Wielka łaska

Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. (J15,5)

Trwanie w Chrystusie to fundament chrześcijańskiego życia, stanowiący niewyczerpane źródło duchowej siły, pokoju i przemiany.

​Najpełniejszy obraz tej rzeczywistości odnajdujemy w Ewangelii według świętego Jana, gdzie Jezus posługuje się wymownym obrazem krzewu winnego i latorośli. W dwudziestym piątym rozdziale słyszymy Jego zapewnienie: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trzyma się winnego krzewu, tak i wy, o ile nie trwacie we Mnie” (J 15, 4).

​To zjednoczenie przynosi konkretne owoce, o których apostoł Paweł pisze w Liście do Galatów, wymieniając owoc Ducha: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Człowiek, który przez akt wiary przyjmuje łaskę, staje się uczestnikiem Bożej natury, przestając polegać wyłącznie na własnych siłach. Jak zauważa sam Paweł: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20).

​Konsekwencją tego trwania jest również dar przezwyciężania lęku przed próbami i cierpieniem. Świat doświadczany jest często jako miejsce burzliwe i niepewne, jednak w Pierwszym Liście Jana czytamy o niezachwianej pewności płynącej z tej relacji: „Kto zachowuje Jego przykazania, trwa w Nim, a On w nim; a to, że On w nas trwa, poznajemy dzięki Duchowi, którego nam dał” (1 J 3, 24).

​Refleksję tę pogłębia nauczanie świętego Jana Pawła II, który wskazywał, że trwanie w Chrystusie nie jest ograniczeniem ludzkiej wolności, lecz absolutnym warunkiem jej rozwoju i pełni życia. Papież podkreślał, że stwórcza miłość Boga szuka ludzkiego serca, które w wolności odpowie na ten dar, a odcięcie od tego Boskiego źródła prowadzi człowieka i całe społeczeństwa do kryzysu sensu. Dla polskiego papieża postawa ta streszczała się w całkowitym zawierzeniu łasce, co wyraził zawołaniem Totus Tuus.

​Życie świętych stanowi wspaniałą ilustrację tego, jak ta biblijna zasada, przekłada się na codzienną rzeczywistość. Ukazują oni, że owo zjednoczenie z Bogiem przyjmuje różnorodne formy, lecz zawsze opiera się na harmonii między Bożym wezwaniem a ludzkim zaangażowaniem. Święty Franciszek z Asyżu odnalazł klucz  do trwania w Chrystusie w radykalnym ogołoceniu i ukochaniu ubóstwa, widząc w każdym człowieku i elemencie przyrody odbicie Bożej chwały. Święta Teresa z Lisieux ukazała natomiast „małą drogę” duchowego dziecięctwa, polegającą na powierzaniu się Bogu w najdrobniejszych sprawach codzienności, co udowadnia, że bliskość Pana jest dostępna w ukryciu domowego zacisza. Z kolei święty Augustyn z Hippony, po latach poszukiwań prawdy w ziemskich rozkoszach, doświadczył przełomu, kierując swój intelekt i wolę ku Bogu jako źródłu każdego dobra. Wreszcie święta Faustyna Kowalska doświadczała tej tajemnicy poprzez poufną rozmowę z Miłosiernym Jezusem i całkowite zaufanie opierające się na prostym akcie zawierzenia. Niezależnie od powołania czy epoki, przykłady te pokazują, że trwanie w Zbawicielu rodzi owoce świętości przemieniające świat od wewnątrz.

​Trwanie w Chrystusie  otwiera  wiernego na perspektywę życia, które nie kończy się wraz ze śmiercią, lecz trwa na wieki w chwale Ojca.

 

 

 

Trójca Przenajświętsza w naszym życiu

Dzięki Bogu mogę cofnąć się pamięcią do czasu, gdy miałam dwa i pół latka. Napisałam dzięki, Bogu, bo przecież sama z siebie nie miałabym pamięci. Co się wtedy wydarzyło? Moja mama przedstawiła mi mojego braciszka. Uśmiechnięta serdeczna, trzymająca go na swoich rękach, powiedziała: to twój braciszek… – pobaw go. Bawienie go sprawiało jej wielką radość i niewykluczone, że chciała się ze mną tym podzielić, a ja na to nic jej nie odpowiedziałam, ale zapamiętałam, co pomyślałam: jak ja go pobawię? Przecież ja jestem dzieckiem.

Niewykluczone, że mama pomyślała o tym podobnie, bo ani na chwilę nie przestawała go bawić. Cieszyła się i cieszyła, a ja nie przypominam sobie, bym widziała w moim dzieciństwie podobną sytuację.

Ona, młoda, szczupła, wysoka kobieta, urodziła piąte z kolei dziecko, mimo że nie miała z mężem własnego mieszkania, ale miała to, co jest najważniejsze – wartości duchowe, które górowały nad materialnymi.

Ona była promienna dzięki Bogu, który jest żrodlem wszelkiego dobra. Miłość do dzieci nie wzięła się sama z siebie. Promieniowała nią bezpośrednio na mnie w każdym okresie mojego życia. Także wtedy, gdy wróciła ze szpitala i witała się ze mną, widząc mnie wychudzoną, z obciętymi włosami, mówiąc do mnie czułym głosem, że jestem bardzo mizerna.
Niewykluczone, że jako dziecko więcej słuchałam niż mówiłam. I sprzyjało to refleksji o Bogu. Dzięki Bogu. Bo bez Niego nic nie możemy uczynić.

Trójca Święta żródłem jedności

To właśnie w Trójcy Świętej wszystko znajduje swoją jedność. Ten wymiar życia chrześcijańskiego i misji jest mi szczególnie bliski i znajduje swoje odzwierciedlenie w słowach św. Augustyna, które wybrałem (jako motto) mojego posługiwania biskupiego, a teraz papieskiego: In Illo uno unum” (Ojciec Święty Leon XIV)

Co się dzieje, jeśli tkwimy w Bogu? Stanowimy jednego z Nim ducha i w ten sposób  wchodzimy do owej tajemnicy Bóstwa, powtarzając za Psalmistą: „Ustaje moja dusza dążąc ku Twemu zbawieniu”(Psalm 119,81). Skokiem kontemplacji przekraczamy wszystkie przeciwności na naszej drodze, wzbijając się do szczytów. Idziemy do Boga  nie przez wałęsanie się,  lecz przez milość. Naszą  drogą jest  nasza  wola, kochając wstępujemy, zaniedbując się- zstępujemy; jeśli kochamy Boga, stojąc na ziemi przebywamy w niebie. (S.Augustinus, In Psalmum 75).

„Chrystus jest naszym Zbawicielem a w Nim stanowimy jedno: rodzinę Bożą ponad bogatą różnorodnością naszych języków, kultur i doświadczeń”( Leon XIV, Moc Ewangelii, s.77).

Nasz duch na różne sposoby przebywa w  wewnętrznym mieszkaniu Chrystusa. Co należy przez to rozumieć? W związku z tym przywołam na pamięć słowa apostoła podkreślające, że w Panu Jezusie są wszystkie skarby mądrości umiejętności ukrytego Boga ( zob. Kol 2,3). Czy każdy z nas może to zrozumieć – zbadać i wypowiedzieć wielkość i mnóstwo bogactw oraz rozkoszy tego wewnętrznego mieszkania? Chyba tylko ci, którzy oświeceni przez wiarę i rozpalenie przez miłość będą starali się mieszkać w nim i nauczą się tego wszystkiego przez doświadczenie. „Jeśli ktoś dojdzie do tego, że w jakimś momencie zostanie porwany i ukryty w tej tajemnicy, w tym sanktuarium Boga tak, że nikt nie może go stamtąd odwołać ani zakłócić mu tam w pokoju, że nie odczuwa działania zmysłów, niepokoju, troski lub poczucia winy, albo też nie widzi obrazów rzeczy materialnych, ten słusznie będzie mógł pochwalić się, mówiąc: „Wprowadził mnie król do swojej komnaty”(Pnp 1,4). A pan podziwu zawoła: prawdziwie spokojne jest to miejsce, słusznie nazwane przeze mnie komnatą. Przebywa w nim Bóg nie zagniewany i niezatroskany ; tu można doświadczyć działania jego dobrej, łaskawej i doskonałej woli. Taka wizja nie przestrasza, ale raczej delikatnie unosi, nie podnieca próżnej ciekawości, ale ją uspokaja, nie męczy zmysłów, lecz je wycisza kropka tu naprawdę odpoczywający Bóg odpoczywa, spokojny Bóg wszystko uspokaja a wpatrywanie się w Odpoczynek jest odpocznieniem ( Por. S. Bernardus, Super Cantica, dz.cyt.,149.26).

Wchodzący do wnętrza tej komnaty i zamieszkujący w niej, stają się wielkimi przez wiarę i miłość: słyszą i oglądają wielkie rzeczy, gdyż zostali wprowadzeni do pełni wiecznych  rzeczywistości i do ukrytych w nich Bożych skarbów.

Święty Bernard wyjaśnia, którzy ludzie stają się godni, by wejść do pełni Boga i którym ludziom Bóg, Pan wszelkiej wiedzy, niczego nie ukrywa z tego, co znajduje się w skarbcach Mądrości.  Chodzi o tych, którzy są doskonali w wierze i miłości i o tych, którzy bardzo pragną prawdy, poczytują sobie wszystko za nic.  Chodzi o  rodzaj mądrych duchów, które  zobaczą, kto wyjdzie im  naprzeciw  i kto  obdarzy ich swoim światłem i swoją prawdą, udoskonali ich działanie, doprowadzając i wprowadzając ich na  swoją świętą górę do swoich namiotów. Zobaczą Wielkiego Oblubieńca- Króla w całej jego piękności, idącego na przodzie ku zielonym pastwiskom, ku kwiatom róż i bogactwem spiżarni , ku  źródlanym zapachom a w końcu – wchodzącego do samego tajemnego wnętrza komnaty.  Oto pastwiska życia przygotowane dla pokrzepienia świętych duchów. Błogosławiony człowiek, który  nimi zaspokoił swoje pragnienia.

Znaczące z tej kwestii są słowa świętego Grzegorza: „Duch kochającego zostaje często napełniony darem takiej kontemplacji, iż może oglądać to, czego nie może wyrazić słowem. Jeśli nie będzie mógł tego wyrazić słowem, przynajmniej jak drugi Mojżesz powracając z obcowania z Panem potwierdzi to na sobie, na swoim ciele i duszy, przez pewne  znaki oraz dowody świadczące o tym, że przebywał w krainie Światła” (Zob. S.Gregorius, In Ezechielem II, Homil.6,n.l;PL76,998B).

Co się dzieje,  gdy serce nasze, czyli nasz duch, zacznie  się rozpływać przez długie, leniwe siedzenie, staje się jakby rozdzielony według ilości rzeczy których pożąda? Odpowiedź znajdujemy u Hugona:  „Skutkiem tego powstaje ruch bez stałości i zaczyna się praca bez spokoju oraz bieg bez końca. Duch  bowiem tak długo jest niespokojny, dopóki nie zacznie tkwić tam, gdzie cieszyć się może całkowitym spełnieniem pragnienia, wierząc i pokładając nadzieję w tym, co kocha” ( Hugo, De arca, dz. cyt.,Prol.;PL176, 619).

Gdy duch ludzki  jest obciążony nieuporządkowaną  miłością, oddala się od rzeczy niebieskich ale go nie przez jakieś drogi nieprawości do rzeczy czasowych staczając się „w dół”.

Przeciwnie, gdy duch ludzki jest uporządkowany przez miłość do rzeczywistości wiecznych, to jako   lekki wznosi się w górę drogami prawdziwego pokoju  do tych właśnie rzeczywistości.

Duch ludzki -jak czytamy u Świętego Augustyna-istnieje między dwoma krańcami, w kierunku których może się poruszać i do nich zdążać. Są nimi: Bóg na szczycie i świat na dole. Bóg jako niezmienny swojej wieczności. Uzasadnienie tego znajdujemy u Boecjusza, który twierdzi: „Wieczność polega na doskonałym posiadaniu nieograniczonego życia, jakie nie przysługuje żadnemu stworzeniu, a tylko jedynemu Bogu. Świat natomiast naznaczony biegiem zmienności zawsze jest niestały, dlatego jego miarą jest czas, będący miarą ruchu zmiennych, nietrwałych rzeczy, następujących po sobie, stąd określamy je jako rzeczy czasowe „( Boethius, de consolatione philozophiae, Bo,6. W Corpus Christianorum, Series Latina. Turnholti 1954, XCIV,101; Antologia mistyków franciszkańskich, s.50,51,54).

Kolejne pytanie: Co się dzieje jeśli duch ludzki wzniesie się ponad rzeczy ziemskie i ponad rozproszenie? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy u Świętego Augustyna, który pisze:

„Jeśli duch ludzkie wzniesie się ponad rzeczy ziemskie i ponad rozproszenie, to wówczas powoli scalając się w jedność nauczy się być sobą. I o tyle pełni stanie się jednością, o ile bardziej wznosił się będzie do niej przez pragnienie i poznanie, aż w końcu stanie się całkowicie niezmienny i dojdzie do owej prawdziwej jedynej niezmienności która jest w Bogu, by już bez wszelkiej zmienności odpoczywać na wieki znalazłszy się w sposób doskonały we wnętrzu Pana”.

Drogami wieczności, prowadzącymi do wewnętrznej tajemnicy wiecznego mieszkania Boga, są:

Właściwa intencja wobec rzeczywistości wiecznych. Intencja wskazuje nam cel działania i cel drogi. Pisze o tym Święty Grzegorz: „Intencja zanim urzeczywistni się w działaniu, już kontempluje to, czego pragnie. Gdy intencja towarzyszy naszemu działaniu, wówczas każda czynność idzie za swoją intencją jakby za patrzącym okiem „(Zob. S. Gregorius, Moralia, dz.cyt. XXVII,c.12;PL 76,466B.).

Zatem droga intencji powinna poprzedzać inne drogi.  „We wszystkich naszych działaniach powinniśmy pilnie pamiętać o naszej intencji, by duch nie pragnął w tym, co czyni, niczego, co jest zmienne. Niech cały zakotwicza się wieczności, Bo jeśli gmach naszego działania postawiony będzie poza fundamentem, to całe działanie może pójść na marne. Największe czyny stają się bezwartościowe, jeśli intencje naszych serc nie są ukierunkowane na wieczność” (S. Gregorius, Moralia, XII, co.61;PL75,1015D.).

Skoro mowa o intencji, warto zastanowić się nad tym,  czym ona  jest  i z jaką władzą jest związana? W odpowiedzi na to pytanie możemy posłużyć się wypowiedzią św. Anzelma:”Wola jest władzą poruszającą samą siebie oraz wszystkie inne narządy i narzędzia, którymi się posługujemy i które są częścią nas, na przykład ręka, język, wzrok i inne tego rodzaju, lub które są poza nami, na przykład pióro do pisania, siekiera itp. Ponieważ Wola jest źródłem wszystkich świadomych poruszeń, a sama porusza się do upragnionego celu za pomocą swoich aktów, dlatego jej jedynie należy przypisać akt intencji we właściwym i zasadniczym sensie, nie wyłączając oczywiście działania rozumu, czyli kierującego umysłem. Pamiętaj więc, że taka intencja nie rodzi się bez pragnienia miłości. Im większa jest miłość celu, tym bardziej intencja pobudza do osiągnięcia go. To miłość więc pobudza do osiągnięcia upragnionego celu, a intencja kieruje i rozrządza wszystkim, dzięki czemu miłość może osiągnąć ten upragniony cel. Glossa do słów: „… W sidle, przez nich zastawionym „(Psalm 9,16), dodaje 'uwięzła ich noga, a nogą duszy jest miłość. Przez nią dusza jest poruszana w kierunku celu, jakby do kresu, do którego dąży, to znaczy do miłości dobrej lub złej i cieszy się, gdy dojdzie do niej kropka miłość zaś jest aktem woli'” (S. Anselmus, De concordia praescientiae et praedestinationis et gratisem Dei cum libero arbitrów,w.3,co.11.W: Opera omnia, es. F.S. Schmitt, I-VI Secovii-Romae-Edimburgi 1938-1961,II, 283.

Święty Grzegorz pisze: „Jak światłem ciała jest oko cielesne, przyświecające całemu ciało, tak dzięki intencji rozświetlane są drogi działania. Mówi bowiem Pan: '… I jak gdyby światło oświecało cię nowym blaskiem’ (Łk11,36) ( S. Gregorius, Moralia, XXVIII,co.30;PL76,855B.);

Jakie intencje są właściwie? U Hugona czytamy:” kiedy serce człowieka, najpierw przez miłość Bożą utrwalone w wieczności w umiłowaniu „tylko jednego” (Łukasz 10,42) zaczyna się rozpływać w ziemskich pragnieniach, wówczas staje się rozdarte na tyle części, ile jest rzeczy przez nie pożądanych. Zatem różnorodność pożądania, czyli miłość warunkuje różnorodność intencji „(Hugo, De arca, dz.cyt.,Prol.;PL 176,619). Natomiast święty Bernard wyjaśnia, że „jeśli kochający pożąda rzeczy brzydkich, intencja również będzie brzydka, szpecąc oblicza duszy czy ducha; jeśli zaś będzie pożądał czegoś, co jest szlachetne, to i szlachetną będzie jego intencja „. A ona również wymienia różne intencje w zależności od różnych przywiązaniu uczuciowych.

I tak, święty Bernard wyjaśnia, kiedy intencja jest przewrotna i niegodziwa. Chodzi tu o  intencję, która  ma swoje źródło w woli opanowanej zmysłowością lub w miłości zmysłowej, dążącej do celu przeciwnego celowi ostatecznemu i wiecznemu. Intencją taką kierują się ci, którzy korzystają ze złych przyjemności w rzeczach ziemskich, dla których Bogiem jest brzuch i którzy oddają się obżarstwu, by byli jeszcze bardziej zdolni do czynów rozwiązłości.  Kierują się nią uparcie, trwając w miłości do rzeczy przemijających (S. Bernardos, Super Cantica, Sermo 40, dz.cyt.,II 25,11.).

Innym rodzajem złej intencji  jest intencja obłudna i fałszywa, n.p. taka, która pochodzi z nieszczerej woli, dążącej do Boga pozornie, fałszywie, nieprawdziwie, ze względów ludzkich.

Niewłaściwą intencją jest także intencja  kupiecka i  wypaczona, n.p. taka,  która pochodzi z małodusznej woli, zdążającej do Boga nie z powodu Niego, lecz z powodu potrzeb związanych z doczesnym życiem. Jest ona zwrócona ku sobie. I jako taka nie przystoi  prawdziwym synom. „Syn, który ma poręczenie ducha Świętego, nie szuka ziemskiej nagrody ani zapłaty, lecz zachowuje prawo dziedzica”. Na takiej intencji pisze również święty Bernard: „jeśli intencja kieruje się do Boga wyłącznie z powodu potrzeb związanych z doczesnym życiem, chociaż nie jest wypaczoną z racji nieposiadania domieszki hipokryzji, to jednak z racji mało duszności nazywamy ją ciemną i raczej jest nie do przyjęcia dlatego iż nie szuka Boga z powodu Niego Samego”( S. Bernardus, Super Cantica, j.w.,25,27.).

Te trzy drogi, jako kręte i ziemskie, nie mogą być drogami wieczności.

Intencja właściwe istnieje wówczas, gdy Boga ma na względzie i z powodu niego wiąże się z dobrymi aktami. Jej źródłem nie jest Wola kierowana przez ducha, to znaczy rozpalona żarem bożej miłości. Pobudza ona swoim działaniem intencją do osiągnięcia wiecznego celu kieruje do Boga i nie zezwala jej trwać w czymś innym niż wiecznym Bogu. Znaczące w tej kwestii są słowa Orygenesa: „kto w swoim wnętrzu płonie świętym pragnieniem, gotów jest do spełnienia każdego dobrego czynu, gdyż w jego sercu, to znaczy w jego intencji nie ma nic, co mogłoby przeszkodzić żarliwemu pragnieniu Boga ( Origenes,dz.cyt.,34,230; Antol.,s.56).

– Staranne o nich rozmyślanie;

– Pełne miłości i uczucie w stosunku do nich, wzajemne ich objawienie, doświadczalny przedsmak tych rzeczywistości i ich bożopodobne działanie. 

Koniecznie jest potrzebne nam to, by w jakiś niewypowiedziany sposób wyciszyło się wszelkie ludzkie pragnienie i zostało całkowicie przemienione w Wolę Bożą. W przeciwnym razie, jakżeż Bóg będzie mógł być we wszystkim. 

Kościół jako komunia wierzących, ożywiana przez Ducha Świętego umożliwia nam wejście w  doskonałą komunię i harmonię Najświętszej Trójcy. Przypomina nam o tym ojciec Święty Leon XIV,  że jesteśmy powołani do pielgrzymowania i szerzenia tej wizji Kościoła.

” Jesteśmy  powołani do pielgrzymowania i szerzenia wizji Kościoła jako komunii wierzących, ożywianej przez Ducha Świętego, który umożliwia nam wejście w doskonałą komunię i harmonię Najświętszej Trójcy”.

Pan czeka na nas

Bóg zawsze nas uprzedza, zanim zdamy sobie sprawę, że potrzebujemy codziennego nawrócenia- konkretnej zmiany. Potrzebujemy spotkania z Panem w miejscu, którym jest nasze serce. Serce, które może zdawać się puste, ale czeka na to, aby Bóg je uratował, wypełnił i otoczył troską.

Pascha przygotowana przez uczniów była już w rzeczywistości gotowa w sercu Jezusa. To on wszystko zaplanował, przygotował i postanowił. Jego prośba do swoich przyjaciół jest następująca, aby wykonali to, co do nich należy. To uczy nas, co jest istotne dla naszego życia duchowego. Rozbudza naszą wolność i czyni owocną naszą odpowiedzialność.

Także i dzisiaj potrzeba przygotowania wieczerzy. Gotowości do podjęcia gestu, który nas przerasta. „Eucharystia- według Ojca Świętego Leona- nie jest sprawowana jedynie na ołtarzu, ale także w codziennym życiu, gdzie wszystko można przeżyć jako ofiarę i dziękczynienie”.

Przygotowanie się do celebrowania tego dziękczynienia to pozostawienie przestrzeni- usunięcie wszystkiego, co przeszkadza: nierealnych oczekiwań i pretensji, wszelkich złudzeń, które uniemożliwiają spotkanie.  Złudzenia rozpraszają nas-dążą do osiągnięć. Przygotowania umożliwiają spotkanie zgodnie z Ewangelią, która przypomina nam że prawdziwa miłość to dar wyprzedzający, który się daje, zanim zostanie odwzajemniony. Opiera się na tym, co pragnie się ofiarować. Taki przykład zostawił nam Jezus, kiedy uczniowie i jeszcze nie rozumieli, kiedy jeden zamierzał go zdradzić, a drugi zaprzeć się Go, on przygotowywał dla wszystkich wieczerzę komunii.

Pan wyróżnia i choć wszystkich wzywa, woła zaprasza, to niejednakowo obsypuje swoimi darami.

W Bożych darach pławią się tylko niektórzy – przez Boga wybrani.

Jak Bóg może jednych faworyzować, a innych pominąć, zostawiając ich własnemu losowi?

Jeśli zapytasz o to Boga: Czy i mnie możesz tak łaskawie bez miary obdarować, usłyszysz, że
Bóg odpowiada chętnie z radością.

Jeśli zapytasz Go:
Jak ma wyglądać moje życie, Bóg odpowiada choćby Ewangelią, że będziesz szczęśliwy, gdy będziesz ubogi w duchu; nie będziesz robił wokół siebie szumu, by cię doceniono; gdy będziesz sprawiedliwy, miłosierny; gdy będziesz mieć czyste serce; gdy będziesz się modlił o pokój i zabiegał o niego; gdy ludzie z powodu twej wierności pluć będą ma twój widok i na ciebie; gdy będą cię oczerniać i zrobią z ciebie obywatela gorszej kategorii. Ciesz się i raduj bo hojna nagroda cię spotka. Te dary mogą stać się twoim udziałem.

Od dzisiaj bądźmy zawsze Bogu wierni, za Nim podążając, ufając Jemu bezgranicznie a nie sobie jak bożkowi.

Wiara jako Światło: Analiza Teologiczno-Duchowa od Leona XIII do Współczesności

Temat: Synteza nauczania o wierze w oparciu o encyklikę Lumen fidei, Katechizm Kościoła Katolickiego oraz duchowość zakonną.

​Wstęp: Dokument „na cztery ręce”

​Niniejsze opracowanie stanowi syntetyczną analizę nauczania o wierze, opartego na encyklice Lumen fidei (LF). Dokument ten jest wyjątkowy – napisany wspólnie przez Benedykta XVI i Franciszka, stanowi kulminację wysiłku papieży, by ukazać wiarę jako światło, a nie mrok. Jak czytamy w LF 7, papież Franciszek oficjalnie przyznaje:

„Prawie skończył on [Benedykt XVI] pracę nad pierwszym szkicem encykliki o wierze. Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło”.

 

​1. Chrystus jako Prawdziwe Słońce i „Szukanie Boga we wszystkim”

​Encyklika przypomina, że wiara nie jest mrokiem, ale nowym sposobem widzenia rzeczywistości:

„Chrześcijanie […] nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, którego promienie dają życie” (LF 1).

 

  • Perspektywa Ignacjańska (Jezuicka): Wiara jest tu kluczem do „szukania i znajdowania Boga we wszystkich rzeczach”. Św. Ignacy Loyola uczył, że Boże światło pozwala dostrzec sens tam, gdzie inni widzą chaos.
  • Nauczanie KKK (142): Bóg zwraca się do ludzi jak do przyjaciół. Wiara to odpowiedź na to zaproszenie.

​2. Dialog Wiary z Rozumem: Wspólny Głos Papieży

​W encyklice Lumen fidei (LF 2) czytamy o współczesnym lęku przed światłem wiary, postrzeganym jako ograniczenie wolności. Odpowiedzią Kościoła jest spójne nauczanie kolejnych następców św. Piotra:

  • Leon XIII (Aeterni Patris): Przypomniał, że prawda Objawienia i prawda rozumu mają to samo źródło w Bogu, więc nie mogą się wykluczać.
  • Św. Jan Paweł II (Fides et ratio): Wskazał, że wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku prawdzie.
  • Benedykt XVI: Ostrzegał przed „małymi światełkami” relatywizmu.
  • Perspektywa Franciszkańska: Św. Franciszek uczył, że poznanie musi być ogrzane miłością.
  • Nauczanie KKK (159): Wiara i rozum nie są sprzeczne. Ponieważ ten sam Bóg udziela światła rozumu i zaszczepia wiarę, nie może On zaprzeczyć samemu sobie.

​3. Wiara jako Matka i Wspólnota Kościoła

​Kluczowym elementem rozważań jest definicja wiary wskazująca na jej wspólnotowy charakter. Nikt nie wierzy sam – wiarę otrzymujemy i rozwijamy we wspólnocie:

„Naszym prawdziwym ojcem jest Chrystus, a naszą matką wiara w Niego; rodzi ona nas bowiem do nowego życia” (Lumen fidei 5).

 

​To ujęcie znajduje swój fundament w Katechizmie Kościoła Katolickiego (169):

„Ponieważ Kościół jest naszą Matką, jest on także wychowawcą naszej wiary”.

 

  • Perspektywa Jezuicka: Św. Ignacy podkreślał, że wiara wszczepia nas w misję Kościoła.
  • Perspektywa Franciszkańska: Św. Franciszek pisał, by bracia „wzajemnie szanowali się duchowo i miłowali”, co jest naturalnym owocem wspólnej wiary.

​4. Publiczne Świadectwo i Uleczenie Społeczeństwa

​Wiara popycha do działania w świecie. Leon XIII w encyklice Rerum novarum (16) postawił diagnozę, którą rozwijali kolejni papieże:

„Jeśli się chrześcijaństwu pozwoli uleczyć społeczeństwo, to uleczy je ono nie inaczej, jak tylko przez przywrócenie chrześcijańskiego życia”.

 

​Oto jak ta myśl była kontynuowana w nauce społecznej:

  • Pius XI: Wprowadził zasadę pomocniczości.
  • Św. Jan Paweł II: Rozwinął pojęcie solidarności.
  • Papież Franciszek: W Laudato si’ wskazał na ekologię integralną.
  • Ignacjańskie Magis: Pragnienie czynienia wszystkiego „na większą chwałę Bożą”.
  • Franciszkańskie „Pokój i Dobro”: Św. Franciszek wskazywał: „Prawdziwie są sługami pokoju ci, którzy […] zachowują pokój duszy i ciała”.
  • Nauczanie KKK (153): Wiara jest łaską – nadprzyrodzonym kluczem, który pozwala nam zrealizować nasze powołanie.

​Suplement Praktyczny: Klucz do Zapamiętania

Najważniejsze Tezy Artykułu:

  1. Wiara to Słońce, nie Mrok: Boże światło nie niszczy rozumu, lecz pozwala mu widzieć dalej i głębiej.
  2. Harmonia Skrzydeł: Człowiek potrzebuje zarówno wiary, jak i rozumu, by dotrzeć do prawdy.
  3. Wspólnota rodzi Wiarę: Wiara jest naszą Matką (LF 5), nie wierzymy w izolacji.
  4. Uzdrowienie przez Wartości: Rozwiązanie kryzysów społecznych wymaga powrotu do chrześcijańskiej wizji człowieka.

Wniosek końcowy: Całość tej analizy prowadzi do przekonania, że wiara nie jest ucieczką od świata, ale najgłębszym zaangażowaniem w jego naprawę. To jest właśnie ten klucz, który otwiera drzwi do przyszłości pełnej nadziei.

Spotkanie z młodymi

Wczoraj we śnie ktoś  udzielił  mi błogosławieństwa, a w ciągu dnia rozmowa z  młodymi chłopcami na przystanku, do których podeszłam z zapytaniem, czy mogę o coś poprosić. No i poprosiłam, żeby się nie wyrażali w wulgarny sposób, gdyż w ten sposób udziela się swoich ust złemu duchowi.

Jeden z nich  zareagował na to: zły duch? A kto to jest?

Wyjaśniłam: 

Szatan. To nie bajka:  szatan naprawdę istnieje. I piekło istnieje. 

Młodzieniec odpowiedział mi na to: ” Nie wierzę w szatana, więc dlatego nie pójdę do piekła”. 

Najpierw zaprzeczyłam gestem zdziwienia, jak bardzo się myli. A potem odezwałam się do niego z całym  zrozumieniem  jego problemu i z przekonaniem:

  • Ach to ty tak myślisz. Ale wiedz, że  szatan istnieje niezależnie od tego, czy w to wierzysz czy nie. W piekle jest najwięcej takich, którzy nie wierzą. 
  • „Ale inni też nie wierzą”- odezwał się po namyśle.
  •  Nie bierz z nich przykładu, bo oni sami nie wiedzą, w co wierzą- odpowiedziałam.
  •  Nie wierzą – powiedział te słowa tak, jakby chciał je podkreślić, a przy tym utkwił swój wzrok na swoich kolegach. 
  • „Ja wierzę w Boga”-  energicznie zabrał głos  drugi młodzieniec. Wydawał się mówić z całym przekonaniem, ale ktoś ze stojących młodzieńców zareagował z niedowierzaniem – tak, jakby chciał podważyć jego zdanie. Dlatego odezwałam się do niego: Jeśli wierzysz, to musisz dawać przykład dobrego życia, żeby inni po twoich czynach widzieli, że wierzysz w Boga.

Wreszcie trzeci z młodzieńców wtrącił się do rozmowy, zapytując mnie, co myślę o księdzu, który użył takich słów, a nie powinien. Odpowiedziałam, jak staniesz na Sądzie Bożym to nie będziesz rozliczany z grzechów tego księdza, ale ze swoich grzechów. Po co więc babrać się w czyichś grzechach.

– Ale on nie powinien takich słów użyć – stwierdził trzeci z młodzieńców.

Odpowiedziałam mu na to, że nie słyszałam tej wypowiedzi księdza, ale niezależnie od tego, jak było, trzeba nam pamiętać, że wszyscy ludzie są ułomni.

Wspomniany wyżej młodzieniec  wyraził zdziwienie: „Ależ proszę pani, nie widać tego, że wszyscy są ułomni. To już jest przesada”. 

Nie widać, ale tak jest. Ja powiedziałam w pewnym sensie. Różnica jest taka, że jedni są bardziej ułomni, a inni mniej.

Kim pani jest- zapytał?

Katoliczką – odpowiedziałam. I podeszłam do was z troski, abyście byli szczęśliwi. Tego wam życzę, aby Bóg wam błogosławił, i abyśmy się spotkali w niebie.

Co wydarzyło się potem? Nadjechał  długo oczekiwany przez wielu ludzi tramwaj. I ja  też wsiadłam do niego, gdzie młoda dziewczyna ustąpiła mi miejsca. Dwie zaś niewykluczone, że jej koleżanki, siedzące w pobliżu  niej, co chwilę używały świętego Imienia Jezus. I jak tu nie zareagować, gdy w sercu miłość do Jezusa tak wielka i taka potrzeba. Zapytałam, czy one tak z miłości wymawiają imię Jezus czy bezmyślnie. Aby to rozważyły w duchu i odpowiedziały sobie na to pytanie. Bo jeśli z miłości to wszystko w porządku, a jeśli bezmyślnie, to trzeba Jezusa przeprosić. Zauważyłam, że przysłuchiwała się tej rozmowie starsza kobieta, no i może nie tylko ona.

Zawsze cieszę się z takich okazji, że mogę coś zrobić dla Królestwa Niebieskiego. W mig podejść, zareagować, by pomóc komuś na tej ziemskiej pielgrzymce do Nieba. Moim pragnieniem jest nie przegapić żadnej okazji by wypełnić Wolę Bożą. 

Bogu dzięki i chwała za wszystko.

Wdzięczność jako lekarstwo

​Dlaczego „Dziękuję” ma moc uzdrawiania?
​W świecie zorientowanym na konsumpcję, osiągnięcia i nieustanne dążenie do „więcej”, słowo „wdzięczność” często brzmi jak wyświechtany frazes z poradników motywacyjnych. Jednak nauka i duchowość są w tej kwestii wyjątkowo zgodne: wdzięczność to nie tylko emocja, to potężne narzędzie neurobiologiczne i duchowe, które potrafi realnie odmienić strukturę naszego mózgu i stan naszego ducha. Jak to się dzieje, że wdzięczność uzdrawia?
1. Neurobiologia wdzięczności: Co dzieje się w Twoim mózgu?
​Kiedy szczerze odczuwamy wdzięczność, nasz mózg przechodzi w stan wysokiej efektywności. Badania przy użyciu rezonansu magnetycznego wykazują, że praktykowanie wdzięczności aktywuje obszary mózgu odpowiedzialne za uwalnianie dopaminy i serotoniny – naszych naturalnych „neuroprzekaźników szczęścia”.
​Dopamina: Działa jak system nagrody. Kiedy dziękujemy, mózg mówi: „Zrób to jeszcze raz”, co pomaga budować pozytywne nawyki.
​Serotonina: Stabilizuje nastrój i daje poczucie wewnętrznego spokoju.
​Co więcej, regularna wdzięczność zmniejsza aktywność ciała migdałowatego, które jest centrum dowodzenia strachem i stresem. W praktyce oznacza to, że człowiek wdzięczny staje się bardziej odporny na traumy i trudne sytuacje życiowe.
​2. Psychologiczny mechanizm zmiany: Od braku do obfitości
​Większość z nas cierpi na tzw. negativity bias – ewolucyjną skłonność do skupiania się na tym, co złe, groźne lub niedoskonałe. To mechanizm przetrwania, który w dzisiejszych czasach zamienia się w przewlekły niepokój.
​Wdzięczność jest świadomym przerwaniem tego cyklu. Nie polega ona na naiwnym ignorowaniu problemów, ale na dostrzeżeniu, że obok trudności istnieje dobro.
​Uzdrowienie percepcji: Zamiast widzieć świat jako miejsce niebezpieczne i pełne braków, zaczynamy widzieć zasoby.
​Koniec z porównywaniem się: Wdzięczność jest naturalnym wrogiem zawiści. Jeśli szczerze doceniam to, co mam, tracę potrzebę sprawdzania, co mają inni.
3. Wymiar duchowy: Wdzięczność łączy się z ufnością wobec Boga. „Córko, kiedy przystepujesz do spowiedzi świętej, do tego miłosierdzia mojego zawsze spływa na twoją duszę moją krew i woda, która wyszła z serca mojego (…) Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosiernym. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeśli ufność ich będzie wielka, hojności mojej nie ma granic. Strumienie mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż laska moja odwraca się od nich do dusz pokornych. ( Dz.1602) 

​W pewnej usłyszanej przeze mnie homilii padły słowa o tym, że tym samym językiem modlimy się i pomawiamy innych. Wdzięczność rozwiązuje ten dualizm. Nie da się jednocześnie szczerze dziękować i nienawidzić. Akt podziękowania Bogu jest aktem pokory. Uznajemy w nim, że otrzymaliśmy coś, czego sami nie mogliśmy sobie dać. To „oczyszcza wzrok”, o który prosił psalmista: „Boże, otwórz moje oczy na grzechy, które są przede mną zakryte”. Często tym zakrytym grzechem jest właśnie niewdzięczność i pycha samowystarczalności.
​4. Wdzięczność w relacjach: Balsam na zranienia
​Wiele naszych chorób – tych fizycznych i psychicznych – bierze się z niewybaczenia i żalu. Wdzięczność jest pomostem do wybaczenia. Trudno jest wybaczyć komuś, kto nas zranił, patrząc tylko na ranę. Ale jeśli spróbujemy znaleźć choć jeden aspekt, za który możemy być wdzięczni (nawet jeśli jest to tylko lekcja o własnej sile), proces uzdrawiania serca przyspiesza.
​Wdzięczność uzdrawia relacje, ponieważ zmienia naszą postawę z roszczeniowej („należy mi się”) na darowaną („doceniam, że jesteś”).
Jak zacząć proces uzdrawiania? (Praktyczne kroki)
​Uzdrawianie przez wdzięczność to proces, a nie jednorazowe wydarzenie. Wymaga on tego, co można stwierdzić jednym zdaniem: „Ciągle nad tym pracuję”.
​Dziennik trzech błogosławieństw:
Każdego dnia, najlepiej wieczorem, zapisz trzy konkretne rzeczy z minionego dnia. Nie ogólniki, ale detale: „ciepły promień słońca rano”, „smak jabłka”, „krótka, ale miła rozmowa w kolejce”.
​Radykalna wdzięczność za trudności: Kiedy spotka Cię coś złego, zapytaj: „Za co w tej trudnej sytuacji mogę podziękować? Czego mnie ona uczy?”. To najsilniejsza forma uzdrawiania.
​Listy wdzięczności: Napisz list do kogoś, komu nigdy wystarczająco nie podziękowałeś. Nie musisz go wysyłać (choć warto), sam proces pisania zmienia chemię Twojego organizmu.
​Podsumowanie
​„Wdzięczność uzdrawia”, ponieważ przywraca nas do teraźniejszości. Lęk dotyczy przyszłości, żal dotyczy przeszłości, a wdzięczność dzieje się teraz. Kiedy dziękujesz, Twoja „żywa świątynia” wypełnia się światłem, które rozprasza mrok narzekania i beznadziei. To darmowe, dostępne dla każdego i niezwykle skuteczne lekarstwo. Wystarczy zacząć od jednego, szczerego: „Dziękuję”.

Przejdź do paska narzędzi