Zabezpieczone: Wiara jako światło i relacja w nauczaniu Kościoła
29 niedziela mar 2026
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
≈ Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
29 niedziela mar 2026
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
≈ Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
25 środa mar 2026
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
Wczoraj we śnie ktoś udzielił mi błogosławieństwa, a w ciągu dnia rozmowa z młodymi chłopcami na przystanku, do których podeszłam z zapytaniem, czy mogę o coś poprosić. No i poprosiłam, żeby się nie wyrażali w wulgarny sposób, gdyż w ten sposób udziela się swoich ust złemu duchowi.
Jeden z nich zareagował na to: zły duch? A kto to jest?
Wyjaśniłam:
Szatan. To nie bajka: szatan naprawdę istnieje. I piekło istnieje.
Młodzieniec odpowiedział mi na to: ” Nie wierzę w szatana, więc dlatego nie pójdę do piekła”.
Najpierw zaprzeczyłam gestem zdziwienia, jak bardzo się myli. A potem odezwałam się do niego z całym zrozumieniem jego problemu i z przekonaniem:
Wreszcie trzeci z młodzieńców wtrącił się do rozmowy, zapytując mnie, co myślę o księdzu, który użył takich słów, a nie powinien. Odpowiedziałam, jak staniesz na Sądzie Bożym to nie będziesz rozliczany z grzechów tego księdza, ale ze swoich grzechów. Po co więc babrać się w czyichś grzechach.
– Ale on nie powinien takich słów użyć – stwierdził trzeci z młodzieńców.
Odpowiedziałam mu na to, że nie słyszałam tej wypowiedzi księdza, ale niezależnie od tego, jak było, trzeba nam pamiętać, że wszyscy ludzie są ułomni.
Wspomniany wyżej młodzieniec wyraził zdziwienie: „Ależ proszę pani, nie widać tego, że wszyscy są ułomni. To już jest przesada”.
Nie widać, ale tak jest. Ja powiedziałam w pewnym sensie. Różnica jest taka, że jedni są bardziej ułomni, a inni mniej.
Kim pani jest- zapytał?
Katoliczką – odpowiedziałam. I podeszłam do was z troski, abyście byli szczęśliwi. Tego wam życzę, aby Bóg wam błogosławił, i abyśmy się spotkali w niebie.
Co wydarzyło się potem? Nadjechał długo oczekiwany przez wielu ludzi tramwaj. I ja też wsiadłam do niego, gdzie młoda dziewczyna ustąpiła mi miejsca. Dwie zaś niewykluczone, że jej koleżanki, siedzące w pobliżu niej, co chwilę używały świętego Imienia Jezus. I jak tu nie zareagować, gdy w sercu miłość do Jezusa tak wielka i taka potrzeba. Zapytałam, czy one tak z miłości wymawiają imię Jezus czy bezmyślnie. Aby to rozważyły w duchu i odpowiedziały sobie na to pytanie. Bo jeśli z miłości to wszystko w porządku, a jeśli bezmyślnie, to trzeba Jezusa przeprosić. Zauważyłam, że przysłuchiwała się tej rozmowie starsza kobieta, no i może nie tylko ona.
Zawsze cieszę się z takich okazji, że mogę coś zrobić dla Królestwa Niebieskiego. W mig podejść, zareagować, by pomóc komuś na tej ziemskiej pielgrzymce do Nieba. Moim pragnieniem jest nie przegapić żadnej okazji by wypełnić Wolę Bożą.
Bogu dzięki i chwała za wszystko.
19 czwartek mar 2026
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
≈ Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
17 wtorek mar 2026
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
≈ Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
28 sobota lut 2026
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
Dlaczego „Dziękuję” ma moc uzdrawiania?
W świecie zorientowanym na konsumpcję, osiągnięcia i nieustanne dążenie do „więcej”, słowo „wdzięczność” często brzmi jak wyświechtany frazes z poradników motywacyjnych. Jednak nauka i duchowość są w tej kwestii wyjątkowo zgodne: wdzięczność to nie tylko emocja, to potężne narzędzie neurobiologiczne i duchowe, które potrafi realnie odmienić strukturę naszego mózgu i stan naszego ducha. Jak to się dzieje, że wdzięczność uzdrawia?
1. Neurobiologia wdzięczności: Co dzieje się w Twoim mózgu?
Kiedy szczerze odczuwamy wdzięczność, nasz mózg przechodzi w stan wysokiej efektywności. Badania przy użyciu rezonansu magnetycznego wykazują, że praktykowanie wdzięczności aktywuje obszary mózgu odpowiedzialne za uwalnianie dopaminy i serotoniny – naszych naturalnych „neuroprzekaźników szczęścia”.
Dopamina: Działa jak system nagrody. Kiedy dziękujemy, mózg mówi: „Zrób to jeszcze raz”, co pomaga budować pozytywne nawyki.
Serotonina: Stabilizuje nastrój i daje poczucie wewnętrznego spokoju.
Co więcej, regularna wdzięczność zmniejsza aktywność ciała migdałowatego, które jest centrum dowodzenia strachem i stresem. W praktyce oznacza to, że człowiek wdzięczny staje się bardziej odporny na traumy i trudne sytuacje życiowe.
2. Psychologiczny mechanizm zmiany: Od braku do obfitości
Większość z nas cierpi na tzw. negativity bias – ewolucyjną skłonność do skupiania się na tym, co złe, groźne lub niedoskonałe. To mechanizm przetrwania, który w dzisiejszych czasach zamienia się w przewlekły niepokój.
Wdzięczność jest świadomym przerwaniem tego cyklu. Nie polega ona na naiwnym ignorowaniu problemów, ale na dostrzeżeniu, że obok trudności istnieje dobro.
Uzdrowienie percepcji: Zamiast widzieć świat jako miejsce niebezpieczne i pełne braków, zaczynamy widzieć zasoby.
Koniec z porównywaniem się: Wdzięczność jest naturalnym wrogiem zawiści. Jeśli szczerze doceniam to, co mam, tracę potrzebę sprawdzania, co mają inni.
3. Wymiar duchowy: Wdzięczność łączy się z ufnością wobec Boga. „Córko, kiedy przystepujesz do spowiedzi świętej, do tego miłosierdzia mojego zawsze spływa na twoją duszę moją krew i woda, która wyszła z serca mojego (…) Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosiernym. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeśli ufność ich będzie wielka, hojności mojej nie ma granic. Strumienie mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż laska moja odwraca się od nich do dusz pokornych. ( Dz.1602)
W pewnej usłyszanej przeze mnie homilii padły słowa o tym, że tym samym językiem modlimy się i pomawiamy innych. Wdzięczność rozwiązuje ten dualizm. Nie da się jednocześnie szczerze dziękować i nienawidzić. Akt podziękowania Bogu jest aktem pokory. Uznajemy w nim, że otrzymaliśmy coś, czego sami nie mogliśmy sobie dać. To „oczyszcza wzrok”, o który prosił psalmista: „Boże, otwórz moje oczy na grzechy, które są przede mną zakryte”. Często tym zakrytym grzechem jest właśnie niewdzięczność i pycha samowystarczalności.
4. Wdzięczność w relacjach: Balsam na zranienia
Wiele naszych chorób – tych fizycznych i psychicznych – bierze się z niewybaczenia i żalu. Wdzięczność jest pomostem do wybaczenia. Trudno jest wybaczyć komuś, kto nas zranił, patrząc tylko na ranę. Ale jeśli spróbujemy znaleźć choć jeden aspekt, za który możemy być wdzięczni (nawet jeśli jest to tylko lekcja o własnej sile), proces uzdrawiania serca przyspiesza.
Wdzięczność uzdrawia relacje, ponieważ zmienia naszą postawę z roszczeniowej („należy mi się”) na darowaną („doceniam, że jesteś”).
Jak zacząć proces uzdrawiania? (Praktyczne kroki)
Uzdrawianie przez wdzięczność to proces, a nie jednorazowe wydarzenie. Wymaga on tego, co można stwierdzić jednym zdaniem: „Ciągle nad tym pracuję”.
Dziennik trzech błogosławieństw:
Każdego dnia, najlepiej wieczorem, zapisz trzy konkretne rzeczy z minionego dnia. Nie ogólniki, ale detale: „ciepły promień słońca rano”, „smak jabłka”, „krótka, ale miła rozmowa w kolejce”.
Radykalna wdzięczność za trudności: Kiedy spotka Cię coś złego, zapytaj: „Za co w tej trudnej sytuacji mogę podziękować? Czego mnie ona uczy?”. To najsilniejsza forma uzdrawiania.
Listy wdzięczności: Napisz list do kogoś, komu nigdy wystarczająco nie podziękowałeś. Nie musisz go wysyłać (choć warto), sam proces pisania zmienia chemię Twojego organizmu.
Podsumowanie
„Wdzięczność uzdrawia”, ponieważ przywraca nas do teraźniejszości. Lęk dotyczy przyszłości, żal dotyczy przeszłości, a wdzięczność dzieje się teraz. Kiedy dziękujesz, Twoja „żywa świątynia” wypełnia się światłem, które rozprasza mrok narzekania i beznadziei. To darmowe, dostępne dla każdego i niezwykle skuteczne lekarstwo. Wystarczy zacząć od jednego, szczerego: „Dziękuję”.
01 niedziela lut 2026
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
„Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem”/Iz53,3/
Jezus dał nam poznać całą prawdę zawartą w słowach: „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich „/Jan 15,13/. Jezus, odwieczny Syn Boga zjednoczony z Nim w wiecznej chwale, stając się człowiekiem, wstąpił na drogę krzyża, wybrał cierpienia i fizyczne, i moralne, które towarzyszyły Mu do śmierci: wszystko co uczynił, było z miłości do wszystkich ludzi, aby pokazać im swoją miłość, zadośćuczynić za ich grzechy i z rozproszenia doprowadzić nas do jedności /por. Jan 11,52/. Jego miłość była odbiciem miłości Boga do ludzi. On pierwszy nas ukochał, a źródłem duchowej regeneracji i sakramentalnej siły, niezbędnej do zmagania się z naszą podatnością na grzech i przeciwności losu, jest religijna i ludzka wartość spowiedzi.
Spowiedź jako łaska i przebaczenie jest niezwykłą szansą daną nam przez Boga nawet dostanie się z duchowego niżu i rozpoczęcie życia na nowo..
Poziom 1 Pierwszym argumentem, wg św Tomasza, który wyjaśnia wyzwolenie człowieka przez mękę śmierć Chrystusa, jest fakt, że „człowiek dzięki niej poznał, jak bardzo BOGA go kocha. Poznanie to wywołało z kolei miłość człowieka ku Bogu, a na tym polega pełnia zbawienia” (por. 7 Tomasz z Akwinu, Sumama theologiae, III, q.46,3). W tym miejscu Święty Doktor przybliżył nam słowa świętego Pawła Apostoła: „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość (właśnie) przez to, że Chrystus umarł za nas, gdybyśmy byli i jeszcze grzesznikami „(Rz 5, 8).
W świetle tej tajemnicy możemy sobie uświadomić, że cierpienie i śmierć stały się dzięki Chrystusowi zachętą, bodźcem, powołaniem do miłości bardziej wielkodusznej, takiej, jaką możemy dostrzec w życiu licznych świętych, których słusznie możemy nazwać „bohaterami Krzyża”, oraz w życiu ludzi i znanych, i nieznanych, którzy potrafią uświęcić ból, stając się świadkami Chrystusa i odbiciem Jego bolesnego oblicza. W ten sposób jednoczą się z Chrystusem, z Jego ofiarą odkupieńczą.
Zatem w swoim człowieczeństwie złączonym z Bóstwem, które dzięki całemu bogactwu miłości i posłuszeństwa, mogło pojednać z Bogiem, Chrystus został ustanowiony jedynym pośrednikiem między ludzkością i Bogiem. Na poziomie daleko wyższym niż wszyscy święci, których prosimy o pośrednictwo i o pomoc.
Stajemy więc w obliczu Jezusa Chrystusa, który umarł dla nas z miłości i w ten sposób nas zbawił.
Święta Katarzyna Sieneńska porównała Go do „mostu nad światem”. I rzeczywiście tak jest, ponieważ przez Niego wnoszą się do Ojca wszystkie nasze pragnienia, westchnienie i błagania o wyzwolenie i poprzez Niego spływają na ludzi wszelkie dary nieba.
Wraz ze „Świętymi Krzyża” bądźmy nieustannie skupieni wokół naszego pełnego słodyczy, miłosiernego Odkupiciela, którego Serce jest źródłem naszej nadziei i pokoju.
31 środa gru 2025
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
Nowy Rok to następna tajemnica naszego życia na tym świecie. Kolejny dar od Boga na realizację naszego powołania do świętości. I czas zrozumienia głębiej, kim jest drugi człowiek, człowiek potrzebujący- bliźni.
Drugi człowiek to dar miłości Chrystusa, wyzwanie dla naszej i wiary, i miłości, i powołania, i posłannictwa.
Drugi człowiek to mój brat, siostra- bliźni, z którym identyfikował się Chrystus, mówiąc: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko. co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”(Mt 25,40).
Drugi człowiek jest tym, którego powinniśmy kochać tak, jak Jezus nas ukochał ( por. Mt 22, 34-40).
Drugi człowiek jest sposobnością miłowania Boga.
Drugi człowiek to ten, który stoi przede mną; z jego powodu będziemy albo nagrodzeni albo oskarżeni(por. 25,31-46).
Drugi człowiek jest „przestrzenią życiową” naszej wiary, naszego życia albo też i śmierci, miłości lub nienawiści, służby lub panowania nad nim.
„Z perspektywy wiary, oświeceni przez Jezusa Chrystusa, napełnieni darami Ducha Świętego, możemy powiedzieć, że dla nas drugi człowiek to Jezus Chrystus! ( Matka Teresa, Lush GJERGII, s. 92).
Każdy człowiek ma swoją drogę w życiu i powinien nią iść. Wielu zastanawia się nad swoim powołaniem. Zastanawiała się także młoda Ganxhe Bojaxhiu, modliła się, pościła, szukała rady i pomocy u rodziców i przyjaciół. Pewnego dnia zapytała spowiednika: „Ojcze, jak mogę się dowiedzieć, czy Bóg mnie powołuje i do czego mnie powołuje?”. On jej odpowiedział: „Córko moja, z radości, ze szczęścia. Najlepszym sprawdzianem twojego powołania jest to, że jesteś szczęśliwa na myśl, że Bóg cię powołuje. Głęboka, prawdziwa radość jest jak busola, która wskazuje kierunek życia. Tak też trzeba się zachowywać, gdy droga nie jest jasna, a ścieżka jest trudna”.
Świadectwo Lorenca Antonio:”Ganxhe, przed podjęciej ostatecznej decyzji, czy zostać siostrą zakonną czy też nie, powiedziała do mnie: „Jadę do Letnicy na około dwa miesiące”. Był to rok 1927. Odprawiła tam rekolekcje, które powtórzyła tam jeszcze raz w roku 1928. Był tam także nasz chór i młodzież katolicka ze Skopje, jak również młodzież z innych parafii. Ganxhe czuła się tam bardzo dobrze, była spokojna, uśmiechnięta, powiedziałbym pełna entuzjazmu. W letnicy nic mi nie mówiła, ale zauważyłem, że coś się wydarzyło. Po powrocie do Skopje- o ile dobrze pamiętam, było to 20 sierpnia 1928 roku- zwierzyła mi się: Lorenc, albo jak mnie nazywała Lenci – wreszcie przed Matką Boską Czarnogórską podjęłam decyzję: pojadę na misje i poświęcę się całkowicie Bogu dla zbawienia dusz! W uroczystość Wniebowzięcia Maryi poprosiłam Matkę Boską Letnicką o Jej matczyne błogosławieństwo: Matko Boża, pomóż mi zrealizować plany i wolę Pana Boga, tak jak Ty to uczyniłaś. Towarzysz mi w czasie tej długiej i nieznanej podróży. Wyruszam z Tobą, moja Matko… Nie wiem, jakie będzie moje przyszłe życie, moja praca, moje posłannictwo. Bardzo pragnęłam poświęcić się muzyce… Wiesz dobrze, jak bardzo lubię muzykę, śpiew – i będę je nadal lubiła, śpiewając na cześć Pana. Lubiłam także literaturę, a szczególnie poezję…”.
Tutaj wyznała mi, że miała cały zeszyt zapisany wierszami…” Kto wie, czy będę mogła je nadal pisać czy czytać”- powiedziała mi. ” Chciałam być nauczycielką, mistrzynią, wychowywać młode pokolenia, poświęcić się pracy w szkole. Teraz, jak widzisz nie będę mogła zrealizować tych wszystkich pragnień… Jedno jest pewne i to mi wystarczy: wiem, że Pan mnie powołuje i to mi wystarczy: wiem, że Pan mnie powołuje, kocha mnie, prowadzi mnie ku powołaniu misyjnemu. Teraz jest to moją jedyną pewnością”. (Matka Teresa, Lush GJERGII, s.64-65) Kontynuuj czytanie
13 sobota gru 2025
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
Okres adwentu jest czasem uważności na znaki spotkania Boga w różnych codziennych sytuacjach. W ciszy, zwyczajności, przy stole, w trosce, w słowach, które bolą, ale są konieczną prawdą. Jak ten głos rozpoznać? Bóg mówi: chodź pokażę ci drogę, która cię ocali, prowadzi, podpowie. Każdy człowiek ma pomysły, ale Bóg przez słowo, przez człowieka, szepce: to jest ta droga. Pytanie, czy nie zagłuszamy tego głosu przez nasze ambicje i powody do niezadowolenia.
Znaczące w tej kwestii jest zdanie św. Ignacego Loyoli:
Narzekanie to jedno z ulubionych narzędzi złego ducha. Narzekanie zamyka serce na obecność Boga. Wtedy nie dostrzegamy dobra. Narzekanie bowiem jest jak mgła, która zasłania Boże działanie. Jana Chrzciciela i Jezusa odrzucono, bo nie pasował do ludzkich oczekiwań. Bywa, że prorokiem jest dziecko, ktoś zraniony, koleżanka z pracy, bezdomny. Bóg w tych, których łatwo można zlekceważyć. Jeśli patrzymy na to, co kiedyś ktoś powiedział, to wtedy wiara staje się zwyczajem, rytuałem, tradycją.
Czy potrafimy dać Bogu przestrzeń? Adwent jest jak rekolekcje. Byśmy zobaczyli Boga w ciszy, w drugim człowieku, w czyimś uśmiechu, w swojej codzienności, w różnych sytuacjach. Byśmy święcili Jego Imię. Byśmy Go poznawali i byli dobrym przykładem dla innych.
Pomocą w rozpoznawaniu Boga jest otwarte serce i współpraca z Bogiem, każdy gest miłości. Im jest ich więcej, tym bardziej zbliżamy się do Niego i dociera do nas fakt, jak wielką jesteśmy rodziną, jak wielki jest Bóg, który stworzył nas na swój obraz i podobieństwo.
Dobrze jest prosić Pana Boga o pamięć, abyśmy do końca życia żałowali za grzechy. Widać, jaki problem z brakiem pamięci mają ludzie, przebywający w Domach Opieki Społecznej. Problem, gdyż nie mogą się wyspowiadać.
Potrzebna jest pamięć i do tego, aby pomagać innym w rozpoznawaniu Boga. Nieustannie pamiętać, żeby się Bogu we wszystkim podobać. Sprzyja to rozmowom z innymi ludźmi. Mam tu na myśli i wczorajsze wydarzenie:
Zatrzymałam się także wczoraj, gdy zobaczyłam młodą dziewczynę z papierosem w towarzystwie kilku osób. Zapytałam, czy mogę ją o coś poprosić. Zdecydowanie odpowiedziała, że nie. Ale stojący naprzeciwko niej młodzieniec wyraził swoje zainteresowanie, co chciałam powiedzieć. Kiedy już o tym powiedziałam, żeby nie paliła papierosów, dostrzegłam zadowolenie u wspomnianej wyżej dziewczyny i podałam powody, z których jako najważniejszy wymieniłam, aby się Panu Bogu podobać.
Wspomniany przeze mnie młodzieniec powiedział, że jest niewierzący. Wskazałam więc na przyczynę jego niewiary, mówiąc: Trudno jest ci powiedzieć, że jesteś wierzącym, ponieważ nabroiłeś, a wierzący człowiek nie broi, bo ma zasady. Odezwał się na to: Ależ proszę pani, człowiek niewierzący też postępuje moralnie. Odpowiedziałam na to: Jakie może być moralne postępowanie, gdy ktoś nie uważa grzechów za grzechy, bo jest niewierzący. Gdyby przyszło mi zaufać człowiekowi, to wolałabym zaufać wierzącemu niż niewierzącemu. Człowiek wierzący współpracuje z Bogiem, cieszy się Jego pomocą, łaskami, a niewierzący odrzuca Boga i zamyka się na Jego pomoc, na Jego łaski. Ja też byłam w waszym wieku, ale była bardzo pobożna. Aż tak, że w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że Pan Jezus mi we wszystkim pomaga. I podałam przykład, jak to było w moim życiu przed maturą, kiedy to dzięki Bożej łasce poznałam temat, jaki miał być na maturze. Macie wybór: korzystać z Bożej pomocy lub polegać na sobie.
– To jest kwestia wychowania – odezwała się inna osoba z tejże grupy. – Różnie to bywa z wychowaniem – ludzie niewierzący wywołują wojny- odpowiedziałam. I usłyszałam od młodej dziewczyny: – Ależ odwrotnie proszę pani, to przez ludzi wierzących są wojny. Odpowiedziałam jej na to, że u wierzących -jeśli są wojny- to takie wewnętrzne: jakieś spory kłótnie, ale nie takie jak u niewierzących jak Putin. Lepiej jednak być wierzącym niż niewierzącym.
Zanim odeszłam doświadczyłam od nich wdzięczności, co sprawiło mi wiele wewnętrznej radości, że mogłam zrobić coś, co się Bogu podoba. Bogu dzięki i chwała.

ZDJĘCIE WYKONAŁAM WIELE LAT TEMU NA PODLASU, Z OKAZJI ODSŁONIĘCIA POMNIKA ŚW. JANA PAWŁA II.
21 piątek lis 2025
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje
„Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. ( Jan Paweł II, Inauguracja pontyfikatu, 1978 r.)
Można mieć wszystko, ale jeśli zabraknie wiary, to nie ma się niczego. „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych. Przez wiarę Abel złożył Bogu ofiarę cenniejszą od Kaina, za co otrzymał świadectwo, że jest sprawiedliwy. Bóg bowiem zaświadczył o jego darach, toteż choć umarł, przez nią jeszcze mówi. Przez wiarę Henoch został przeniesiony, aby nie oglądał śmierci. I nie znaleziono go, ponieważ Bóg go zabrał. Przed zabraniem bowiem otrzymał świadectwo, iż podobał się Bogu.
Znane są bohaterskie przykłady wiary. A jakie są przykłady niewiary: Adolf Hitler, Spinelli, Marks, Lenin i wszyscy twórcy bezbożnych ideologii, których jest bardzo dużo.
W czym gustują ateiści? W zbrodniach hitlerowców, w wyznawcach Marksa, Lenina….
Czy nie jest tak, że ludzie uważający się za ateistów są raczej nieukami niż ateistami. No bo jakże można przyłączać się swoją niewiarą do społeczności niewierzących, którzy zabijają ludzi. Gdyby mieli wiarę, to by się modlili, i nie byłoby tyle zła.
W czym gustują ateiści? A może nie gustują w niewierzących, tylko boją się wyśmiania i brakuje im odwagi, by powiedzieć, że są ludźmi wierzącymi.
Wiara niesie ze sobą same dobre rzeczy. Boże błogosławieństwo. „Jeżeli człowiek od początku zawsze idzie wiernie za głosem i natchnieniem łaski Bożej, to zostanie w swoim czasie, kiedy Bogu będzie się to podobało, podniesiony do kontemplacji mistycznej, co nie wyklucza, że człowiek z własnej winy, przez swe niewierności może to powołanie utracić, sprzeniewierzyć się Jemu. Stosują się tu słowa Chrystusa: Albowiem wielu jest wezwanych, ale mało wybranych”. (Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, XI-XII)
A co niesie ze sobą niewiara? Wojnę i wojnę bez końca. Nie ma pokoju bez Boga. Nie ma pokoju w niewierzących.
Wiara łączy się z pokorą .
Chodzi tu o pokorę duszy, w której żyje Jezus. Jaka jest ta pokora? Próbę jej opisania znajdujemy między innymi w dziełku „Jedno z Jezusem” autorstwa Ks. Pawła de Jaegher T.J., s.57-81).
Według Ks. Pawła de Jaegher „Prawdziwa pokora nie jest niczym innym jak tylko miłością Bożą, posuniętą aż do wzgardy siebie. Być niczym, aby Jezus był wszystkim w niej: oto ustawiczne, najistotniejsze jej pragnienie. Odkąd postanowiła utożsamić się z Chrystusem, nie zna ona innej dążności, innego ideału. Raz na zawsze pogrążyła się w pokorze. Być niczym i być mianą za nic, oto jej radość najsłodsza i najmniej pospolita”(Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, s. 71).
We wspomnianym wyżej dziełku znajdujemy odpowiedź na pytanie: W czym więc leży tajemnica prawdziwej pokory serca?
Bóg jest wszystkim, a wszystko inne niczym, poza Bogiem wszelkie stworzenie jest samą nicością. Bóg źródłem jej radości i uwielbienia. Wieczny triumf Boga nad nicością i złem, Boga, który jest samym Bytem i Dobrem najwyższym.
Wspomniany wyżej autor wyjaśnia, jak wiele zyskują dusze, wyrzekające się własnej chwały. Wyjaśnia, jak ogromnie się wzbogacają, co jest ich własną chwałą, czym się szczycą, co jest ciągłym przedmiotem ich upodobań: wzbogacenie się chwałą Najwyższego Pana. Nieskończoną chwała Trójcy Świętej i nieodłączną od jej istoty chwałą, jaką Chrystus Pan oddaje Bogu wraz z niezliczonym zastępów aniołów, świętych i sprawiedliwych na ziemi. I w tym świetle marne pochwały ku nim zwrócone, brzmią dla nich jak urąganie.
Ich pokora jest jakby naturalną; nikt bowiem lepiej od nich nie odczuwa swej nędzy i ubóstwa. Ich zamierzeniem jest dozwolić Jezusowi, by żył w nich w całej pełni przez ich głęboką pokorę, doskonałą miłość i całkowite zapomnienie o Sobie. Ciągła świadomość obecności w nich Jezusa wyświetla im natychmiast każdy odruch życia własnego i przyrodzonego, daje im dostrzec w sobie wszystko, co jest niedobre, co nie Jezusowe, co niezgodne z ich świętością.
Znaczący w tej kwestii jest długi rachunek sumienia. Bez niego dusze wyczuwają w sobie każde drgnienie nielicujące z życiem Chrystusowym; widzą w sobie każde poruszenie próżności, nieświadome prawie szukanie siebie, każdą drobną niecierpliwość, wywołaną może czysto fizjologiczną przyczyną. Każda z nich oddycha jednym tylko czystym pragnieniem być „Chrystusem”. „Bo dla mnie życiem jest Chrystus” (Fil.1,21) Wiedzą, że są narzędziami w ręku Jezusa, ciągłym hymnem Syna do Ojca, choć same, niestety rozdżwięk tylko w tę pieśń wprowadzają. Napełnia je ufność ku Ojcu Niebieskiemu, która wzmaga się tym bardziej, że mają świadomość swego niezmiennego ubóstwa.
Niczego nie spodziewają się po sobie, liczą jedynie na Boga. Ufność ich nie ma granic, doświadczyły bowiem głęboko nieskończonej dobroci Bożej, tak odmiennej od ludzkiej dobroci, tak miłosiernie wyrozumiałej względem tego, co najlichsze i najnędzniejsze. Ufają, zwłaszcza dlatego, że nie czują się samotne; nie zwracają się nigdy same do Ojca Niebieskiego, lecz zawsze w łączności z umiłowanym Chrystusem, wiedzą na pewno, że w Nim i ze względu na Niego Bóg ich przyjmie do Siebie i z miłością przytuli.
Choć same się czują biednymi żebraczkami odzianymi w łachmany, mniejsza o to! Z nieograniczoną ufnością stają wobec Króla nad Króle, przybrane w nieskończone zasługi Jezusa, w nich zanurzyły wszystkie nędze swoje i przewinienia; z całym spokojem składają u nóg Jego wdzięczny i wonny wieniec cnót swego Oblubieńca i wplatają w niego nieznacznie osty marnych cnót swoich. Przede wszystkim ofiarują Bogu Serce Jezusa nieskończenie miłujące i miłości godne, klejnot bezcenny, Serce, z którym zjednoczyły własne swe serce i czują, że tylko przez Jezusa zdołają spełnić swe pragnienie miłowania Ojca bezgranicznie. Pewne są, że o cokolwiek prosić będą Boga, prośba ich zostanie wysłuchaną, gdyż sam Pan Jezus powiedział:
„Jeśli o coś prosić będziecie Ojca w Imię moje, da wam. Dotychczas o nic nie prosiliście w Imię moje, proście a otrzymacie: aby radość wasza była pełna” ( J16,23.24). I dlaczegoż miałyby nie otrzymać tego, o co prosi, gdy sam Jezus, który jest celem ich wiecznych umiłowań, błaga za nimi Boga? Bóg nie odmówi ich prośbie, gdyż tym samym odmówiłby Synowi Swojemu. Wymówka Chrystusa , zwrócona do Apostołów, nie odnosi się do nich, one bowiem nie umieją inaczej prosić Ojca jak tylko przez Jezusa, gdyż obecnie modlą się i żyje w nich Jezus.
Dusze, która w ten sposób utożsamiły się z Jezusem, rozszerzyły niezmiernie swe widnokręgi i uszlachetniły swe życie. Odkąd zaczęły żyć w imieniu Jezusa, nowe rozległe światy odsłoniły się przed nimi. Dawniej, podobne do świętojańskich robaczków, obejmowały wzrokiem maleńką tylko przestrzeń, rozświetloną ich własnym, nikłym jarzeniem. Dziś żyją w blasku słońca, rzucającego snopy światła na rozległe przestworza; nowe światy odsłaniają się przed ich oczyma, opromienione niebiańską jasnością.
Na wszystko patrzą wzrokiem Jezusowym; ich drobne ciasne sprawy ustąpiły Jezusowym sprawom w ich sercach, szerokich jak wszechświat cały. Ich wpływ rozciąga się aż do krańców ziemi, tam gdzie sięga jedynie wpływ życia Jezusa; z Nim mogą współdziałać w sprawie uświęcenia dusz nawet w krainach najodleglejszych i najmniej znanych.
Zjednoczone z Jezusem i z całym ciałem Jego mistycznym odczuwają w sobie bicie nie tylko własnego serca, ale tysiąca serc; pragnienie, by wszystkie tętniły miłością Bożą, i składają Mu je w ofierze, by Bóg na własną modlę przetwarzać je raczył. O! jak wielkim jest dla nich szczęściem świadomość, że w tylu duszach może Boga kochać niejako stokrotnie i tym zaspokoić swoją żądzę miłości! Lecz myśl ta jest dla nich również źródłem cierpienia…” I dusza woła z Apostołem:” Synaczkowie moi! Oto na nowo w boleści was rodzę dopóki nie odtworzy się w was obraz Chrystusa”(Ga4,19).
Dusze zupełnie oddane Jezusowi są szczęśliwe. Już nie są skrępowane w pętach zbyt osobistych przeżyć, zamknięte w granicach duchowego wprawdzie życia, lecz ciasnego, zbyt subiektywnego. Żyją na wolności w słońcu Jezusowym, życiem samego Jezusa, oddychają jednym pragnieniem: podobania się Bogu. To szczęście będzie zawsze ich udziałem; odtąd są szczęśliwe, bo wiedzą, że mimo nędz swoich przez Jezusa mogą podobać się Bogu ( Zob. Jedno z Jezusem, ks. Paweł de Jaegher, s.79).
01 sobota lis 2025
Posted in Tatusiu święć się Imię Twoje

Kontynuuj czytanie„Zdaje mi się, że ofiary trzeba na to, by żyć. Myśl o śmierci radość mi tylko sprawia”. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus