Pan czeka na nas

Bóg zawsze nas uprzedza, zanim zdamy sobie sprawę, że potrzebujemy codziennego nawrócenia- konkretnej zmiany. Potrzebujemy spotkania z Panem w miejscu, którym jest nasze serce. Serce, które może zdawać się puste, ale czeka na to, aby Bóg je uratował, wypełnił i otoczył troską.

Pascha przygotowana przez uczniów była już w rzeczywistości gotowa w sercu Jezusa. To on wszystko zaplanował, przygotował i postanowił. Jego prośba do swoich przyjaciół jest następująca, aby wykonali to, co do nich należy. To uczy nas, co jest istotne dla naszego życia duchowego. Rozbudza naszą wolność i czyni owocną naszą odpowiedzialność.

Także i dzisiaj potrzeba przygotowania wieczerzy. Gotowości do podjęcia gestu, który nas przerasta. „Eucharystia- według Ojca Świętego Leona- nie jest sprawowana jedynie na ołtarzu, ale także w codziennym życiu, gdzie wszystko można przeżyć jako ofiarę i dziękczynienie”.

Przygotowanie się do celebrowania tego dziękczynienia to pozostawienie przestrzeni- usunięcie wszystkiego, co przeszkadza: nierealnych oczekiwań i pretensji, wszelkich złudzeń, które uniemożliwiają spotkanie.  Złudzenia rozpraszają nas-dążą do osiągnięć. Przygotowania umożliwiają spotkanie zgodnie z Ewangelią, która przypomina nam że prawdziwa miłość to dar wyprzedzający, który się daje, zanim zostanie odwzajemniony. Opiera się na tym, co pragnie się ofiarować. Taki przykład zostawił nam Jezus, kiedy uczniowie i jeszcze nie rozumieli, kiedy jeden zamierzał go zdradzić, a drugi zaprzeć się Go, on przygotowywał dla wszystkich wieczerzę komunii.

Pan wyróżnia i choć wszystkich wzywa, woła zaprasza, to niejednakowo obsypuje swoimi darami.

W Bożych darach pławią się tylko niektórzy – przez Boga wybrani.

Jak Bóg może jednych faworyzować, a innych pominąć, zostawiając ich własnemu losowi?

Jeśli zapytasz o to Boga: Czy i mnie możesz tak łaskawie bez miary obdarować, usłyszysz, że
Bóg odpowiada chętnie z radością.

Jeśli zapytasz Go:
Jak ma wyglądać moje życie, Bóg odpowiada choćby Ewangelią, że będziesz szczęśliwy, gdy będziesz ubogi w duchu; nie będziesz robił wokół siebie szumu, by cię doceniono; gdy będziesz sprawiedliwy, miłosierny; gdy będziesz mieć czyste serce; gdy będziesz się modlił o pokój i zabiegał o niego; gdy ludzie z powodu twej wierności pluć będą ma twój widok i na ciebie; gdy będą cię oczerniać i zrobią z ciebie obywatela gorszej kategorii. Ciesz się i raduj bo hojna nagroda cię spotka. Te dary mogą stać się twoim udziałem.

Od dzisiaj bądźmy zawsze Bogu wierni, za Nim podążając, ufając Jemu bezgranicznie a nie sobie jak bożkowi.

Wiara jako Światło: Analiza Teologiczno-Duchowa od Leona XIII do Współczesności

Temat: Synteza nauczania o wierze w oparciu o encyklikę Lumen fidei, Katechizm Kościoła Katolickiego oraz duchowość zakonną.

​Wstęp: Dokument „na cztery ręce”

​Niniejsze opracowanie stanowi syntetyczną analizę nauczania o wierze, opartego na encyklice Lumen fidei (LF). Dokument ten jest wyjątkowy – napisany wspólnie przez Benedykta XVI i Franciszka, stanowi kulminację wysiłku papieży, by ukazać wiarę jako światło, a nie mrok. Jak czytamy w LF 7, papież Franciszek oficjalnie przyznaje:

​„Prawie skończył on [Benedykt XVI] pracę nad pierwszym szkicem encykliki o wierze. Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło”.

 

​1. Chrystus jako Prawdziwe Słońce i „Szukanie Boga we wszystkim”

​Encyklika przypomina, że wiara nie jest mrokiem, ale nowym sposobem widzenia rzeczywistości:

​„Chrześcijanie […] nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, którego promienie dają życie” (LF 1).

 

  • ​Perspektywa Ignacjańska (Jezuicka): Wiara jest tu kluczem do „szukania i znajdowania Boga we wszystkich rzeczach”. Św. Ignacy Loyola uczył, że Boże światło pozwala dostrzec sens tam, gdzie inni widzą chaos.
  • ​Nauczanie KKK (142): Bóg zwraca się do ludzi jak do przyjaciół. Wiara to odpowiedź na to zaproszenie.

​2. Dialog Wiary z Rozumem: Wspólny Głos Papieży

​W encyklice Lumen fidei (LF 2) czytamy o współczesnym lęku przed światłem wiary, postrzeganym jako ograniczenie wolności. Odpowiedzią Kościoła jest spójne nauczanie kolejnych następców św. Piotra:

  • ​Leon XIII (Aeterni Patris): Przypomniał, że prawda Objawienia i prawda rozumu mają to samo źródło w Bogu, więc nie mogą się wykluczać.
  • ​Św. Jan Paweł II (Fides et ratio): Wskazał, że wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku prawdzie.
  • ​Benedykt XVI: Ostrzegał przed „małymi światełkami” relatywizmu.
  • ​Perspektywa Franciszkańska: Św. Franciszek uczył, że poznanie musi być ogrzane miłością.
  • ​Nauczanie KKK (159): Wiara i rozum nie są sprzeczne. Ponieważ ten sam Bóg udziela światła rozumu i zaszczepia wiarę, nie może On zaprzeczyć samemu sobie.

​3. Wiara jako Matka i Wspólnota Kościoła

​Kluczowym elementem rozważań jest definicja wiary wskazująca na jej wspólnotowy charakter. Nikt nie wierzy sam – wiarę otrzymujemy i rozwijamy we wspólnocie:

​„Naszym prawdziwym ojcem jest Chrystus, a naszą matką wiara w Niego; rodzi ona nas bowiem do nowego życia” (Lumen fidei 5).

 

​To ujęcie znajduje swój fundament w Katechizmie Kościoła Katolickiego (169):

​„Ponieważ Kościół jest naszą Matką, jest on także wychowawcą naszej wiary”.

 

  • ​Perspektywa Jezuicka: Św. Ignacy podkreślał, że wiara wszczepia nas w misję Kościoła.
  • ​Perspektywa Franciszkańska: Św. Franciszek pisał, by bracia „wzajemnie szanowali się duchowo i miłowali”, co jest naturalnym owocem wspólnej wiary.

​4. Publiczne Świadectwo i Uleczenie Społeczeństwa

​Wiara popycha do działania w świecie. Leon XIII w encyklice Rerum novarum (16) postawił diagnozę, którą rozwijali kolejni papieże:

​„Jeśli się chrześcijaństwu pozwoli uleczyć społeczeństwo, to uleczy je ono nie inaczej, jak tylko przez przywrócenie chrześcijańskiego życia”.

 

​Oto jak ta myśl była kontynuowana w nauce społecznej:

  • ​Pius XI: Wprowadził zasadę pomocniczości.
  • ​Św. Jan Paweł II: Rozwinął pojęcie solidarności.
  • ​Papież Franciszek: W Laudato si’ wskazał na ekologię integralną.
  • ​Ignacjańskie Magis: Pragnienie czynienia wszystkiego „na większą chwałę Bożą”.
  • ​Franciszkańskie „Pokój i Dobro”: Św. Franciszek wskazywał: „Prawdziwie są sługami pokoju ci, którzy […] zachowują pokój duszy i ciała”.
  • ​Nauczanie KKK (153): Wiara jest łaską – nadprzyrodzonym kluczem, który pozwala nam zrealizować nasze powołanie.

​Suplement Praktyczny: Klucz do Zapamiętania

​Najważniejsze Tezy Artykułu:

  1. ​Wiara to Słońce, nie Mrok: Boże światło nie niszczy rozumu, lecz pozwala mu widzieć dalej i głębiej.
  2. ​Harmonia Skrzydeł: Człowiek potrzebuje zarówno wiary, jak i rozumu, by dotrzeć do prawdy.
  3. ​Wspólnota rodzi Wiarę: Wiara jest naszą Matką (LF 5), nie wierzymy w izolacji.
  4. ​Uzdrowienie przez Wartości: Rozwiązanie kryzysów społecznych wymaga powrotu do chrześcijańskiej wizji człowieka.

​Wniosek końcowy: Całość tej analizy prowadzi do przekonania, że wiara nie jest ucieczką od świata, ale najgłębszym zaangażowaniem w jego naprawę. To jest właśnie ten klucz, który otwiera drzwi do przyszłości pełnej nadziei.

Spotkanie z młodymi

Wczoraj we śnie ktoś  udzielił  mi błogosławieństwa, a w ciągu dnia rozmowa z  młodymi chłopcami na przystanku, do których podeszłam z zapytaniem, czy mogę o coś poprosić. No i poprosiłam, żeby się nie wyrażali w wulgarny sposób, gdyż w ten sposób udziela się swoich ust złemu duchowi.

Jeden z nich  zareagował na to: zły duch? A kto to jest?

Wyjaśniłam: 

Szatan. To nie bajka:  szatan naprawdę istnieje. I piekło istnieje. 

Młodzieniec odpowiedział mi na to: ” Nie wierzę w szatana, więc dlatego nie pójdę do piekła”. 

Najpierw zaprzeczyłam gestem zdziwienia, jak bardzo się myli. A potem odezwałam się do niego z całym  zrozumieniem  jego problemu i z przekonaniem:

  • Ach to ty tak myślisz. Ale wiedz, że  szatan istnieje niezależnie od tego, czy w to wierzysz czy nie. W piekle jest najwięcej takich, którzy nie wierzą. 
  • „Ale inni też nie wierzą”- odezwał się po namyśle.
  •  Nie bierz z nich przykładu, bo oni sami nie wiedzą, w co wierzą- odpowiedziałam.
  •  Nie wierzą – powiedział te słowa tak, jakby chciał je podkreślić, a przy tym utkwił swój wzrok na swoich kolegach. 
  • „Ja wierzę w Boga”-  energicznie zabrał głos  drugi młodzieniec. Wydawał się mówić z całym przekonaniem, ale ktoś ze stojących młodzieńców zareagował z niedowierzaniem – tak, jakby chciał podważyć jego zdanie. Dlatego odezwałam się do niego: Jeśli wierzysz, to musisz dawać przykład dobrego życia, żeby inni po twoich czynach widzieli, że wierzysz w Boga.

Wreszcie trzeci z młodzieńców wtrącił się do rozmowy, zapytując mnie, co myślę o księdzu, który użył takich słów, a nie powinien. Odpowiedziałam, jak staniesz na Sądzie Bożym to nie będziesz rozliczany z grzechów tego księdza, ale ze swoich grzechów. Po co więc babrać się w czyichś grzechach.

– Ale on nie powinien takich słów użyć – stwierdził trzeci z młodzieńców.

Odpowiedziałam mu na to, że nie słyszałam tej wypowiedzi księdza, ale niezależnie od tego, jak było, trzeba nam pamiętać, że wszyscy ludzie są ułomni.

Wspomniany wyżej młodzieniec  wyraził zdziwienie: „Ależ proszę pani, nie widać tego, że wszyscy są ułomni. To już jest przesada”. 

Nie widać, ale tak jest. Ja powiedziałam w pewnym sensie. Różnica jest taka, że jedni są bardziej ułomni, a inni mniej.

Kim pani jest- zapytał?

Katoliczką – odpowiedziałam. I podeszłam do was z troski, abyście byli szczęśliwi. Tego wam życzę, aby Bóg wam błogosławił, i abyśmy się spotkali w niebie.

Co wydarzyło się potem? Nadjechał  długo oczekiwany przez wielu ludzi tramwaj. I ja  też wsiadłam do niego, gdzie młoda dziewczyna ustąpiła mi miejsca. Dwie zaś niewykluczone, że jej koleżanki, siedzące w pobliżu  niej, co chwilę używały świętego Imienia Jezus. I jak tu nie zareagować, gdy w sercu miłość do Jezusa tak wielka i taka potrzeba. Zapytałam, czy one tak z miłości wymawiają imię Jezus czy bezmyślnie. Aby to rozważyły w duchu i odpowiedziały sobie na to pytanie. Bo jeśli z miłości to wszystko w porządku, a jeśli bezmyślnie, to trzeba Jezusa przeprosić. Zauważyłam, że przysłuchiwała się tej rozmowie starsza kobieta, no i może nie tylko ona.

Zawsze cieszę się z takich okazji, że mogę coś zrobić dla Królestwa Niebieskiego. W mig podejść, zareagować, by pomóc komuś na tej ziemskiej pielgrzymce do Nieba. Moim pragnieniem jest nie przegapić żadnej okazji by wypełnić Wolę Bożą. 

Bogu dzięki i chwała za wszystko.

Wdzięczność jako lekarstwo

​Dlaczego „Dziękuję” ma moc uzdrawiania?
​W świecie zorientowanym na konsumpcję, osiągnięcia i nieustanne dążenie do „więcej”, słowo „wdzięczność” często brzmi jak wyświechtany frazes z poradników motywacyjnych. Jednak nauka i duchowość są w tej kwestii wyjątkowo zgodne: wdzięczność to nie tylko emocja, to potężne narzędzie neurobiologiczne i duchowe, które potrafi realnie odmienić strukturę naszego mózgu i stan naszego ducha. Jak to się dzieje, że wdzięczność uzdrawia?
​1. Neurobiologia wdzięczności: Co dzieje się w Twoim mózgu?
​Kiedy szczerze odczuwamy wdzięczność, nasz mózg przechodzi w stan wysokiej efektywności. Badania przy użyciu rezonansu magnetycznego wykazują, że praktykowanie wdzięczności aktywuje obszary mózgu odpowiedzialne za uwalnianie dopaminy i serotoniny – naszych naturalnych „neuroprzekaźników szczęścia”.
​Dopamina: Działa jak system nagrody. Kiedy dziękujemy, mózg mówi: „Zrób to jeszcze raz”, co pomaga budować pozytywne nawyki.
​Serotonina: Stabilizuje nastrój i daje poczucie wewnętrznego spokoju.
​Co więcej, regularna wdzięczność zmniejsza aktywność ciała migdałowatego, które jest centrum dowodzenia strachem i stresem. W praktyce oznacza to, że człowiek wdzięczny staje się bardziej odporny na traumy i trudne sytuacje życiowe.
​2. Psychologiczny mechanizm zmiany: Od braku do obfitości
​Większość z nas cierpi na tzw. negativity bias – ewolucyjną skłonność do skupiania się na tym, co złe, groźne lub niedoskonałe. To mechanizm przetrwania, który w dzisiejszych czasach zamienia się w przewlekły niepokój.
​Wdzięczność jest świadomym przerwaniem tego cyklu. Nie polega ona na naiwnym ignorowaniu problemów, ale na dostrzeżeniu, że obok trudności istnieje dobro.
​Uzdrowienie percepcji: Zamiast widzieć świat jako miejsce niebezpieczne i pełne braków, zaczynamy widzieć zasoby.
​Koniec z porównywaniem się: Wdzięczność jest naturalnym wrogiem zawiści. Jeśli szczerze doceniam to, co mam, tracę potrzebę sprawdzania, co mają inni.
​3. Wymiar duchowy: Wdzięczność łączy się z ufnością wobec Boga. „Córko, kiedy przystepujesz do spowiedzi świętej, do tego miłosierdzia mojego zawsze spływa na twoją duszę moją krew i woda, która wyszła z serca mojego (…) Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosiernym. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeśli ufność ich będzie wielka, hojności mojej nie ma granic. Strumienie mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż laska moja odwraca się od nich do dusz pokornych. ( Dz.1602) 
​
​W pewnej usłyszanej przeze mnie homilii padły słowa o tym, że tym samym językiem modlimy się i pomawiamy innych. Wdzięczność rozwiązuje ten dualizm. Nie da się jednocześnie szczerze dziękować i nienawidzić. Akt podziękowania Bogu jest aktem pokory. Uznajemy w nim, że otrzymaliśmy coś, czego sami nie mogliśmy sobie dać. To „oczyszcza wzrok”, o który prosił psalmista: „Boże, otwórz moje oczy na grzechy, które są przede mną zakryte”. Często tym zakrytym grzechem jest właśnie niewdzięczność i pycha samowystarczalności.
​4. Wdzięczność w relacjach: Balsam na zranienia
​Wiele naszych chorób – tych fizycznych i psychicznych – bierze się z niewybaczenia i żalu. Wdzięczność jest pomostem do wybaczenia. Trudno jest wybaczyć komuś, kto nas zranił, patrząc tylko na ranę. Ale jeśli spróbujemy znaleźć choć jeden aspekt, za który możemy być wdzięczni (nawet jeśli jest to tylko lekcja o własnej sile), proces uzdrawiania serca przyspiesza.
​Wdzięczność uzdrawia relacje, ponieważ zmienia naszą postawę z roszczeniowej („należy mi się”) na darowaną („doceniam, że jesteś”).
Jak zacząć proces uzdrawiania? (Praktyczne kroki)
​Uzdrawianie przez wdzięczność to proces, a nie jednorazowe wydarzenie. Wymaga on tego, co można stwierdzić jednym zdaniem: „Ciągle nad tym pracuję”.
​Dziennik trzech błogosławieństw:
Każdego dnia, najlepiej wieczorem, zapisz trzy konkretne rzeczy z minionego dnia. Nie ogólniki, ale detale: „ciepły promień słońca rano”, „smak jabłka”, „krótka, ale miła rozmowa w kolejce”.
​Radykalna wdzięczność za trudności: Kiedy spotka Cię coś złego, zapytaj: „Za co w tej trudnej sytuacji mogę podziękować? Czego mnie ona uczy?”. To najsilniejsza forma uzdrawiania.
​Listy wdzięczności: Napisz list do kogoś, komu nigdy wystarczająco nie podziękowałeś. Nie musisz go wysyłać (choć warto), sam proces pisania zmienia chemię Twojego organizmu.
​Podsumowanie
​„Wdzięczność uzdrawia”, ponieważ przywraca nas do teraźniejszości. Lęk dotyczy przyszłości, żal dotyczy przeszłości, a wdzięczność dzieje się teraz. Kiedy dziękujesz, Twoja „żywa świątynia” wypełnia się światłem, które rozprasza mrok narzekania i beznadziei. To darmowe, dostępne dla każdego i niezwykle skuteczne lekarstwo. Wystarczy zacząć od jednego, szczerego: „Dziękuję”.

Wartość cierpienia i śmierci Chrystusa

„Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem”/Iz53,3/

Jezus dał nam poznać całą prawdę zawartą w słowach: „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich „/Jan 15,13/. Jezus, odwieczny Syn Boga zjednoczony z Nim w wiecznej chwale, stając się człowiekiem, wstąpił na drogę krzyża, wybrał cierpienia i fizyczne, i moralne, które towarzyszyły Mu do śmierci: wszystko co uczynił, było z miłości do wszystkich ludzi, aby pokazać im swoją miłość, zadośćuczynić za ich grzechy i z rozproszenia doprowadzić nas do jedności /por. Jan 11,52/. Jego miłość była odbiciem miłości Boga do ludzi. On pierwszy nas ukochał, a źródłem duchowej regeneracji i sakramentalnej siły, niezbędnej do zmagania się z naszą podatnością na grzech i przeciwności losu, jest religijna i ludzka wartość spowiedzi.

Spowiedź jako łaska i przebaczenie jest niezwykłą szansą daną nam przez Boga nawet dostanie się z duchowego niżu i rozpoczęcie życia na nowo..

Poziom 1 Pierwszym argumentem, wg św Tomasza, który wyjaśnia wyzwolenie człowieka przez mękę śmierć Chrystusa, jest fakt, że „człowiek dzięki niej poznał, jak bardzo BOGA go kocha. Poznanie to wywołało z kolei miłość człowieka ku Bogu, a na tym polega pełnia zbawienia” (por. 7 Tomasz z Akwinu, Sumama theologiae, III, q.46,3). W tym miejscu Święty Doktor przybliżył nam słowa świętego Pawła Apostoła: „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość (właśnie) przez to, że Chrystus umarł za nas, gdybyśmy byli i jeszcze grzesznikami „(Rz 5, 8).

W świetle tej tajemnicy możemy sobie uświadomić, że cierpienie i śmierć stały się dzięki Chrystusowi zachętą, bodźcem, powołaniem do miłości bardziej wielkodusznej, takiej, jaką możemy dostrzec w życiu licznych świętych, których słusznie możemy nazwać „bohaterami Krzyża”, oraz w życiu ludzi i znanych, i nieznanych, którzy potrafią uświęcić ból, stając się świadkami Chrystusa i odbiciem Jego bolesnego oblicza. W ten sposób jednoczą się z Chrystusem, z Jego ofiarą odkupieńczą.

Zatem w swoim człowieczeństwie złączonym z Bóstwem, które dzięki całemu bogactwu miłości i posłuszeństwa, mogło pojednać z Bogiem, Chrystus został ustanowiony jedynym pośrednikiem między ludzkością i Bogiem. Na poziomie daleko wyższym niż wszyscy święci, których prosimy o pośrednictwo i o pomoc.

Stajemy więc w obliczu Jezusa Chrystusa, który umarł dla nas z miłości i w ten sposób nas zbawił.

Święta Katarzyna Sieneńska porównała Go do „mostu nad światem”. I rzeczywiście tak jest, ponieważ przez Niego wnoszą się do Ojca wszystkie nasze pragnienia, westchnienie i błagania o wyzwolenie i poprzez Niego spływają na ludzi wszelkie dary nieba.

Wraz ze „Świętymi Krzyża” bądźmy nieustannie skupieni wokół naszego pełnego słodyczy, miłosiernego Odkupiciela, którego Serce jest źródłem naszej nadziei i pokoju.

Nowy Rok

Nowy Rok to następna tajemnica naszego życia na tym świecie. Kolejny dar od Boga na realizację naszego powołania do świętości. I czas zrozumienia głębiej, kim jest drugi człowiek, człowiek potrzebujący- bliźni.
Drugi człowiek to dar miłości Chrystusa, wyzwanie dla naszej i wiary, i miłości, i powołania, i posłannictwa.
Drugi człowiek to mój brat, siostra- bliźni, z którym identyfikował się Chrystus, mówiąc: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko. co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”(Mt 25,40).

Drugi człowiek jest tym, którego powinniśmy kochać tak, jak Jezus nas ukochał ( por. Mt 22, 34-40).
Drugi człowiek jest sposobnością miłowania Boga.
Drugi człowiek to ten, który stoi przede mną; z jego powodu będziemy albo nagrodzeni albo oskarżeni(por. 25,31-46).
Drugi człowiek jest „przestrzenią życiową” naszej wiary, naszego życia albo też i śmierci, miłości lub nienawiści, służby lub panowania nad nim.
„Z perspektywy wiary, oświeceni przez Jezusa Chrystusa, napełnieni darami Ducha Świętego, możemy powiedzieć, że dla nas drugi człowiek to Jezus Chrystus! ( Matka Teresa, Lush GJERGII, s. 92).
Każdy człowiek ma swoją drogę w życiu i powinien nią iść. Wielu zastanawia się nad swoim powołaniem. Zastanawiała się także młoda Ganxhe Bojaxhiu, modliła się, pościła, szukała rady i pomocy u rodziców i przyjaciół. Pewnego dnia zapytała spowiednika: „Ojcze, jak mogę się dowiedzieć, czy Bóg mnie powołuje i do czego mnie powołuje?”. On jej odpowiedział: „Córko moja, z radości, ze szczęścia. Najlepszym sprawdzianem twojego powołania jest to, że jesteś szczęśliwa na myśl, że Bóg cię powołuje. Głęboka, prawdziwa radość jest jak busola, która wskazuje kierunek życia. Tak też trzeba się zachowywać, gdy droga nie jest jasna, a ścieżka jest trudna”.
Świadectwo Lorenca Antonio:”Ganxhe, przed podjęciej ostatecznej decyzji, czy zostać siostrą zakonną czy też nie, powiedziała do mnie: „Jadę do Letnicy na około dwa miesiące”. Był to rok 1927. Odprawiła tam rekolekcje, które powtórzyła tam jeszcze raz w roku 1928. Był tam także nasz chór i młodzież katolicka ze Skopje, jak również młodzież z innych parafii. Ganxhe czuła się tam bardzo dobrze, była spokojna, uśmiechnięta, powiedziałbym pełna entuzjazmu. W letnicy nic mi nie mówiła, ale zauważyłem, że coś się wydarzyło. Po powrocie do Skopje- o ile dobrze pamiętam, było to 20 sierpnia 1928 roku- zwierzyła mi się: Lorenc, albo jak mnie nazywała Lenci – wreszcie przed Matką Boską Czarnogórską podjęłam decyzję: pojadę na misje i poświęcę się całkowicie Bogu dla zbawienia dusz! W uroczystość Wniebowzięcia Maryi poprosiłam Matkę Boską Letnicką o Jej matczyne błogosławieństwo: Matko Boża, pomóż mi zrealizować plany i wolę Pana Boga, tak jak Ty to uczyniłaś. Towarzysz mi w czasie tej długiej i nieznanej podróży. Wyruszam z Tobą, moja Matko… Nie wiem, jakie będzie moje przyszłe życie, moja praca, moje posłannictwo. Bardzo pragnęłam poświęcić się muzyce… Wiesz dobrze, jak bardzo lubię muzykę, śpiew – i będę je nadal lubiła, śpiewając na cześć Pana. Lubiłam także literaturę, a szczególnie poezję…”.
Tutaj wyznała mi, że miała cały zeszyt zapisany wierszami…” Kto wie, czy będę mogła je nadal pisać czy czytać”- powiedziała mi. ” Chciałam być nauczycielką, mistrzynią, wychowywać młode pokolenia, poświęcić się pracy w szkole. Teraz, jak widzisz nie będę mogła zrealizować tych wszystkich pragnień… Jedno jest pewne i to mi wystarczy: wiem, że Pan mnie powołuje i to mi wystarczy: wiem, że Pan mnie powołuje, kocha mnie, prowadzi mnie ku powołaniu misyjnemu. Teraz jest to moją jedyną pewnością”. (Matka Teresa, Lush GJERGII, s.64-65) Kontynuuj czytanie →

Jak rozpoznajemy Boga w naszym życiu?

Okres adwentu jest czasem uważności na znaki spotkania Boga w różnych codziennych sytuacjach. W ciszy, zwyczajności, przy stole, w trosce, w słowach, które bolą, ale są konieczną prawdą. Jak ten głos rozpoznać? Bóg mówi: chodź pokażę ci drogę, która cię ocali, prowadzi, podpowie. Każdy człowiek ma pomysły, ale Bóg przez słowo, przez człowieka, szepce: to jest ta droga. Pytanie, czy nie zagłuszamy tego głosu przez nasze ambicje i powody do niezadowolenia.

Znaczące w tej kwestii jest zdanie św. Ignacego Loyoli:
Narzekanie to jedno z ulubionych narzędzi złego ducha. Narzekanie zamyka serce na obecność Boga. Wtedy nie dostrzegamy dobra. Narzekanie bowiem jest jak mgła, która zasłania Boże działanie. Jana Chrzciciela i Jezusa odrzucono, bo nie pasował do ludzkich oczekiwań. Bywa, że prorokiem jest dziecko, ktoś zraniony, koleżanka z pracy, bezdomny. Bóg w tych, których łatwo można zlekceważyć. Jeśli patrzymy na to, co kiedyś ktoś powiedział, to wtedy wiara staje się zwyczajem, rytuałem, tradycją.
Czy potrafimy dać Bogu przestrzeń? Adwent jest jak rekolekcje. Byśmy zobaczyli Boga w ciszy, w drugim człowieku, w czyimś uśmiechu, w swojej codzienności, w różnych sytuacjach. Byśmy święcili Jego Imię. Byśmy Go poznawali i byli dobrym przykładem dla innych.

Pomocą w rozpoznawaniu Boga jest otwarte serce i współpraca z Bogiem, każdy gest miłości. Im jest ich więcej, tym bardziej zbliżamy się do Niego i dociera do nas fakt, jak wielką jesteśmy rodziną, jak wielki jest Bóg, który stworzył nas na swój obraz i podobieństwo.

Dobrze jest prosić Pana Boga o pamięć, abyśmy do końca życia żałowali za grzechy. Widać, jaki problem z brakiem pamięci mają ludzie, przebywający w Domach Opieki Społecznej. Problem, gdyż nie mogą się wyspowiadać.

Potrzebna jest pamięć i do tego, aby pomagać innym w rozpoznawaniu Boga. Nieustannie pamiętać, żeby się Bogu we wszystkim podobać. Sprzyja to rozmowom z innymi ludźmi. Mam tu na myśli i wczorajsze wydarzenie:

Zatrzymałam się także wczoraj, gdy zobaczyłam młodą dziewczynę z papierosem w towarzystwie kilku osób. Zapytałam, czy mogę ją o coś poprosić. Zdecydowanie odpowiedziała, że nie. Ale stojący naprzeciwko niej młodzieniec wyraził swoje zainteresowanie, co chciałam powiedzieć. Kiedy już o tym powiedziałam, żeby nie paliła papierosów, dostrzegłam zadowolenie u wspomnianej wyżej dziewczyny i podałam powody, z których jako najważniejszy wymieniłam, aby się Panu Bogu podobać.

Wspomniany przeze mnie młodzieniec powiedział, że jest niewierzący. Wskazałam więc na przyczynę jego niewiary, mówiąc: Trudno jest ci powiedzieć, że jesteś wierzącym, ponieważ nabroiłeś, a wierzący człowiek nie broi, bo ma zasady. Odezwał się na to: Ależ proszę pani, człowiek niewierzący też postępuje moralnie. Odpowiedziałam na to: Jakie może być moralne postępowanie, gdy ktoś nie uważa grzechów za grzechy, bo jest niewierzący. Gdyby przyszło mi zaufać człowiekowi, to wolałabym zaufać wierzącemu niż niewierzącemu. Człowiek wierzący współpracuje z Bogiem, cieszy się Jego pomocą, łaskami, a niewierzący odrzuca Boga i zamyka się na Jego pomoc, na Jego łaski. Ja też byłam w waszym wieku, ale była bardzo pobożna. Aż tak, że w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że Pan Jezus mi we wszystkim pomaga. I podałam przykład, jak to było w moim życiu przed maturą, kiedy to dzięki Bożej łasce poznałam temat, jaki miał być na maturze. Macie wybór: korzystać z Bożej pomocy lub polegać na sobie.

– To jest kwestia wychowania – odezwała się inna osoba z tejże grupy. – Różnie to bywa z wychowaniem – ludzie niewierzący wywołują wojny- odpowiedziałam. I usłyszałam od młodej dziewczyny: – Ależ odwrotnie proszę pani, to przez ludzi wierzących są wojny. Odpowiedziałam jej na to, że u wierzących -jeśli są wojny- to takie wewnętrzne: jakieś spory kłótnie, ale nie takie jak u niewierzących jak Putin. Lepiej jednak być wierzącym niż niewierzącym.

Zanim odeszłam doświadczyłam od nich wdzięczności, co sprawiło mi wiele wewnętrznej radości, że mogłam zrobić coś, co się Bogu podoba. Bogu dzięki i chwała.


ZDJĘCIE WYKONAŁAM WIELE LAT TEMU NA PODLASU, Z OKAZJI ODSŁONIĘCIA POMNIKA ŚW. JANA PAWŁA II.

Przejdź do paska narzędzi