia. Pobudzając wzywa tych, których przeznaczył; zamieszkując,  usprawiedliwia tych, których wezwał; napełniając, obsypuje łaskami tych, których usprawiedliwił, a obdarzając chwałą, wzbogaca darami tych, których obsypał swoimi łaskami (Zob.J.w.Sermo III, Antol.mist.,s.178). Ale ludzie światowi nie doswiadczają słonecznego dnia, który rodzi się w duszy z bojaźni Bożej. „Dni człowieka są jak trawa; kwitnie jak kwiat na polu”(Ps 103,15). Natomiast dni wewnętrzne trwają na wieki, są oni jakby stopniami życia duchowego, po których człowiek wstępuje do życia wiecznego. O nich to mówi Psalmistą: „Z dnia na dzień głoście Jego zbawienie” (Ps 96,2). Królestwo Boże w sposób możliwy do zaistnienia jest we wszystkich, w sposób natomiast  istniejący jest w tych, którzy mogą powtórzyć za apostołem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Komentator z Vercelli we „Wstępie to Pieśni nad pieśniami” pisze: ” Jak dusza roztropna rządzi mną w sposób naturalny i pobudza do wszelkiego działania wewnętrznego i zewnętrznego, tak samo i moc Chrystusa, dla którego teraz żyję, łaskawie mnie ożywia i kieruje mną we wszystkim „.

 

 

Kontynuuj czytanie

Wielka łaska

Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. (J15,5)

W 2009 roku, dane mi było spotkać się  poraz drugi  z księdzem egzorcystą Janem Pałygą w Hodyszewie, w którym jest Sanktuarium Maryjne. Spotkanie bardzo różniło się od pierwszego.

Z rozmowy z nim  zapamiętałam tylko te słowa, które mu powiedziałam, że trwam w Jezusie, a on odpowiedział mi na to: „To wielka łaska

Spotkanie pierwsze wyglądało zupełne inaczej. Powiedział mi o tym, co wydarzy się w mojej przyszłości. I że martwi się o mnie, czy dotrzymam wierności, gdyż poznam  kogoś przez  Internet -mężczyznę o bardzo silnej osobowości, że takich jak on jest czterech w Polsce.

Moja reakcja na to była następująca: ja i jakiś mężczyzna-  to niemożliwe, ja taka nie jestem… Ksiądz Jan Pałyga powiedział mi wówczas o poczcie E- mail, że nic złego tam nie będzie, ale nie wolno mi się z nim fizycznie spotkać, bo to będzie koniec mojego małżeństwa. Wspomniał, że  mężczyzna z bardzo silną osobowością, gdy przytuli kobietę nawet wierzącą,  może  zrobić z nią, co   zechce. Powiedział mi też czego doświadczę, a czego wcześniej nie doświadczyłam. Trudno mi o tym pisać, bo ludziom, którzy tego nie doświadczyli,  wydawać się to może  niewiarygodne.

W  tymże samym roku poznałam człowieka, przepowiedzianego mi przez księdza Jana Pałygę. I nie miałam żadnych wątpliwości, że to ten mężczyzna, z którym nie wolno mi się fizycznie spotkać.  Uznałam, że taka jest Wola Boża i cieszyłam się z tego, jak bardzo Bóg się troszczy o mnie.

Bogu dzięki i chwała za wszystko.

 

 

Trójca Przenajświętsza w naszym życiu

Dzięki Bogu mogę cofnąć się pamięcią do czasu, gdy miałam dwa i pół latka. Napisałam dzięki, Bogu, bo przecież sama z siebie nie miałabym pamięci. Co się wtedy wydarzyło? Moja mama przedstawiła mi mojego braciszka. Uśmiechnięta serdeczna, trzymająca go na swoich rękach, powiedziała: to twój braciszek… – pobaw go. Bawienie go sprawiało jej wielką radość i niewykluczone, że chciała się ze mną tym podzielić, a ja na to nic jej nie odpowiedziałam, ale zapamiętałam, co pomyślałam: jak ja go pobawię? Przecież ja jestem dzieckiem.

Niewykluczone, że mama pomyślała o tym podobnie, bo ani na chwilę nie przestawała go bawić. Cieszyła się i cieszyła, a ja nie przypominam sobie, bym widziała w moim dzieciństwie podobną sytuację.

Ona, młoda, szczupła, wysoka kobieta, urodziła piąte z kolei dziecko, mimo że nie miała z mężem własnego mieszkania, ale miała to, co jest najważniejsze – wartości duchowe, które górowały nad materialnymi.

Ona była promienna dzięki Bogu, który jest żrodlem wszelkiego dobra. Miłość do dzieci nie wzięła się sama z siebie. Promieniowała nią bezpośrednio na mnie w każdym okresie mojego życia. Także wtedy, gdy wróciła ze szpitala i witała się ze mną, widząc mnie wychudzoną, z obciętymi włosami, mówiąc do mnie czułym głosem, że jestem bardzo mizerna.
Niewykluczone, że jako dziecko więcej słuchałam niż mówiłam. I sprzyjało to refleksji o Bogu. Dzięki Bogu. Bo bez Niego nic nie możemy uczynić.

Trójca Święta żródłem jedności

To właśnie w Trójcy Świętej wszystko znajduje swoją jedność. Ten wymiar życia chrześcijańskiego i misji jest mi szczególnie bliski i znajduje swoje odzwierciedlenie w słowach św. Augustyna, które wybrałem (jako motto) mojego posługiwania biskupiego, a teraz papieskiego: In Illo uno unum” (Ojciec Święty Leon XIV)

Co się dzieje, jeśli tkwimy w Bogu? Stanowimy jednego z Nim ducha i w ten sposób  wchodzimy do owej tajemnicy Bóstwa, powtarzając za Psalmistą: „Ustaje moja dusza dążąc ku Twemu zbawieniu”(Psalm 119,81). Skokiem kontemplacji przekraczamy wszystkie przeciwności na naszej drodze, wzbijając się do szczytów. Idziemy do Boga  nie przez wałęsanie się,  lecz przez milość. Naszą  drogą jest  nasza  wola, kochając wstępujemy, zaniedbując się- zstępujemy; jeśli kochamy Boga, stojąc na ziemi przebywamy w niebie. (S.Augustinus, In Psalmum 75).

„Chrystus jest naszym Zbawicielem a w Nim stanowimy jedno: rodzinę Bożą ponad bogatą różnorodnością naszych języków, kultur i doświadczeń”( Leon XIV, Moc Ewangelii, s.77).

Nasz duch na różne sposoby przebywa w  wewnętrznym mieszkaniu Chrystusa. Co należy przez to rozumieć? W związku z tym przywołam na pamięć słowa apostoła podkreślające, że w Panu Jezusie są wszystkie skarby mądrości umiejętności ukrytego Boga ( zob. Kol 2,3). Czy każdy z nas może to zrozumieć – zbadać i wypowiedzieć wielkość i mnóstwo bogactw oraz rozkoszy tego wewnętrznego mieszkania? Chyba tylko ci, którzy oświeceni przez wiarę i rozpalenie przez miłość będą starali się mieszkać w nim i nauczą się tego wszystkiego przez doświadczenie. „Jeśli ktoś dojdzie do tego, że w jakimś momencie zostanie porwany i ukryty w tej tajemnicy, w tym sanktuarium Boga tak, że nikt nie może go stamtąd odwołać ani zakłócić mu tam w pokoju, że nie odczuwa działania zmysłów, niepokoju, troski lub poczucia winy, albo też nie widzi obrazów rzeczy materialnych, ten słusznie będzie mógł pochwalić się, mówiąc: „Wprowadził mnie król do swojej komnaty”(Pnp 1,4). A pan podziwu zawoła: prawdziwie spokojne jest to miejsce, słusznie nazwane przeze mnie komnatą. Przebywa w nim Bóg nie zagniewany i niezatroskany ; tu można doświadczyć działania jego dobrej, łaskawej i doskonałej woli. Taka wizja nie przestrasza, ale raczej delikatnie unosi, nie podnieca próżnej ciekawości, ale ją uspokaja, nie męczy zmysłów, lecz je wycisza kropka tu naprawdę odpoczywający Bóg odpoczywa, spokojny Bóg wszystko uspokaja a wpatrywanie się w Odpoczynek jest odpocznieniem ( Por. S. Bernardus, Super Cantica, dz.cyt.,149.26).

Wchodzący do wnętrza tej komnaty i zamieszkujący w niej, stają się wielkimi przez wiarę i miłość: słyszą i oglądają wielkie rzeczy, gdyż zostali wprowadzeni do pełni wiecznych  rzeczywistości i do ukrytych w nich Bożych skarbów.

Święty Bernard wyjaśnia, którzy ludzie stają się godni, by wejść do pełni Boga i którym ludziom Bóg, Pan wszelkiej wiedzy, niczego nie ukrywa z tego, co znajduje się w skarbcach Mądrości.  Chodzi o tych, którzy są doskonali w wierze i miłości i o tych, którzy bardzo pragną prawdy, poczytują sobie wszystko za nic.  Chodzi o  rodzaj mądrych duchów, które  zobaczą, kto wyjdzie im  naprzeciw  i kto  obdarzy ich swoim światłem i swoją prawdą, udoskonali ich działanie, doprowadzając i wprowadzając ich na  swoją świętą górę do swoich namiotów. Zobaczą Wielkiego Oblubieńca- Króla w całej jego piękności, idącego na przodzie ku zielonym pastwiskom, ku kwiatom róż i bogactwem spiżarni , ku  źródlanym zapachom a w końcu – wchodzącego do samego tajemnego wnętrza komnaty.  Oto pastwiska życia przygotowane dla pokrzepienia świętych duchów. Błogosławiony człowiek, który  nimi zaspokoił swoje pragnienia.

Znaczące z tej kwestii są słowa świętego Grzegorza: „Duch kochającego zostaje często napełniony darem takiej kontemplacji, iż może oglądać to, czego nie może wyrazić słowem. Jeśli nie będzie mógł tego wyrazić słowem, przynajmniej jak drugi Mojżesz powracając z obcowania z Panem potwierdzi to na sobie, na swoim ciele i duszy, przez pewne  znaki oraz dowody świadczące o tym, że przebywał w krainie Światła” (Zob. S.Gregorius, In Ezechielem II, Homil.6,n.l;PL76,998B).

Co się dzieje,  gdy serce nasze, czyli nasz duch, zacznie  się rozpływać przez długie, leniwe siedzenie, staje się jakby rozdzielony według ilości rzeczy których pożąda? Odpowiedź znajdujemy u Hugona:  „Skutkiem tego powstaje ruch bez stałości i zaczyna się praca bez spokoju oraz bieg bez końca. Duch  bowiem tak długo jest niespokojny, dopóki nie zacznie tkwić tam, gdzie cieszyć się może całkowitym spełnieniem pragnienia, wierząc i pokładając nadzieję w tym, co kocha” ( Hugo, De arca, dz. cyt.,Prol.;PL176, 619).

Gdy duch ludzki  jest obciążony nieuporządkowaną  miłością, oddala się od rzeczy niebieskich ale go nie przez jakieś drogi nieprawości do rzeczy czasowych staczając się „w dół”.

Przeciwnie, gdy duch ludzki jest uporządkowany przez miłość do rzeczywistości wiecznych, to jako   lekki wznosi się w górę drogami prawdziwego pokoju  do tych właśnie rzeczywistości.

Duch ludzki -jak czytamy u Świętego Augustyna-istnieje między dwoma krańcami, w kierunku których może się poruszać i do nich zdążać. Są nimi: Bóg na szczycie i świat na dole. Bóg jako niezmienny swojej wieczności. Uzasadnienie tego znajdujemy u Boecjusza, który twierdzi: „Wieczność polega na doskonałym posiadaniu nieograniczonego życia, jakie nie przysługuje żadnemu stworzeniu, a tylko jedynemu Bogu. Świat natomiast naznaczony biegiem zmienności zawsze jest niestały, dlatego jego miarą jest czas, będący miarą ruchu zmiennych, nietrwałych rzeczy, następujących po sobie, stąd określamy je jako rzeczy czasowe „( Boethius, de consolatione philozophiae, Bo,6. W Corpus Christianorum, Series Latina. Turnholti 1954, XCIV,101; Antologia mistyków franciszkańskich, s.50,51,54).

Kolejne pytanie: Co się dzieje jeśli duch ludzki wzniesie się ponad rzeczy ziemskie i ponad rozproszenie? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy u Świętego Augustyna, który pisze:

„Jeśli duch ludzkie wzniesie się ponad rzeczy ziemskie i ponad rozproszenie, to wówczas powoli scalając się w jedność nauczy się być sobą. I o tyle pełni stanie się jednością, o ile bardziej wznosił się będzie do niej przez pragnienie i poznanie, aż w końcu stanie się całkowicie niezmienny i dojdzie do owej prawdziwej jedynej niezmienności która jest w Bogu, by już bez wszelkiej zmienności odpoczywać na wieki znalazłszy się w sposób doskonały we wnętrzu Pana”.

Drogami wieczności, prowadzącymi do wewnętrznej tajemnicy wiecznego mieszkania Boga, są:

Właściwa intencja wobec rzeczywistości wiecznych. Intencja wskazuje nam cel działania i cel drogi. Pisze o tym Święty Grzegorz: „Intencja zanim urzeczywistni się w działaniu, już kontempluje to, czego pragnie. Gdy intencja towarzyszy naszemu działaniu, wówczas każda czynność idzie za swoją intencją jakby za patrzącym okiem „(Zob. S. Gregorius, Moralia, dz.cyt. XXVII,c.12;PL 76,466B.).

Zatem droga intencji powinna poprzedzać inne drogi.  „We wszystkich naszych działaniach powinniśmy pilnie pamiętać o naszej intencji, by duch nie pragnął w tym, co czyni, niczego, co jest zmienne. Niech cały zakotwicza się wieczności, Bo jeśli gmach naszego działania postawiony będzie poza fundamentem, to całe działanie może pójść na marne. Największe czyny stają się bezwartościowe, jeśli intencje naszych serc nie są ukierunkowane na wieczność” (S. Gregorius, Moralia, XII, co.61;PL75,1015D.).

Skoro mowa o intencji, warto zastanowić się nad tym,  czym ona  jest  i z jaką władzą jest związana? W odpowiedzi na to pytanie możemy posłużyć się wypowiedzią św. Anzelma:”Wola jest władzą poruszającą samą siebie oraz wszystkie inne narządy i narzędzia, którymi się posługujemy i które są częścią nas, na przykład ręka, język, wzrok i inne tego rodzaju, lub które są poza nami, na przykład pióro do pisania, siekiera itp. Ponieważ Wola jest źródłem wszystkich świadomych poruszeń, a sama porusza się do upragnionego celu za pomocą swoich aktów, dlatego jej jedynie należy przypisać akt intencji we właściwym i zasadniczym sensie, nie wyłączając oczywiście działania rozumu, czyli kierującego umysłem. Pamiętaj więc, że taka intencja nie rodzi się bez pragnienia miłości. Im większa jest miłość celu, tym bardziej intencja pobudza do osiągnięcia go. To miłość więc pobudza do osiągnięcia upragnionego celu, a intencja kieruje i rozrządza wszystkim, dzięki czemu miłość może osiągnąć ten upragniony cel. Glossa do słów: „… W sidle, przez nich zastawionym „(Psalm 9,16), dodaje 'uwięzła ich noga, a nogą duszy jest miłość. Przez nią dusza jest poruszana w kierunku celu, jakby do kresu, do którego dąży, to znaczy do miłości dobrej lub złej i cieszy się, gdy dojdzie do niej kropka miłość zaś jest aktem woli'” (S. Anselmus, De concordia praescientiae et praedestinationis et gratisem Dei cum libero arbitrów,w.3,co.11.W: Opera omnia, es. F.S. Schmitt, I-VI Secovii-Romae-Edimburgi 1938-1961,II, 283.

Święty Grzegorz pisze: „Jak światłem ciała jest oko cielesne, przyświecające całemu ciało, tak dzięki intencji rozświetlane są drogi działania. Mówi bowiem Pan: '… I jak gdyby światło oświecało cię nowym blaskiem’ (Łk11,36) ( S. Gregorius, Moralia, XXVIII,co.30;PL76,855B.);

Jakie intencje są właściwie? U Hugona czytamy:” kiedy serce człowieka, najpierw przez miłość Bożą utrwalone w wieczności w umiłowaniu „tylko jednego” (Łukasz 10,42) zaczyna się rozpływać w ziemskich pragnieniach, wówczas staje się rozdarte na tyle części, ile jest rzeczy przez nie pożądanych. Zatem różnorodność pożądania, czyli miłość warunkuje różnorodność intencji „(Hugo, De arca, dz.cyt.,Prol.;PL 176,619). Natomiast święty Bernard wyjaśnia, że „jeśli kochający pożąda rzeczy brzydkich, intencja również będzie brzydka, szpecąc oblicza duszy czy ducha; jeśli zaś będzie pożądał czegoś, co jest szlachetne, to i szlachetną będzie jego intencja „. A ona również wymienia różne intencje w zależności od różnych przywiązaniu uczuciowych.

I tak, święty Bernard wyjaśnia, kiedy intencja jest przewrotna i niegodziwa. Chodzi tu o  intencję, która  ma swoje źródło w woli opanowanej zmysłowością lub w miłości zmysłowej, dążącej do celu przeciwnego celowi ostatecznemu i wiecznemu. Intencją taką kierują się ci, którzy korzystają ze złych przyjemności w rzeczach ziemskich, dla których Bogiem jest brzuch i którzy oddają się obżarstwu, by byli jeszcze bardziej zdolni do czynów rozwiązłości.  Kierują się nią uparcie, trwając w miłości do rzeczy przemijających (S. Bernardos, Super Cantica, Sermo 40, dz.cyt.,II 25,11.).

Innym rodzajem złej intencji  jest intencja obłudna i fałszywa, n.p. taka, która pochodzi z nieszczerej woli, dążącej do Boga pozornie, fałszywie, nieprawdziwie, ze względów ludzkich.

Niewłaściwą intencją jest także intencja  kupiecka i  wypaczona, n.p. taka,  która pochodzi z małodusznej woli, zdążającej do Boga nie z powodu Niego, lecz z powodu potrzeb związanych z doczesnym życiem. Jest ona zwrócona ku sobie. I jako taka nie przystoi  prawdziwym synom. „Syn, który ma poręczenie ducha Świętego, nie szuka ziemskiej nagrody ani zapłaty, lecz zachowuje prawo dziedzica”. Na takiej intencji pisze również święty Bernard: „jeśli intencja kieruje się do Boga wyłącznie z powodu potrzeb związanych z doczesnym życiem, chociaż nie jest wypaczoną z racji nieposiadania domieszki hipokryzji, to jednak z racji mało duszności nazywamy ją ciemną i raczej jest nie do przyjęcia dlatego iż nie szuka Boga z powodu Niego Samego”( S. Bernardus, Super Cantica, j.w.,25,27.).

Te trzy drogi, jako kręte i ziemskie, nie mogą być drogami wieczności.

Intencja właściwe istnieje wówczas, gdy Boga ma na względzie i z powodu niego wiąże się z dobrymi aktami. Jej źródłem nie jest Wola kierowana przez ducha, to znaczy rozpalona żarem bożej miłości. Pobudza ona swoim działaniem intencją do osiągnięcia wiecznego celu kieruje do Boga i nie zezwala jej trwać w czymś innym niż wiecznym Bogu. Znaczące w tej kwestii są słowa Orygenesa: „kto w swoim wnętrzu płonie świętym pragnieniem, gotów jest do spełnienia każdego dobrego czynu, gdyż w jego sercu, to znaczy w jego intencji nie ma nic, co mogłoby przeszkodzić żarliwemu pragnieniu Boga ( Origenes,dz.cyt.,34,230; Antol.,s.56).

– Staranne o nich rozmyślanie;

– Pełne miłości i uczucie w stosunku do nich, wzajemne ich objawienie, doświadczalny przedsmak tych rzeczywistości i ich bożopodobne działanie. 

Koniecznie jest potrzebne nam to, by w jakiś niewypowiedziany sposób wyciszyło się wszelkie ludzkie pragnienie i zostało całkowicie przemienione w Wolę Bożą. W przeciwnym razie, jakżeż Bóg będzie mógł być we wszystkim. 

Kościół jako komunia wierzących, ożywiana przez Ducha Świętego umożliwia nam wejście w  doskonałą komunię i harmonię Najświętszej Trójcy. Przypomina nam o tym ojciec Święty Leon XIV,  że jesteśmy powołani do pielgrzymowania i szerzenia tej wizji Kościoła.

” Jesteśmy  powołani do pielgrzymowania i szerzenia wizji Kościoła jako komunii wierzących, ożywianej przez Ducha Świętego, który umożliwia nam wejście w doskonałą komunię i harmonię Najświętszej Trójcy”.

Pan czeka na nas

Bóg zawsze nas uprzedza, zanim zdamy sobie sprawę, że potrzebujemy codziennego nawrócenia- konkretnej zmiany. Potrzebujemy spotkania z Panem w miejscu, którym jest nasze serce. Serce, które może zdawać się puste, ale czeka na to, aby Bóg je uratował, wypełnił i otoczył troską.

Pascha przygotowana przez uczniów była już w rzeczywistości gotowa w sercu Jezusa. To on wszystko zaplanował, przygotował i postanowił. Jego prośba do swoich przyjaciół jest następująca, aby wykonali to, co do nich należy. To uczy nas, co jest istotne dla naszego życia duchowego. Rozbudza naszą wolność i czyni owocną naszą odpowiedzialność.

Także i dzisiaj potrzeba przygotowania wieczerzy. Gotowości do podjęcia gestu, który nas przerasta. „Eucharystia- według Ojca Świętego Leona- nie jest sprawowana jedynie na ołtarzu, ale także w codziennym życiu, gdzie wszystko można przeżyć jako ofiarę i dziękczynienie”.

Przygotowanie się do celebrowania tego dziękczynienia to pozostawienie przestrzeni- usunięcie wszystkiego, co przeszkadza: nierealnych oczekiwań i pretensji, wszelkich złudzeń, które uniemożliwiają spotkanie.  Złudzenia rozpraszają nas-dążą do osiągnięć. Przygotowania umożliwiają spotkanie zgodnie z Ewangelią, która przypomina nam że prawdziwa miłość to dar wyprzedzający, który się daje, zanim zostanie odwzajemniony. Opiera się na tym, co pragnie się ofiarować. Taki przykład zostawił nam Jezus, kiedy uczniowie i jeszcze nie rozumieli, kiedy jeden zamierzał go zdradzić, a drugi zaprzeć się Go, on przygotowywał dla wszystkich wieczerzę komunii.

Pan wyróżnia i choć wszystkich wzywa, woła zaprasza, to niejednakowo obsypuje swoimi darami.

W Bożych darach pławią się tylko niektórzy – przez Boga wybrani.

Jak Bóg może jednych faworyzować, a innych pominąć, zostawiając ich własnemu losowi?

Jeśli zapytasz o to Boga: Czy i mnie możesz tak łaskawie bez miary obdarować, usłyszysz, że
Bóg odpowiada chętnie z radością.

Jeśli zapytasz Go:
Jak ma wyglądać moje życie, Bóg odpowiada choćby Ewangelią, że będziesz szczęśliwy, gdy będziesz ubogi w duchu; nie będziesz robił wokół siebie szumu, by cię doceniono; gdy będziesz sprawiedliwy, miłosierny; gdy będziesz mieć czyste serce; gdy będziesz się modlił o pokój i zabiegał o niego; gdy ludzie z powodu twej wierności pluć będą ma twój widok i na ciebie; gdy będą cię oczerniać i zrobią z ciebie obywatela gorszej kategorii. Ciesz się i raduj bo hojna nagroda cię spotka. Te dary mogą stać się twoim udziałem.

Od dzisiaj bądźmy zawsze Bogu wierni, za Nim podążając, ufając Jemu bezgranicznie a nie sobie jak bożkowi.

Wiara jako Światło: Analiza Teologiczno-Duchowa od Leona XIII do Współczesności

Temat: Synteza nauczania o wierze w oparciu o encyklikę Lumen fidei, Katechizm Kościoła Katolickiego oraz duchowość zakonną.

​Wstęp: Dokument „na cztery ręce”

​Niniejsze opracowanie stanowi syntetyczną analizę nauczania o wierze, opartego na encyklice Lumen fidei (LF). Dokument ten jest wyjątkowy – napisany wspólnie przez Benedykta XVI i Franciszka, stanowi kulminację wysiłku papieży, by ukazać wiarę jako światło, a nie mrok. Jak czytamy w LF 7, papież Franciszek oficjalnie przyznaje:

„Prawie skończył on [Benedykt XVI] pracę nad pierwszym szkicem encykliki o wierze. Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło”.

 

​1. Chrystus jako Prawdziwe Słońce i „Szukanie Boga we wszystkim”

​Encyklika przypomina, że wiara nie jest mrokiem, ale nowym sposobem widzenia rzeczywistości:

„Chrześcijanie […] nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, którego promienie dają życie” (LF 1).

 

  • Perspektywa Ignacjańska (Jezuicka): Wiara jest tu kluczem do „szukania i znajdowania Boga we wszystkich rzeczach”. Św. Ignacy Loyola uczył, że Boże światło pozwala dostrzec sens tam, gdzie inni widzą chaos.
  • Nauczanie KKK (142): Bóg zwraca się do ludzi jak do przyjaciół. Wiara to odpowiedź na to zaproszenie.

​2. Dialog Wiary z Rozumem: Wspólny Głos Papieży

​W encyklice Lumen fidei (LF 2) czytamy o współczesnym lęku przed światłem wiary, postrzeganym jako ograniczenie wolności. Odpowiedzią Kościoła jest spójne nauczanie kolejnych następców św. Piotra:

  • Leon XIII (Aeterni Patris): Przypomniał, że prawda Objawienia i prawda rozumu mają to samo źródło w Bogu, więc nie mogą się wykluczać.
  • Św. Jan Paweł II (Fides et ratio): Wskazał, że wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku prawdzie.
  • Benedykt XVI: Ostrzegał przed „małymi światełkami” relatywizmu.
  • Perspektywa Franciszkańska: Św. Franciszek uczył, że poznanie musi być ogrzane miłością.
  • Nauczanie KKK (159): Wiara i rozum nie są sprzeczne. Ponieważ ten sam Bóg udziela światła rozumu i zaszczepia wiarę, nie może On zaprzeczyć samemu sobie.

​3. Wiara jako Matka i Wspólnota Kościoła

​Kluczowym elementem rozważań jest definicja wiary wskazująca na jej wspólnotowy charakter. Nikt nie wierzy sam – wiarę otrzymujemy i rozwijamy we wspólnocie:

„Naszym prawdziwym ojcem jest Chrystus, a naszą matką wiara w Niego; rodzi ona nas bowiem do nowego życia” (Lumen fidei 5).

 

​To ujęcie znajduje swój fundament w Katechizmie Kościoła Katolickiego (169):

„Ponieważ Kościół jest naszą Matką, jest on także wychowawcą naszej wiary”.

 

  • Perspektywa Jezuicka: Św. Ignacy podkreślał, że wiara wszczepia nas w misję Kościoła.
  • Perspektywa Franciszkańska: Św. Franciszek pisał, by bracia „wzajemnie szanowali się duchowo i miłowali”, co jest naturalnym owocem wspólnej wiary.

​4. Publiczne Świadectwo i Uleczenie Społeczeństwa

​Wiara popycha do działania w świecie. Leon XIII w encyklice Rerum novarum (16) postawił diagnozę, którą rozwijali kolejni papieże:

„Jeśli się chrześcijaństwu pozwoli uleczyć społeczeństwo, to uleczy je ono nie inaczej, jak tylko przez przywrócenie chrześcijańskiego życia”.

 

​Oto jak ta myśl była kontynuowana w nauce społecznej:

  • Pius XI: Wprowadził zasadę pomocniczości.
  • Św. Jan Paweł II: Rozwinął pojęcie solidarności.
  • Papież Franciszek: W Laudato si’ wskazał na ekologię integralną.
  • Ignacjańskie Magis: Pragnienie czynienia wszystkiego „na większą chwałę Bożą”.
  • Franciszkańskie „Pokój i Dobro”: Św. Franciszek wskazywał: „Prawdziwie są sługami pokoju ci, którzy […] zachowują pokój duszy i ciała”.
  • Nauczanie KKK (153): Wiara jest łaską – nadprzyrodzonym kluczem, który pozwala nam zrealizować nasze powołanie.

​Suplement Praktyczny: Klucz do Zapamiętania

Najważniejsze Tezy Artykułu:

  1. Wiara to Słońce, nie Mrok: Boże światło nie niszczy rozumu, lecz pozwala mu widzieć dalej i głębiej.
  2. Harmonia Skrzydeł: Człowiek potrzebuje zarówno wiary, jak i rozumu, by dotrzeć do prawdy.
  3. Wspólnota rodzi Wiarę: Wiara jest naszą Matką (LF 5), nie wierzymy w izolacji.
  4. Uzdrowienie przez Wartości: Rozwiązanie kryzysów społecznych wymaga powrotu do chrześcijańskiej wizji człowieka.

Wniosek końcowy: Całość tej analizy prowadzi do przekonania, że wiara nie jest ucieczką od świata, ale najgłębszym zaangażowaniem w jego naprawę. To jest właśnie ten klucz, który otwiera drzwi do przyszłości pełnej nadziei.

Spotkanie z młodymi

Wczoraj we śnie ktoś  udzielił  mi błogosławieństwa, a w ciągu dnia rozmowa z  młodymi chłopcami na przystanku, do których podeszłam z zapytaniem, czy mogę o coś poprosić. No i poprosiłam, żeby się nie wyrażali w wulgarny sposób, gdyż w ten sposób udziela się swoich ust złemu duchowi.

Jeden z nich  zareagował na to: zły duch? A kto to jest?

Wyjaśniłam: 

Szatan. To nie bajka:  szatan naprawdę istnieje. I piekło istnieje. 

Młodzieniec odpowiedział mi na to: ” Nie wierzę w szatana, więc dlatego nie pójdę do piekła”. 

Najpierw zaprzeczyłam gestem zdziwienia, jak bardzo się myli. A potem odezwałam się do niego z całym  zrozumieniem  jego problemu i z przekonaniem:

  • Ach to ty tak myślisz. Ale wiedz, że  szatan istnieje niezależnie od tego, czy w to wierzysz czy nie. W piekle jest najwięcej takich, którzy nie wierzą. 
  • „Ale inni też nie wierzą”- odezwał się po namyśle.
  •  Nie bierz z nich przykładu, bo oni sami nie wiedzą, w co wierzą- odpowiedziałam.
  •  Nie wierzą – powiedział te słowa tak, jakby chciał je podkreślić, a przy tym utkwił swój wzrok na swoich kolegach. 
  • „Ja wierzę w Boga”-  energicznie zabrał głos  drugi młodzieniec. Wydawał się mówić z całym przekonaniem, ale ktoś ze stojących młodzieńców zareagował z niedowierzaniem – tak, jakby chciał podważyć jego zdanie. Dlatego odezwałam się do niego: Jeśli wierzysz, to musisz dawać przykład dobrego życia, żeby inni po twoich czynach widzieli, że wierzysz w Boga.

Wreszcie trzeci z młodzieńców wtrącił się do rozmowy, zapytując mnie, co myślę o księdzu, który użył takich słów, a nie powinien. Odpowiedziałam, jak staniesz na Sądzie Bożym to nie będziesz rozliczany z grzechów tego księdza, ale ze swoich grzechów. Po co więc babrać się w czyichś grzechach.

– Ale on nie powinien takich słów użyć – stwierdził trzeci z młodzieńców.

Odpowiedziałam mu na to, że nie słyszałam tej wypowiedzi księdza, ale niezależnie od tego, jak było, trzeba nam pamiętać, że wszyscy ludzie są ułomni.

Wspomniany wyżej młodzieniec  wyraził zdziwienie: „Ależ proszę pani, nie widać tego, że wszyscy są ułomni. To już jest przesada”. 

Nie widać, ale tak jest. Ja powiedziałam w pewnym sensie. Różnica jest taka, że jedni są bardziej ułomni, a inni mniej.

Kim pani jest- zapytał?

Katoliczką – odpowiedziałam. I podeszłam do was z troski, abyście byli szczęśliwi. Tego wam życzę, aby Bóg wam błogosławił, i abyśmy się spotkali w niebie.

Co wydarzyło się potem? Nadjechał  długo oczekiwany przez wielu ludzi tramwaj. I ja  też wsiadłam do niego, gdzie młoda dziewczyna ustąpiła mi miejsca. Dwie zaś niewykluczone, że jej koleżanki, siedzące w pobliżu  niej, co chwilę używały świętego Imienia Jezus. I jak tu nie zareagować, gdy w sercu miłość do Jezusa tak wielka i taka potrzeba. Zapytałam, czy one tak z miłości wymawiają imię Jezus czy bezmyślnie. Aby to rozważyły w duchu i odpowiedziały sobie na to pytanie. Bo jeśli z miłości to wszystko w porządku, a jeśli bezmyślnie, to trzeba Jezusa przeprosić. Zauważyłam, że przysłuchiwała się tej rozmowie starsza kobieta, no i może nie tylko ona.

Zawsze cieszę się z takich okazji, że mogę coś zrobić dla Królestwa Niebieskiego. W mig podejść, zareagować, by pomóc komuś na tej ziemskiej pielgrzymce do Nieba. Moim pragnieniem jest nie przegapić żadnej okazji by wypełnić Wolę Bożą. 

Bogu dzięki i chwała za wszystko.

Przejdź do paska narzędzi